Chińczycy stają się potęgą aut elektrycznych

O Państwie Środka trzeba przestać myśleć, jak o producencie tandety, bo o ile taką wciąż można kupić, to jednak ich przemysł oferuje z dnia na dzień większy asortyment wyrobów o wysokiej lub bardzo wysokiej jakości.

Chiny chcą też, aby przestać je uważać za tanią fabrykę dla całego świata, więc nie podoba się to kilku gospodarkom z północnych rejonów naszej półkuli. Nie o tym jednak, bo o temacie nośnym, a są to samochody elektryczne, które pokochali lokalni mieszkańcy Zhongguo (Chin) i kupują ich coraz więcej. Jakby tego jeszcze było trochę mało, należy przyjrzeć się decyzjom politycznym Pekinu, bo właśnie rząd Chińskiej Republiki Ludowej zadecydował, że należy mieć auta, które nie będą uzależnione od dostaw z zewnątrz.

Zacznijmy jednak od statystyki, bo w Chinach już teraz sprzedaje się obecnie ponad cztery miliony samochodów elektrycznych każdego roku, a zainteresowanie nimi wciąż rośnie.

Może być też pewnym zaskoczeniem, ale na tamtejszym rynku dostępnych jest obecnie już ponad 100 modeli aut w pełni elektrycznych i można powiedzieć, że są one dostosowane do zamożności każdej kieszeni. Znajdzie się więc auta, które naszpikowane są nowoczesną technologią oraz najnowszymi rozwiązaniami elektronicznymi, jakość wykończenia wnętrza i elementów zewnętrznych nie ustępuje pod żadnym względem znanym markom europejskich i amerykańskich klas z najwyższej półki, a i design niekiedy nieporównywalny jest do żadnego innego na świecie.

Dla klientów z nieco szczuplejszymi portfelami dostępne są natomiast i tu uwaga, auta elektryczne klasy Premium oraz Lux, więc jest jeszcze coś przed klasą średnią.

W tym segmencie więc w klasie średniej, znajdzie się  w Chinach największy wybór modeli, których nawiasem mówiąc, próżno szukać w Europie, bo tu dostępnych jest kilka i to tych z niższej półki. Tak doszliśmy do szerokiej, choć nieprzesadnie gamy aut z segmentu budżetowych, co daje możliwość zakupu samochodu elektrycznego przez osoby, które nie mogą powiedzieć, iż są finansowymi krezusami.

To, co do tej pory zostało powiedziane, oznacza, że gabinet Państwa Środka już jakiś czas temu zadbał o swój rodzimy biznes, a i politycznie zabezpieczył się przed napływem obcych technologii. Co należy podkreślić, nie jest to ze strony Pekinu próba pokazania Zachodowi środkowego palca, ale stopniowe uniezależnianie się od importu. Jakiego? O tym za chwilę. Bo wcześniej trzeba dodać, iż w roku ubiegłym, ponad 20% wszystkich sprzedanych w Chinach aut, stanowiły te z napędem elektrycznym, więc sprzedaż jest najwyższa w ujęciu krajowym i jedną z najwyższych na świecie.

Cała sprawa ze zmianą podejścia do zagadnienia motoryzacyjnego zaczęła się w Chinach kilka lat temu, gdy stwierdzono, że tamtejsze koncerny samochodowe, nie są w stanie dogonić i prześcignąć pod wieloma względami firm zachodnich, które produkują auta spalinowe, czyli należało zbudować całkiem nową koncepcję biznesową w tym segmencie produkcji. Postawiono wówczas na auta elektryczne i rozwój ich technologii, a każdy producent, jaki wchodził na rynek, otrzymywał od rządu daleko idącą pomoc finansową oraz tak samo dalekie wsparcie technologiczne. Tak powstała w krótkim czasie gałąź przemysłu, która nie dosyć, że jest już jedną z największych w Chinach, to nadal się rozwija i w wielu przypadkach znacznie prześcignęła europejską oraz amerykańską.

Co też należy powiedzieć, o ile Chiny jeszcze produkują samochody spalinowe na rynek wewnętrzny, to produkcja jest stopniowo wygaszana, a najbliższe miesiące mają przynieść informację, kiedy ostania fabryka aut spalinowych w CHRL zostanie zamknięta.

Biznes i polityka, jakie splotły się w Chinach w kwestii motoryzacyjnej, z całą pewnością nie są związane z walką o przywództwo gospodarcze na naszym globie, ale tego nie można całkowicie wykluczyć, jednak u podstaw decyzji politycznych legło coś całkiem innego. Państwo Środka nie jest samowystarczalne pod względem węglowodorów, więc większość z nich musi importować, czyli wynik finansowy związany jest z cenami nośników energii na światowych giełdach. Chiny wiedzą również, że rynek paliw kopalnych jest obecnie chwiejny, a problemy zapoczątkowane w 2020 roku, ciągnąć się będą jeszcze przez kilka lat, do chwili, gdy nie ustabilizuje się nowa koncepcja ekonomiczna świata.

Tym samym Pekin podjął również próbę odejścia od swojego uzależnienia od paliw kopalnych, a może bardziej od uzależnienia od kontrahentów, którzy dostarczają im węgiel, ropę i gaz. Chiński gabinet podjął również decyzję o rozwoju technologii pozyskiwania energii ze źródeł odnawialnych i na potęgę buduje siłownie wiatrowe oraz solarne, ale rozwija technologię morską i rzeczną uzyskiwania prądu.

Ważne jest również, że Pekin nie poprzestał na wietrze, wodzie i słońcu, a rozwija program lokalnych elektrowni atomowych, jaki chciało Polsce zaproponować Prawo i Sprawiedliwość. Specjaliści znający się na zagadnieniach światowej energetyki są zdania, że o ile Chinom uda się zrealizować program w całości, za najdalej dziesięć lat przestaną być uzależnione od węglowodorów, a za lat piętnaście, będą miały możliwość pozyskiwania tzw. zielonej energii w ponad 90 procentach. Ergo – również pod tym względem wyprzedzą Unię Europejską i Stany Zjednoczone.

Będzie to oznaczać, że Państwo Środka może stać się pierwszym niezależnym pod względem energetycznym, a poza tym, z prawie zerową emisją gazów cieplarnianych netto. Zaskoczenie? Będzie jeszcze jedno, ponieważ Chiny wszelkie inwestycje związane z uniezależnieniem się od importu paliw kopalnych, traktują, jak inwestycje państwowe, więc to rząd będzie regulatorem cen prądu na rynek wewnętrzny. Co to oznacza? Będzie mogło ustalać ceny prądu na bardzo niskim poziomie, więc i biznes odczuje taki krok, jako dodatkowe wsparcie dla jego rozwoju.

Chińska Republika Ludowa zajęła się również w swoich przemianach całą infrastrukturą potrzebną dla aut elektrycznych, czyli, jak grzyby po deszczu powstają punkty ładownia samochodów, a na terenach wiejskich i z niską liczbą ludności, auto z silnikiem na prąd, wciąż można ładować całkowicie za darmo. W miastach jest trochę inaczej, gdyż za podłączenie samochodu do stacji ładownia należy zapłacić, jednak ma to też swój drugi cel.

Chiny, jak każde inne państwo na świecie, boryka się z zakorkowaniem ulic, więc te płatne punkty ładowania aut są takim trochę elementem odstraszającym. Tu jednak pewne zaznaczenie, bo chińskie władze nie są aż tak nieprzychylne swojemu społeczeństwu, jak dzieje się to w nieznaczącej na mapie emisji gazów cieplarnianych Unii Europejskiej, więc niechętnie wprowadzają ograniczenia w poruszaniu się samochodami po miastach. Jeżeli natomiast takie zaczynają obowiązywać, to stosowane są w większości do aut z napędem tradycyjnym. Powinienem też dodać, że Chiny mają bardzo dobrze rozwiniętą sieć transportu publicznego, a ten jest stosunkowo tani, czyli atrakcyjny dla mieszkańców tego państwa. Jest też zarządzany w większości w sposób racjonalny, a to wskazuje, że sterowany w sposób elektroniczny i zgodnie z potrzebami. W godzinach szczytu ilość kursów kolejek metra, pociągów podmiejskich, tramwajów i autobusów zwiększana jest o ok. 30%, co zapewnia sprawne przemieszczanie się w podróżach do i z pracy.

Obniżono również stawki ubezpieczeń i podatku drogowego dla kierowców samochodów z napędem elektrycznym, więc była to następna zachęta dla Chińczyków, aby przesiąść się na taki rodzaj silnika, co czynią teraz chętnie.

Nie można zapomnieć o jeszcze jednej sprawie, bo przecież Pekin załatwił kwestię aut elektrycznych kompleksowo, czyli uważa je za środki transportu na trasach krótkich i średnich. W przypadku podróży długodystansowych promuje się transport szybkimi pociągami, a właściciel samochodu na prąd, może liczyć też na pewną zniżkę podczas zakupu biletu.

Na koniec można jedynie dodać, że sukces Chin pod względem wprowadzania technologii aut elektrycznych już teraz jest niezaprzeczalny, a Stary Kontynent i Ameryka, mogą się obecnie jedynie biernie temu przyglądać. Kolejna sprawa, bo te wszystkie auta, jakie chińscy producenci sprzedają w Europie, nie należą do klas wyższych, więc wciąż pokutująca obiegowa opinia, na marginesie dodam, iż zgodna z prawdą, że chińskie samochody w UE, to barachło.

Tak jednak będzie, dopóki Bruksela nie przestanie oglądać się na Waszyngton i nie zrewiduje swojej polityki wobec Państwa Środka, z którym w mojej opinii, powinna współpracować na niwie gospodarczej, jak i z gospodarką Federacji Rosyjskiej. Zapyta ktoś dlaczego? Gdyż to rynki duże i chłonne, a traktowane w sposób partnerski, mogą dać profity również nam, czyli mieszkańcom Europy. Upadające Stany Zjednoczone, już teraz trzeba zacząć postrzegać za potykającego się o własne nogi giganta, któremu niewiele brakuje, aby paść i przez lata się nie podnieść.

Kalkulacja ekonomiczna to jedyne, czym Unia Europejska powinna się kierować, a przestać postrzegać Chiny i Rosję, jako zagrożenie dla siebie i nie straszyć nimi Europejczyków.

Niepopularne to słowa? Trudno, takie mam zdanie i tego raczej nie zmienię. Wciąż też uważam, że poważnym błędem poprzedniej ekipy rządzącej Polską było, iż odrzuciły zacieśnienie współpracy na drodze Nowego Jedwabnego Szlaku, bo teraz Rzeczpospolita Polska, mogłaby być w całkiem innym położeniu gospodarczym, więc ze zdywersyfikowanymi rynkami dostaw i zbytu. PiS popełnił potężny błąd, prawdopodobnie pod naciskiem Unii Europejskiej, ale cóż, teraz już tego nie da się naprawić, ponieważ rząd premiera Tuska, oczy skierowane ma tylko w jedną stronę.

Bogdan Feręc

Photo by Nick Fewings on Unsplash

Udostępnij:
ZNAJDŹ NAS:
Irlandczycy chcą og
Wnet Bar Radio – n