Chętnych do członkostwa w UE nie brakuje. Największe szanse mają kraje bałkańskie
– Obecnie nie ma warunków do formalnego rozszerzenia Unii Europejskiej – ocenia europoseł Andrzej Halicki z Koalicji Obywatelskiej. Jak podkreśla, proces akcesyjny wymaga spełnienia rygorystycznych kryteriów i nie dopuszcza uproszczeń, jednak w dłuższej perspektywie Wspólnota będzie się powiększać. Eurosceptyczne partie, takie jak Konfederacja, są temu przeciwne. Oceniają, że konstrukcja ustrojowa UE przestaje się sprawdzać, a ewentualne rozszerzenie mogłoby być furtką do odbierania kolejnych kompetencji państwom członkowskim.
– Dzisiaj nie ma realnych szans na to, żeby myśleć o formalnym rozszerzeniu Unii Europejskiej – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Andrzej Halicki, poseł do Parlamentu Europejskiego z Koalicji Obywatelskiej. – Negocjacje wiążą się z otwieraniem poszczególnych klastrów, rozdziałów i ich zamykaniem. Nie można przystąpić do Unii na skróty, nie można ominąć pewnych standardów i zasad, które powinny być pryncypialnie egzekwowane i stosowane jednakowo dla wszystkich. Nie oznacza to natomiast, że w przyszłości Wspólnota nie będzie większa. Myślę, że w kolejnych dekadach będzie zupełnie inna niż ta, którą znaliśmy wcześniej. Wtedy być może także instytucjonalne zmiany mogą mieć miejsce. Dziś jest oczywiście lista państw chętnych, ale nie ma takiej decyzji na stole.
Podczas marcowego przemówienia w Warszawie komisarz UE ds. budżetu Piotr Serafin podkreślił, że na różnych etapach procesu akcesyjnego do Unii Europejskiej jest dziewięć państw, nie licząc Islandii. Jak wyjaśnił, w krajach członkowskich do tej pory głośna była narracja mówiąca o tym, że decyzja o rozszerzeniu musi być poprzedzona uporządkowaniem sytuacji wewnątrz Unii, jednak w dzisiejszych realiach taka decyzja jest potrzebna wcześniej, by UE nie utraciła strefy wpływów na rzecz innych graczy. Zdaniem komisarza liderami w procesie akcesji są Bałkany Zachodnie. Jak podkreślił, członkostwo Ukrainy leży w interesie bezpieczeństwa Europy i niesie „ogromne zyski geopolityczne”, choć wiąże się też z licznymi wyzwaniami. Jednocześnie zapewnił, że proces rozszerzenia musi zyskać akceptację społeczną.
Za kraje kandydujące do członkostwa w UE uznane są: Albania, Czarnogóra, Bośnia i Hercegowina, Gruzja, Macedonia Północna, Mołdawia, Serbia, Turcja i Ukraina. Negocjacje akcesyjne z Turcją są zamrożone od 2018 roku, a w 2024 roku także gruzińskie władze podjęły decyzję o wstrzymaniu rozmów.
– Przypomnijmy sobie, że bardzo blisko marzenia o Wspólnocie była Gruzja, dziś już opanowana przez rosyjskich oligarchów i prorosyjskie partie, gdzie niezależne media są zlikwidowane bądź ograniczone do minimum – mówi europoseł Koalicji Obywatelskiej. – Na Bałkanach sytuacja jest skomplikowana.
Jednym z ważniejszych wyzwań dla Bałkanów Zachodnich w staraniach o przystąpienie do Unii Europejskiej jest kwestia wciąż obecnych na tych terytoriach rosyjskich wpływów. W 2023 roku Unia Europejska przedstawiła plan wzrostu gospodarczego dla tych państw. Jego centralnym elementem jest Instrument Wsparcia Reform i Wzrostu Gospodarczego na Bałkanach Zachodnich, w ramach którego w latach 2024–2027 6 mld euro miało trafić do państw regionu. Jak w grudniu 2025 roku podkreślił António Costa, przewodniczący Rady Europejskiej, wysiłki państw regionu wyraźnie przyspieszyły, szczególnie Czarnogóry. Albania zdołała otworzyć wszystkie klastry negocjacyjne w bardzo krótkim czasie, a Bośnia i Hercegowina przyjęła agendę reform, która jest kluczowa dla przystąpienia do planu wzrostu. Kolejny szczyt UE – Bałkany Zachodnie zaplanowany jest na czerwiec br.
Zarówno Andrzej Halicki, jak i Piotr Serafin podkreślają, że dołączenie do Wspólnoty wciąż jest odbierane jako szansa na rozwój – wbrew głosom mówiącym o tym, że integracja krajów europejskich jest na drodze do rozpadu.
– Po brexicie miało być domino. Nic takiego się nie zdarzyło, a wręcz odwrotnie. Finlandia i Szwecja wstąpiły do NATO, Islandia ma w sierpniu referendum o powrocie do negocjacji, które w gruncie rzeczy są na ukończeniu. Nawet Kanada myśli o tym, czy nie rozszerzyć umowy gospodarczo-handlowej CETA. Takie same dyskusje toczą się w Norwegii, która jest poza Wspólnotą, nie mówiąc już o samych Brytyjczykach, którzy chcieliby wrócić, co nie jest takie proste. Unia Europejska jest atrakcyjnym miejscem do życia, dającym pewne gwarancje bezpieczeństwa – uważa Andrzej Halicki.
Dyskutowanym tematem w kontekście nie tylko procesu rozszerzania Wspólnoty, ale i jej stabilnego działania w obecnym kształcie jest sprawa utrzymywania zasady jednomyślności. W głosowaniach w sprawach dotyczących niektórych obszarów muszą się obecnie porozumieć wszystkie państwa członkowskie UE. W efekcie tego działa prawo weta, które bywało już nadużywane m.in. przez Węgry, które blokowały nakładanie sankcji na Rosję. Jak podkreśla Anna Bryłka, posłanka do Parlamentu Europejskiego z Konfederacji, każde rozszerzenie Unii Europejskiej może się wiązać ze zmianami instytucjonalnymi i może stanowić dla Komisji Europejskiej pretekst do likwidacji takich właśnie „bezpieczników”.
– Najważniejszym z nich jest właśnie prawo weta, czyli jednomyślność w zakresie podejmowania decyzji w polityce zagranicznej. Zdajemy sobie sprawę, że to jest bardzo dobry pretekst do tego, żeby Komisja Europejska powiedziała: musimy zmienić zasady podejmowania decyzji w Unii Europejskiej, trzeba zrezygnować z jednomyślności. Przykłady dotyczące Mercosuru i paktu migracyjnego powinny polskiemu społeczeństwu dać do myślenia. Będziemy wchodzić w kolejny obszar, w którym nie będzie działało prawo weta, w którym nie będziemy mieć wpływu na te polityki, które są naprawdę szkodliwe dla Polski – ocenia Anna Bryłka.
Liderzy Konfederacji podkreślają, że są przeciwnikami dalszego rozszerzania Unii Europejskiej.
– Ta konstrukcja ustrojowa przestaje się sprawdzać i działać w sytuacjach kryzysowych. Dochodzi do konfliktu kompetencji i zawłaszczania pozatraktatowych kompetencji krajów członkowskich. Z naszej perspektywy najistotniejsza jest Ukraina. To, co powinno nas najbardziej martwić, to fakt, że w dużej mierze funkcjonuje już jako członek Unii Europejskiej, ale bez wszystkich zobowiązań, które są nakładane na państwa członkowskie, przede wszystkim bez zobowiązania przyjmowania unijnej legislacji – wskazuje europosłanka.
Rozmowy akcesyjne z Ukrainą formalnie rozpoczęły się w czerwcu 2024 roku. Przed przystąpieniem do negocjacji Komisja Europejska i Ukraina musiały sfinalizować przegląd rozdziałów unijnego dorobku prawnego i ustalić poziom przygotowania wschodniego sąsiada Polski do członkostwa w UE. We wrześniu 2025 roku Ukraina pomyślnie zakończyła trwający od ponad roku proces zwany screeningiem.
– Ukraina jest w pozycji uprzywilejowanego państwa zrzeszonego z Unią Europejską. Ma swobodny dostęp do wspólnotowego rynku bez spełniania wszystkich norm i zasad, bez przyjmowania legislacji, które państwa członkowskie w Unii muszą przyjmować. Z polskiej perspektywy chodzi m.in. o import towarów rolno-spożywczych z Ukrainy. Kraj ma się dostosować do standardów produkcji unijnych do 2028 roku, ale rynek ma już otwarty, więc to jest zupełnie nieuczciwa konkurencja wobec producentów rolnych i całego sektora rolno-spożywczego w Polsce – ocenia Anna Bryłka.
Newseria
