Nie taka Ambasada straszna, czyli 143 euro, winogrona i dyplomatyczne przeciążenie
Są w życiu takie chwile, kiedy człowiek zaczyna tracić wiarę w urzędy, instytucje i całą tę pięknie poukładaną machinę, która podobno służyć ma obywatelowi. Pisze się pismo, zadaje pytania, czeka na odpowiedź, a potem czeka jeszcze trochę, żeby przypadkiem nie wyjść na człowieka niecierpliwego. W końcu można nawet dojść do wniosku, że list zaginął gdzieś
