O Bartoszu Marmolu, Dildo Bagginsie, sztuce opowiadania i płycie, co nie boi się zaglądać pod powierzchnię pozornie nudnej codzienności
Niektóre muzyczne historie, które pojawiają się na chwilę, rozbłyskują jak fajerwerk i równie szybko znikają. Ale – na szczęście! – przydarzają się projekty, których narodzinom człowiek przygląda się przez lata, słysząc pierwsze szkice piosenek, pierwsze wątpliwości, pierwsze zachwyty i pierwsze rozczarowania. Dla mnie właśnie taką historią pozostaje Dildo Baggins. Nie ukrywam, że patrzę na ten projekt
