Altany, moduły i polityczne lęki: Laburzyści sprzeciwiają się wynajmowaniu ogrodowych domków
W polityce mieszkaniowej, gdzie chaos stał się niemal stylem zarządzania, pojawił się kolejny rozdział, tym razem dotyczący rządowych planów umożliwiających wynajem domów modułowych stawianych w przydomowych ogrodach. Dla jednych to furtka do zwiększenia podaży mieszkań. Dla innych, jak dla Partii Pracy, to raczej brama szeroko otwarta na niekontrolowane rozluźnianie przepisów najmu w całym kraju.
Rzecznik Partii Pracy ds. mieszkalnictwa Conor Sheehan powiedział wprost, że właściciele nieruchomości nie powinni mieć prawa wynajmowania domów modułowych stawianych w ogrodach. Choć rząd jeszcze nie przyklepał tego rozwiązania, sam fakt, że pomysł krąży po korytarzach koalicji, budzi w opozycji ostre sprzeciwy.
Sheehan przypomniał, że gdy w lutym 2025 r. ostrzegał przed powstaniem „łóżek w szopie”, rząd patrzył na niego „jak na hipochondryka”. Tymczasem dziś, jak zauważa, dokładnie taka możliwość jest na stole i to nie w teorii, lecz realnie. Owszem, podkreślił potrzebę pewnej elastyczności w korzystaniu z takich jednostek, bo ludzie naprawdę żyją w domach, które dawno przestały być dla nich przestrzenią, a stały się klatkami wspomnień. Jednak czerpanie zysku z modułów miało być sprzeczne z pierwotnym założeniem ich wprowadzenia.
Ten sprzeciw zbiega się z zapowiedzią nowej ustawy Partii Pracy i ma ona przywrócić tymczasowy zakaz eksmisji bez orzekania o winie – i to na trzy lata. Sheehan nie przebierał w słowach, twierdząc, że eksmisje osiągnęły „najwyższy poziom od czasów głodu”, a proponowane przez rząd rozwiązania, w jego ocenie sprowadzają się do „wynajmowania altan ogrodowych” i są karykaturą realnej polityki mieszkaniowej, nie jej remedium.
Rząd z kolei nie zamierza klękać pod ciężarem tej krytyki. Rzecznik ministra mieszkalnictwa Jamesa Browne’a odrzucił zarzuty, nazywając próbą straszenia bez pokrycia w faktach. Według strony rządowej trwająca przebudowa systemu planowania ma jedynie usprawnić procesy, odciążyć lokalnych urzędników i umożliwić stawianie modułów bez wymogu pozwolenia, oczywiście przy zachowaniu norm bezpieczeństwa.
Brzmi rozsądnie w teorii, lecz w praktyce Irlandia wielokrotnie pokazała, że „dobre zamiary” potrafią stać się tylnymi drzwiami do niekontrolowanych zmian. Tu właśnie Laburzyści biją na alarm, bo jeśli pozwoli się na wynajem czegoś, co miało pełnić funkcję doraźnej ulgi, to prędzej czy później moduły staną się kolejnym tanim obejściem systemu, a nie rozwiązaniem problemu mieszkaniowego.
W sporze o domy modułowe nie chodzi więc o same konstrukcje z płyt i stali. Chodzi o filozofię państwa, czy mieszkania mają być stabilnym prawem, czy dodatkowym źródłem przychodu dla tych, którzy i tak już mają więcej niż większość? Czy państwo łata dziury kolejnymi prowizorkami, czy wreszcie proponuje plan, który pozwala ludziom żyć, a nie tylko przetrwać?
Bogdan Feręc
Źr. RTE
Photo by Yaryna Bakhovska on Unsplash
