Globalne zjawisko o lokalnych konsekwencjach. Czy El Niño zagraża Irlandii?
W ostatnich miesiącach nagłówki serwisów informacyjnych coraz częściej przypominają doniesienia z planu filmu katastroficznego. Ograniczenia ruchu statków w Kanale Panamskim, drastyczne susze oraz rekordowe temperatury na Pacyfiku zmuszają do postawienia pytania: czy zjawisko znane pod nazwą El Niño, rzeczywiście stanowi realne zagrożenie dla globalnej stabilności, a jeśli tak, jak bardzo odczują je mieszkańcy Irlandii?
Jak wyjaśnia dyrektor Centrum Badań Klimatu ICARUS na Uniwersytecie Maynooth profesor Peter Thorne, El Niño to nic innego jak epizodyczne, trwające od tysięcy, a wręcz milionów lat zjawisko klimatyczne. Polega ono na wyprzedzającym nagrzewaniu się wód w tropikalnej części Oceanu Spokojnego. Choć naturalny cykl naprzemiennie przynosi ocieplenie (El Niño) i ochłodzenie (La Niña), obecna odsłona tego procesu okazuje się wyjątkowo niepokojąca.
Thorne wskazuje jasno, że mamy do czynienia z najsilniejszym epizodem od dekad, a być może od momentu rozpoczęcia nowożytnych pomiarów instrumentalnych. Jedynym punktem odniesienia pozostają anomalie z końca XIX wieku, których dokładne parametry są jednak trudne do precyzyjnego oszacowania.
Konsekwencje tego oceanicznego zrywu są gigantyczne, ponieważ wpływają na dynamikę pogodową na całym globie. Podczas gdy zachodnie wybrzeże Ameryki Północnej szykuje się na niezwykle mokrą zimę, w głębi kontynentu dominuje nietypowe ciepło. Z kolei po drugiej stronie Pacyfiku, czyli w Australii oraz Indiach, obserwowany jest znaczny spadek opadów i osłabienie monsunów. Mniejsza ilość deszczu to bezpośrednie zagrożenie dla zasobów wody pitnej oraz drastyczny spadek plonów, co martwi nie tylko rolników, ponieważ może wpłynąć na mniejsze dostawy żywności, a nawet głód w niektórych częściach świata.
Biorąc pod uwagę gęstość zaludnienia tych regionów, bezpośrednie efekty El Niño odczują miliardy ludzi, więc w złym scenariuszu, połowa całej populacji ziemi. Dodatkowe uderzenie w sektor rolniczy Afryki Subsaharyjskiej tylko pogłębi ten kryzys.
W tym miejscu rodzi się kluczowa wątpliwość: czy kraj położony na północno-zachodnim skraju Europy, odcięty od Pacyfiku tysiącami kilometrów, ma powody do obaw? Bezpośredni wpływ El Niño na aurę w Irlandii pozostaje trudny do jednoznacznego przewidzenia, bo w przeciwieństwie do stabilnych wzorców pogodowych obserwowanych wokół Oceanu Spokojnego i Indyjskiego. Nie oznacza to jednak, że wyspa pozostanie zieloną oazą, niewrażliwą na światowe zawirowania.
Zagrożenie dla Irlandii nie nadejdzie z nieba w postaci obfitego deszczu lub porywistych sztormów, lecz przypłynie w kontenerach. Paraliż Kanału Panamskiego, będący prostą konsekwencją suszy indukowanej przez El Niño, idealnie pokazuje, jak zacięcie się jednego elementu globalnej machiny paraliżuje łańcuchy dostaw. Problem ograniczonej dostępności żywności i surowców na światowych rynkach, uderzy z kolei w irlandzką gospodarkę za jej pośrednictwem w portfele mieszkańców.
Podczas gdy w ubogich rejonach świata zakłócenia w rolnictwie przełożą się bezpośrednio na niedożywienie i głód, kraj o tak wysokim poziomie zamożności jak Irlandia odczuje to pod postacią gwałtownego skoku inflacji i za importowane towary, w tym pasze dla zwierząt, czy produkty spożywcze trzeba będzie zapłacić drastycznie więcej. Irlandia stanie się zatem beneficjentem ponurego paradoksu: zachowa ciągłość dostaw lub będą one lekko ograniczone, ale wyłącznie dlatego, że jej bogate społeczeństwo po prostu stać na przebicie ofert gorzej usytuowanych państw.
Ostatecznie zjawisko El Niño okazuje się bezwzględnym sprawdzianem dla globalnego systemu naczyń połączonych. Choć fizyczne skutki w postaci fal upałów dotkną głównie inne strefy klimatyczne, ekonomiczny rykoszet nie ominie raczej Szmaragdowej Wyspy. Zjawisko to po raz kolejny dowodzi, że we współczesnym świecie nie ma odizolowanych społeczności, bo skutki klimatycznych turbulencji odczuwa cała kula ziemska.
Bogdan Feręc
Źr. News Talk
Wizualizacja: NASA
