Cyfrowy silnik czy energetyczna pułapka? Trudny bilans obecności centrów danych w Irlandii
Irlandia znalazła się w awangardzie globalnej rewolucji technologicznej, stając się europejskim sercem operacji dla największych korporacji cyfrowych świata. Jednak ten prestiżowy status niesie ze sobą koszty, które zaczynają bezpośrednio dotykać portfeli przeciętnych mieszkańców wyspy.
Debata publiczna nad zasadnością dalszego, tak dynamicznego rozwoju centrów danych w kraju zaostrza się więc, a dzieląc tym samym obóz obrońców gospodarczego dobrobytu i krytyków wskazujących na drastyczne obciążenie krajowej infrastruktury energetycznej.
Skala zjawiska, z jaką mierzy się obecnie Szmaragdowa Wyspa jest bezprecedensowa w skali globalnej. Centra danych odpowiadają już za ponad jedną piątą całkowitego zużycia energii elektrycznej w Irlandii, a prognozy wskazują, że ze względu na gwałtownie rosnące zapotrzebowanie na usługi oparte na sztucznej inteligencji, wskaźnik ten może do końca dekady osiągnąć poziom trzydziestu procent. Organizacja Friends of the Earth alarmuje, że Irlandia zużywa więcej energii na centra danych w przeliczeniu na jednego mieszkańca niż jakikolwiek inny kraj na świecie. Zdaniem ekologów, tak wysoki pułap stałego popytu na prąd drastycznie zwiększa podatność kraju na globalne szoki cenowe na rynku hurtowym.
W konsekwencji Irlandia zmuszona jest do ciągłego dokupywania gazu, co wygenerowało już setki milionów euro dodatkowych kosztów, przekładając się na wzrost przeciętnego rachunku za energię dla gospodarstwa domowego o kilkaset euro w ciągu ostatniej dekady, a przy obecnych, najwyższych w Unii Europejskiej cenach prądu, dalszy brak ograniczeń dla sektora technologicznego może ten problem jedynie pogłębić.
Z drugiej strony barykady stoją obrońcy obecnego modelu gospodarczego, na czele z najwyższymi władzami państwowymi oraz przedstawicielami przemysłu. Premier Micheál Martin jednoznacznie podkreśla, że infrastruktura ta ma fundamentalne znaczenie dla przyszłości kraju, a rezygnacja z rozwoju technologii napędzanych sztuczną inteligencją groziłaby Irlandii marginalizacją i pozostaniem daleko w tyle za światową czołówką. Zwolennicy tego sektora, reprezentowani między innymi przez Irish Data Centre Supplier Alliance, porównują serwerownie do nowoczesnych „fabryk przyszłości”, które przetwarzają surową energię elektryczną na niezwykle dochodowe usługi cyfrowe. Sektor ten, jak dodają, stanowi podwalinę irlandzkiego eksportu technologicznego, generującego rocznie setki miliardów euro, i zabezpiecza setki tysięcy miejsc pracy. W obronie branży wysuwany jest również argument strukturalny i w państwach o tradycyjnym profilu przemysłowym, takich jak Niemcy, przemysł ciężki pochłania blisko połowę krajowej energii, stąd wysoki udział centrów danych w specyficznej, zorientowanej na usługi cyfrowe gospodarce Irlandii nie powinien budzić zaskoczenia.
Co ciekawe, branża technologiczna odpiera zarzuty dotyczące negatywnego wpływu na klimat, wskazując na swoją rolę jako kluczowego inwestora w sektorze zielonej energii. Ponad połowa mocy wiatrowych i słonecznych podłączonych do irlandzkiej sieci w ostatnich latach sfinansowana została dzięki korporacyjnym umowom zakupu energii, zawieranym właśnie przez właścicieli centrów danych. Prywatny kapitał technologiczny umożliwia realizację nawet tych projektów odnawialnych źródeł energii, w tym morskich farm wiatrowych, które nie zakwalifikowały się do państwowych programów wsparcia.
Irlandia stoi więc przed dylematem, jak zbalansować koszty transformacji energetycznej ponoszone przez obywateli z koniecznością utrzymania pozycji technologicznego lidera, który bez stałego dopływu gigawatów energii nie będzie w stanie funkcjonować.
Bogdan Feręc
Źr. News Talk
Photo by Taylor Vick on Unsplash
