Spóźniony rachunek za bezczynność. Unia Europejska wobec energetycznego paraliżu – "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii

Spóźniony rachunek za bezczynność. Unia Europejska wobec energetycznego paraliżu

Przez dziesięciolecia architektura europejskiego bezpieczeństwa energetycznego opierała się na kruchych fundamentach i optymistycznym założeniu, że globalne łańcuchy dostaw pozostaną niewzruszone wobec politycznych wstrząsów. Dzisiejsza rzeczywistość brutalnie jednak weryfikuje tę krótkowzroczność.

Wojna prowadzona przez Stany Zjednoczone i Izrael przeciwko Iranowi zdestabilizowała rynki w stopniu, który dla wielu unijnych urzędników wydawał się niemożliwy do przewidzenia. Dopiero w obliczu realnego widma gospodarczej zapaści i społecznego buntu, Bruksela zdecydowała się na uruchomienie mechanizmów ratunkowych. Jest to jednak reakcja spóźniona, wymuszona przez okoliczności, a nie wynikająca z dalekowzrocznej strategii. Unia Europejska niczym ociężały gigant próbuje teraz gasić pożar, który sama pomogła rozniecić, głównie latami energetycznego uzależnienia i decyzyjnego marazmu.

Obecny kryzys, w którym cena referencyjna gazu na kontynencie wzrosła o jedną trzecią w porównaniu do okresu przed wybuchem konfliktu w Zatoce Perskiej, obnażył strukturalną słabość wspólnoty. Komisja Europejska przyznaje, że konflikt ten zmusił państwa członkowskie do wydania dodatkowych 24 miliardów euro na import surowców. Są to środki, które bezpowrotnie opuściły europejską gospodarkę, nie przynosząc w zamian ani jednej dodatkowej jednostki energii.

To gigantyczny haracz zapłacony za geopolityczne błędy i brak dywersyfikacji. Michael McGrath, czyli unijny komisarz z Irlandii, próbuje łagodzić sytuację, mówiąc o „ścisłej koordynacji” i „tymczasowym wsparciu”, jednak w oczach przeciętnego obywatela, który nie może opłacić rachunków za ogrzewanie, te słowa brzmią jak puste urzędnicze formułki.

Proponowany przez Komisję „zestaw narzędzi” to w istocie desperacka próba poluzowania gorsetu restrykcyjnych przepisów, które sama Unia wcześniej narzuciła. Złagodzenie zasad pomocy państwa, aby umożliwić rządom ratowanie przemysłu i konsumentów, jest przyznaniem się do tego, że dotychczasowy model rynkowy zawiódł w godzinie próby. Nagłe przyzwolenie na kontrolę cen, programy wsparcia dochodów czy interwencje podatkowe to radykalny zwrot, który następuje dopiero wtedy, gdy nóż został przyłożony do gardła europejskiej konkurencyjności.

Skala problemu jest natomiast tak duża, że Bruksela pozwala nawet na nakładanie dodatkowych podatków od nieoczekiwanych zysków korporacji energetycznych w imię „sprawiedliwości społecznej”. Można tu jednak odnieść wrażenie, że te mechanizmy, które powinny być stałym elementem dbałości o stabilność, są wyciągane z szuflady tylko w momentach skrajnego zagrożenia, co świadczy o braku spójnej wizji zarządzania kryzysowego.

Strategia określana mianem AcceleratorEU oraz ambitne plany przyspieszenia transformacji energetycznej budzą uzasadniony sceptycyzm co do czasu ich realizacji. Ursula von der Leyen apeluje o przejście na rodzime, czyste źródła energii, nazywając to „koniecznością ekonomiczną i wymogiem bezpieczeństwa”. Trudno nie zgodzić się z tą diagnozą, jednak pojawia się pytanie: gdzie była ta determinacja przez ostatnią dekadę? Przyspieszenie wdrażania istniejących przepisów dotyczących współdzielenia sieci czy promowania odnawialnych źródeł energii to działania, które powinny być priorytetem od lat, a nie reaktywnym planem tworzonym w cieniu rakiet spadających na Bliskim Wschodzie.

Unijna biurokracja obiecuje teraz „jasność” w przepisach i „uproszczenie” procesów, co tylko potwierdza, jak bardzo skomplikowane i nieprzyjazne były one do tej pory dla zwykłego odbiorcy i małego przedsiębiorcy.

Szczególnie uderzające jest podejście do ochrony najsłabszych. Wytyczne mające zapobiegać odłączaniu odbiorców od sieci czy ułatwiać zmianę dostawcy są wprowadzane w momencie, gdy tysiące rodzin już znalazło się w energetycznym ubóstwie. Michael McGrath podkreśla, że rząd Irlandii i Komisja pracowały ramię w ramię, ale prawda jest taka, że reakcja ta jest jedynie gonieniem uciekającego czasu. Propozycja utworzenia Obserwatorium Paliw, które ma śledzić poziom zapasów i identyfikować niedobory, wydaje się być krokiem elementarnym, którego brak w zjednoczonej Europie XXI wieku jest wręcz kompromitujący. Fakt, że państwa członkowskie muszą być teraz przymuszane do koordynacji uzupełniania magazynów gazu, by nie konkurować ze sobą nawzajem i nie podbijać cen, dowodzi, że europejska solidarność wciąż przegrywa z narodowym egoizmem w sytuacjach kryzysowych.

Kolejnym elementem unijnego planu jest Plan Działań na Rzecz Elektryfikacji, który ma zostać zaprezentowany latem. Ma on objąć sektory przemysłu, transportu i budownictwa. Tu ponownie mamy do czynienia z zapowiedziami, które mają przynieść skutki w dalekiej przyszłości, podczas gdy kryzys trwa już teraz. Komisja deklaruje gotowość do wsparcia państw stosujących niższe stawki podatku energetycznego niż unijne minima, ale jednocześnie zastrzega, że nie może to prowadzić do zwiększenia popytu na paliwa kopalne. To balansowanie na linie między ratowaniem gospodarki a dogmatami klimatycznymi może doprowadzić do sytuacji, w której pomoc okaże się niewystarczająca, by realnie ulżyć obywatelom, a jednocześnie zbyt kosztowna dla budżetów państwowych.

Przywódcy Unii Europejskiej gromadzący się na szczycie na Cyprze, staną przed trudnym zadaniem oceny tych propozycji. Muszą odpowiedzieć na pytanie, czy te spóźnione kroki wystarczą, by powstrzymać deindustrializację Europy. Pojawiające się natomiast krytyka pod adresem Brukseli nie dotyczy samej istoty wprowadzanych zmian, bo te są w większości słuszne, ale tempa i okoliczności ich wdrażania. Unia Europejska zbyt długo ignorowała ostrzeżenia o niestabilności regionu Zatoki Perskiej i zbyt mocno wierzyła w niezakłócony handel z reżimami, które w każdej chwili mogą stać się stronami wyniszczających konfliktów.

Dzisiejsze wybory, o których mówi Ursula von der Leyen, rzeczywiście ukształtują zdolność Europy do stawienia czoła kryzysom jutra, jednak błędy przeszłości już teraz kształtują dramatyczną dziś sytuację. Realna niezależność energetyczna nie powstanie w wyniku jednego pakietu legislacyjnego, ale wymagała będzie lat bolesnych wyrzeczeń i gigantycznych inwestycji, które mogły być rozłożone w czasie, gdyby reakcja nastąpiła kilka lat temu. Obecny pakiet ratunkowy jest niczym innym jak kosztownym plastrem nakładanym na głęboką ranę, którą Europa sama sobie zadała, lekceważąc geopolityczne realia bezpieczeństwa dostaw energii.

Obywatele Unii obciążeni kosztami tej spóźnionej transformacji, mają pełne prawo oczekiwać od swoich liderów czegoś więcej niż tylko „zestawu narzędzi” i kolejnych obietnic o lepszej przyszłości, podczas gdy teraźniejszość staje się coraz trudniejsza do zniesienia.

Bogdan Feręc

Źr. RTE

Photo by Guillaume Périgois on Unsplash

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
ZNAJDŹ NAS:
Polish presidential
Nowy kurs Brukseli?
"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.