Czekanie zamiast działania. Rząd przygląda się rosnącym rachunkom, a mieszkańcy płacą coraz więcej
W chwili, gdy ceny paliw, energii elektrycznej i gazu ponownie zaczynają rosnąć, irlandzki rząd wysyła mieszkańcom Irlandii jeden jasny sygnał, że na realną pomoc trzeba będzie poczekać, o ile ta w ogóle nadejdzie. Koalicja rządząca przyjęła strategię, którą można streścić w dwóch słowach – „poczekamy, zobaczymy”. W praktyce oznacza to, że państwo na razie nie planuje żadnych konkretnych działań, które chroniłyby konsumentów przed skutkami ekonomicznymi rozwijającego się kryzysu związanego z sytuacją w Iranie.
Jak w rozmowie z RTÉ News potwierdzili wysoko postawieni przedstawiciele koalicji, rząd nie podjął dotąd żadnych decyzji dotyczących nowych programów wsparcia dla gospodarstw domowych. Rozważane są jedynie pewne możliwości, takie jak przedłużenie sezonu wypłat dodatków paliwowych po marcu, co miałoby pomóc najbardziej potrzebującym. Jednak nawet ten scenariusz pozostaje jedynie luźną koncepcją, a nie elementem konkretnej polityki. Jeszcze w weekend pojawiły się doniesienia sugerujące, że rząd mógłby wprowadzić nowy pakiet wsparcia kosztów życia, podobny do tego, który uruchomiono po rosyjskiej inwazji na Ukrainę w 2022 roku. Wówczas państwo zdecydowało się na bezpośrednią pomoc energetyczną dla gospodarstw domowych. Dziś jednak rząd nie jest gotowy do podobnego ruchu.
Według przedstawicieli koalicji powód jest prosty, bo kryzys irański trwa dopiero nieco ponad tydzień i, jak argumentują, nie wiadomo jeszcze, jak poważne będą jego konsekwencje gospodarcze. Wprowadzenie natychmiastowych środków mogłoby się okazać niewystarczające lub przeciwnie, czyli zbyt kosztowne. Innymi słowy, rząd woli obserwować sytuację, zamiast reagować na pierwsze sygnały nadchodzących problemów.
Tymczasem dla wielu gospodarstw domowych rosnące koszty energii i paliwa nie są hipotetycznym zagrożeniem przyszłości, lecz codzienną rzeczywistością. W takich momentach państwo zwykle decyduje się na działania wyprzedzające. Obecna strategia rządu przypomina jednak raczej administracyjne przeczekanie kryzysu niż aktywną politykę ochrony obywateli. Nie oznacza to, że w gabinetach władzy nic się nie dzieje. Temat jest regularnie omawiany podczas rozmów między taoiseachem Micheálem Martinem, tánaiste i ministrem finansów Simonem Harrisem oraz ministrem wydatków publicznych Jackiem Chambersem. Dyskusje mają być kontynuowane na najbliższym posiedzeniu gabinetu, które zostało przyspieszone o jeden dzień z powodu licznych zagranicznych wyjazdów ministrów związanych z obchodami Dnia Świętego Patryka.
Simon Harris uda się również do Brukseli na spotkanie ministrów finansów państw Unii Europejskiej w ramach Eco-Fin. Jednym z tematów rozmów mają być potencjalne działania na poziomie całej Unii, które mogłyby ograniczyć skutki kryzysu dla konsumentów. Wśród przedstawicieli rządu coraz częściej pojawia się bowiem argument, że reakcja powinna mieć charakter paneuropejski.
To jednak nie zmienia faktu, że na poziomie krajowym nie zaplanowano żadnych konkretnych działań. Źródła rządowe przyznają wprost, że na tym etapie nie uzgodniono żadnych środków zaradczych. Minister ds. europejskich Thomas Byrne zapewnia, że ostatecznie rzad „podejmie odpowiednie działania”. Na razie jednak wszystko pozostaje w sferze dyskusji, które, jak zapowiada, będą prowadzone w nadchodzących dniach i tygodniach.
***
Powstaje w ten sposób paradoks charakterystyczny dla współczesnej polityki gospodarczej, więc państwo deklaruje troskę o koszty życia, a jednocześnie reaguje dopiero wtedy, gdy kryzys zdąży się w pełni rozwinąć. Strategia „poczekamy, zobaczymy” może być wygodna z punktu widzenia budżetu i kalkulacji politycznych. Dla wielu mieszkańców kraju oznacza jednak jedno, kolejne tygodnie, a być może miesiące, w których będą musieli radzić sobie z rosnącymi kosztami sami.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
