Felieton sobotni Jana A. Kowalskiego: Wolna Ameryka przeciwko brudnym interesom klimatystów
Planeta płonie i grozi nam katastrofa … w Europie. W USA D. Trump obalił właśnie bożka klimatyzmu i zielony ład. Ameryka wraca do węgla i ropy, a Europa przyczynia się do większego zanieczyszczenia Ziemi. Wypycha przemysł do Chin i importuje stamtąd „brudne” dobra. Ktoś na tym zarabia, my tracimy
Gdy wydawało się, że świeccy bogowie religii klimatycznej zdobędą pełnię władzy nad Ziemią, nastąpiła zmiana władzy w USA. Prezydentem został Donald Trump, a my, wolni ludzie, dostaliśmy szansę na normalne życie. Donald Trump w 1. roku sprawowania władzy realizuje konsekwentnie wszystkie punkty programu wyborczego. Pisałem już o wielkim sukcesie w zwalczaniu nielegalnej migracji do Stanów.
Teraz czas poruszyć temat fikcyjnego ratowania Ziemi przed ociepleniem wskutek wpływu CO2. To walka z dwutlenkiem węgla i opodatkowanie go, uczyniła z węgla, naszego narodowego bogactwa, przekleństwo. Zamiast tanio produkować czystą energię – od 30 lat istnieje technologia podziemnego zgazowywania węgla – Polska stała się państwem najwyższych cen za energię elektryczną i cieplną. Zawdzięczamy to zwycięstwu klimatystów w Unii Europejskiej. Haracz ETS, jaki płacimy od każdego kilograma spalonego węgla, zabija teraz naszą gospodarkę.
W USA pod wodzą demokratów, Clintona, Obamy i Bidena, globalistów – klimatystów zarabiających pieniądze na walce z klimatem – miało być tak samo. Zielony Ład również tam miał zlikwidować kopalnie i zrujnować przemysł w imię ideologii – świetnie płatnej dla jej twórców, politycznych ikon i światowych celebrytów. Dokonywanej dla ponownego przedchrześcijańskiego zniewolenia człowieka, dla zarządzania każdym aspektem jego życia przez mądrzejszych, oświeconych władców. Smród szatana aż unosi się nad całą koncepcją, a Wyspa Epsteina może okazać się zaledwie wierzchołkiem góry lodowej.
Wolni Amerykanie, zwykli ludzie bardziej i mniej zamożni, powiedzieli na szczęście nie i zagłosowali na Donalda Trumpa. Również dlatego, że obiecał obalenie bożka klimatyzmu w USA.
W zeszłym tygodniu Donald Trump uchylił decyzję „naukową” Baracka Obamy dotyczącą gazów cieplarnianych – ustalenie o zagrożeniu. W 2009 r. Barak Obama postanowił, że szereg gazów zagraża zdrowiu publicznemu. Stało się to podstawą różnego rodzaju prawnych ograniczeń.
Teraz zareagowały organizacje ekologiczne, żyjące z grantów od klimatystów, a nawet sam Barak Obama: „Dziś administracja Trumpa uchyliła orzeczenie, które stanowiło podstawę dla limitów emisji z rur wydechowych i przepisów dotyczących elektrowni.”
Odpowiedziała administracja Donalda Trumpa: „Te radykalne przepisy stały się podstawą prawną zielonego ładu, jednego z największych przekrętów w historii /…/ który bardzo zaszkodził amerykańskiemu przemysłowi samochodowemu i drastycznie podniósł ceny dla amerykańskich konsumentów”.
Szacuje się, że uchylenie Zielonego Ładu pozwoli na znaczne oszczędności, wynikające z obniżenia cen energii. Donald Trump pozując do zdjęcia z przedstawicielami amerykańskich kopalń węgla kamiennego i podejmując działania na rzecz innych kopalin (nafta, metale ziem rzadkich) odrzuca zdecydowanie zielone szaleństwo.
Jak daliśmy je sobie wmówić w Europie, która wcale nie zamierza iść drogą USA?
Poprzez różnego rodzaju oszustwa, mające pozory naukowości – pisał o tym wielokrotnie nasz autor Jacek Musiał. Wymieniał nawet konkretne osoby stojące za kłamstwem klimatycznym CO2.
Za religią klimatyczną stoją interesy całych grup i sieci powiązań elit globalistycznych. Wszystkie mają jeden wspólny cel: zarabiać bez wysiłku pieniądze, ogromne pieniądze. Dla osiągnięcia tego celu dobry jest każdy środek – zastraszenie płonącą planetą, nadciągającą katastrofą ekologiczną, wyczerpaniem zasobów itd.
Dla rzekomego powstrzymania naturalnych cyklów klimatycznych (ocieplenie-ochłodzenie), jakie odnotowuje historia od czasów przedindustrialnych i z minimalną liczbą ludności, należy … opodatkować nas za wszystko.
Chociaż dla myślącego człowieka działania te mogą być tak samo efektywne jak rzucenie się z motyką na słońce, to nie o sens tu chodzi. Walka z klimatem to najbardziej dochodowy biznes na świecie. Nie potrzebuje niczego wytwarzać poza milionami nieużytecznych raportów o rzekomym zagrożeniu.
Z punktu dbania o dobro całej planety, lub choćby Europy, sensu również nie widać. Wyeksportowaliśmy z Europy do Azji cały brudny przemysł, przy okazji niszcząc gospodarkę (głównie Polski i innych państw byłego bloku sowieckiego, nowych członków UE). Czy to było korzystne dla Ziemi? Wręcz przeciwnie, nie oczyściło to przemysłu światowego, a my importujemy „brudne” produkty z Chin, wytwarzane bez przestrzegania najniższych norm europejskich.
Zamiast oczyścić brud u siebie, pozwalamy na funkcjonowanie większego brudu gdzieś na świecie. Tym samym zanieczyszczenie ziemskiej atmosfery nie zmniejsza się a zwiększa, ale europejska nowa arystokracja ma z czego/z kogo żyć. Do czego prowadzi takie próżniacze życie poznajemy teraz z akt Epsteina.
Jan Azja Kowalski
Photo by Cristina Glebova on Unsplash
