Zanim wytną nam steki: O tych z Brukseli, krowim pierdzeniu i społecznej ślepocie – "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii

Zanim wytną nam steki: O tych z Brukseli, krowim pierdzeniu i społecznej ślepocie

Kiedy myślę o współczesnej Unii Europejskiej, nie stoi mi przed oczami sprawna machina wspierająca dobrobyt obywateli, lecz bezwzględny, napędzany ideologicznym obłędem aparat ucisku. Staliśmy się świadkami i jednocześnie biernymi uczestnikami aroganckiego procesu, w którym brukselska biurokracja prowadzi nas prostą drogą na rzeź. Zapomnijmy o ładnych słówkach i szczytnych deklaracjach o wolności, bo teraz, jest to powolne, skrupulatne i całkowicie bezwzględne finansowe dożynanie, ze szczególnym uwzględnieniem tych, którzy od wieków nas żywią, czyli rolników.

Sprawa jest absolutnie kluczowa, bieżąca i paląca. Można ją jeszcze zatrzymać, powstrzymać to szaleństwo na granicy przepaści, ale powiedzmy sobie uczciwie i bez ogródek: czy naprawdę na to liczę? Nie spodziewam się, żeby tak zwane społeczeństwo, czyli my wszyscy, ruszyło w końcu swoje zapasione próżniactwem, rozleniwione tyłki i porzuciło wygodne, wyściełane fotele, aby raz a dobrze pogonić tę całą bandę, która z uśmiechem na twarzach prowadzi nas na pewną zgubę.

Spójrzmy wszakże na to od samego początku. Skąd to się wzięło? Z ideologicznego dogmatu o tworzeniu tak zwanych „zielonych płuc świata”, jakimi rzekomo stać się ma nasz kontynent. I żeby była jasność, nie jestem jakimś skrajnym obłąkańcem, który neguje potrzebę dbania o własne otoczenie. Rozsądne działania w kierunku uczynienia środowiska czystszym, jak choćby systemowe pozbywanie się plagi plastiku z przestrzeni publicznej, ma głęboki sens. Ale cała ta unijna szopka nie może sprowadzać się wyłącznie do tego, że potulnie oddajemy butelki do skupu i czujemy się rozgrzeszeni z przewin wobec natury.

Pomyli się jednak ten, kto pomyślał, że zacznę w tym miejscu pisać peany i pieśni pochwalne o kaucjonowaniu szklanych butelek, słoików i całej reszty drobiazgów. W mojej opinii w tym sprzedajnym, politycznym zaścianku, który dla odwrócenia uwagi i zachowania pozorów szlachetności nazywa się Unią Europejską, powinno się zrobić coś absolutnie i fundamentalnie innego.

Co takiego? Podam prosty, wręcz bolesny przykład z mojego własnego podwórka. Stoją na nim trzy pojemniki na odpady. Najszybciej, dosłownie w okamgnieniu, zapełnia się ten, do którego należy wrzucać tak zwany recykling. Kiedyś postanowiłem posłużyć się ścieżką nauki, uciekłem się do prostej analizy empirycznej i osobiście sprawdziłem, co tak naprawdę leży w tym moim niebieskim „binie”. Ile tam jest papieru? Ile szlachetnego metalu? A ile opakowań z tworzyw sztucznych? I wiecie co? Cholera, plastiku jest tam ponad 90%!

Więc pytam bez ogródek: czy to jest moja wina? Czy to zwykły obywatel odpowiada za to, że praktycznie wszystko, od pojedynczej marchewki po skomplikowaną elektronikę, opakowuje się w kolejne warstwy tworzywa sztucznego i zmusza nas do jego bezustannego „wytwarzania” oraz wyrzucania? Nie zamierzam już teraz grzecznie wskazywać na ten problem ani łaskawie punktować jego źródła. Ja tego żądam! Żądam, aby Unia Europejska wprowadziła bezwzględny, twardy zakaz używania plastiku w przemyśle spożywczym wszędzie tam, gdzie można go natychmiast zastąpić materiałami w pełni ekologicznymi i biodegradowalnymi!

Ale koniec z tymi moimi pomysłami rzucanymi na irlandzki wiatr, bo one i tak pewnie pójdą na dno szybciej niż kamień ciśnięty ze szczytu Klifów Moher. Zajmijmy się dzisiaj sprawą o wiele poważniejszą i nader drastyczną, więc o przemyślanym mordowaniu przemysłu rolnego, a ze szczególnym uwzględnieniem próby wykończenia nas samych.

Towarzyszki i towarzysze, czyli tak zwane unijne elity, od lat działające w sterylnym próżniomierzu, bez żadnej społecznej kontroli nad sobą (bo przecież społeczeństwo jest tak koszmarnie leniwe, że nawet nie chce podnieść ręki, by pogonić swojego obecnego wroga), wymyśliły sobie, że będą nam jeszcze intensywniej „oczyszczać atmosferę”. Zrobią to oczywiście w jedyny znany sobie sposób, więc bezpośrednio uderzając w nasze portfele.

Wprowadzono system ETS1, a chwilę potem dołożono ten nieszczęsny ETS2. Mamy więc całą kaskadę zakazów używania dotychczasowych, tanich i efektywnych źródeł wytwarzania energii elektrycznej oraz cieplnej. Oczywiście dorzucono do tego bzdurną otoczkę wokół domniemanych odnawialnych źródeł energii i przymusowego ocieplania domów. Żeby było jasne: sama termomodernizacja nie jest pomysłem złym. Ma sens, jeśli robi się ją z głową, bez zbędnego nacisku i opiera na realnym zrozumieniu kwestii energetycznych, a nie na urzędniczym batogu.

Ale nawet nie o tym chciałem dzisiaj pisać! Skoro bowiem nie zablokowaliście odcinania się od węgla, torfu, gazu i oleju opałowego; skoro potulnie zgodziliście się na płacenie drakońskich rachunków, byle tylko siedzieć w ciepłych domach i mieć w głębokim poważaniu decyzje podejmowane przez polityków, to może odebranie wam soczystego steku z wołowiny wreszcie poruszy te zasiedziałe, zgnuśniałe cielska! Pójdę więc sprawdzoną metodą: przez żołądek do… obalenia tego całego, chorego systemu politycznego.

Możecie mnie nazywać rebeliantem, furiatem czy oszołomem, zniosę to bez mrugnięcia oka, bo w swoim życiu słyszałem już gorsze określenia. Ale skoro widzę jak na dłoni, że Komisja Europejska wraz ze swoim zbrojnym ramieniem ucisku obywateli, jakim stał się bezużyteczny Parlament Europejski, idą bezczelnie po swoje, to i mnie należy się prawo do otwartej obrony.

Przechodzimy do gwoździa programu: ETS3. Jeszcze nie nazywam tego ciosem ostatecznym, ale przystawieniem zimnego ostrza noża do gardła każdego z nas, już jak najbardziej tak.

Za kilka lat, dokładnie w 2030 roku, ci unijni autorzy totalitarnego zniewolenia energetyczno-żywnościowego, opodatkują… uwaga, bo padnie tu kluczowe słowo: przeżuwacze. Wszystkie! Krowy, owce, kozy i co tam jeszcze biega po podwórku i żre trawę. Doprowadzi to do dosyć nieciekawej sytuacji, w której tradycyjne mięso trafiające na nasze stoły, stanie się towarem luksusowym, zarezerwowanym wyłącznie dla bogaczy ze Strasburga i Brukseli. Unia Europejska ze swoją cyniczną dumą stanie się więc wówczas oficjalnym prekursorem tego światowego debilizmu. Będziemy pierwsi na świecie, którzy opodatkują poczciwą krowę za produkcję metanu! Dla przypomnienia tym wszystkim mądralom z unijnych komitetów: metan to naturalny gaz powstający w procesie rozkładu materii, a z organizmów żywych wydostaje się tym końcem, który zdecydowanie nie służy do jedzenia.

I teraz najlepsze, bo za ten naturalny proces fizjologiczny animalsów zapłaci nie kto inny, jak rolnik. A ponieważ żaden hodowca nie udźwignie takiego idiotycznego obciążenia finansowego z własnej kieszeni, wyjścia będą dwa i albo drastycznie podniesie ceny produkowanego mięsa oraz mleka, albo uzna, że bardziej opłaca się założyć na fermie plantację tańszych w utrzymaniu świerszczy, niż mieć w gospodarstwie rogaciznę. Krótko mówiąc – po prostu zlikwiduje stado krów.

Żeby nikt nie mówił, że to teorie spiskowe, więc w oficjalnych unijnych dokumentach mamy już czarno na białym podane kwoty, które zaczną obowiązywać od 2030 roku. Jako pierwsze do tego systemu zniszczenia wejdą Dania oraz Holandia. Zapisano to w unijnych opracowaniach, które bez problemu można znaleźć na serwerach tego euro-aparatu niewoli. Ustalono tak zwaną stawkę DJP (Duża Jednostka Przeliczeniowa), uzależnioną od wieku zwierzęcia, która ma obowiązywać przez pierwsze 5 lat.

Przeliczmy to na twarde liczby. Jeśli przyjmiemy pięcioletnią stawkę uśrednioną, to od jednej jedynej mućki rolnik zapłaci w 2030 roku około 41 euro podatku. Przy obecnych kursach daje to jakieś 175 złotych za każde rozpoczęte 12 miesięcy życia zwierzęcia. Ktoś powie: „Eee tam, 175 złotych to nie majątek”. Zgoda, ale jeśli rolnik posiada średniej wielkości stado liczące 600 krów (zarówno mlecznych, jak i mięsnych), suma urasta do poważnych, wręcz porażających kwot. A będzie to tylko czysty podatek od metanu odprowadzanego przez zwierzęta do atmosfery. Jednak to dopiero początek dokręcania śruby! Już w 2035 roku stawka podstawowa podniesie się o całe 100%. Płacone od sztuki, a będzie to wówczas 82 euro!

Co to oznacza w praktyce? Każdy irlandzki, polski i europejski producent mleka, mięsa wołowego, a także właściciel stada owiec uderzy palcem w kalkulator i dopisze tę absurdalną kwotę do całkowitego rachunku kosztów. Ceny w sklepach poszybują w kosmos, a my przy kasie zapłacimy za te ideologiczne fanaberie podwójnie.

W niektórych państwach członkowskich ujawnione właśnie informacje wywołały już potężną falę uzasadnionego niezadowolenia wśród rolników. Farmerzy, choć nie wyszli jeszcze na ulice, to widzą, że ETS3 stanie się bezwzględnym zarzynaniem europejskiego rolnictwa. Do niezmiernie ciekawej sytuacji doszło ostatnio w Polsce, gdzie ruszyła szeroko zakrojona akcja zbierania podpisów pod wnioskiem o zorganizowanie ogólnokrajowego referendum w sprawie unijnej polityki klimatycznej, a dotyczącej naszej ojczyzny. Co istotne, każdy może znaleźć ten formularz choćby na stronach NSZZ „Solidarność”.

I tu muszę postawić sprawę na ostrzu noża, który Unia Europejska przystawia właśnie do szyi rolnictwa i naszej. Czy ja naprawdę muszę po raz kolejny powtarzać dorosłym ludziom podstawowe prawdy tego świata? Demokracja nie służy do tego, by biernie oglądać wiadomości w telewizorze i narzekać przy niedzielnym rosole! Realna demokracja wiąże się z bezpośrednią, twardą kontrolą polityków. Prawdziwie obywatelski żywot przekłada się na podejmowaniu działań, na składaniu wniosków o referendum i masowe w nich uczestnictwo! To jest nasze niezbywalne prawo, a w momentach kryzysowych wręcz patriotyczny obowiązek.

Możecie oczywiście kolejny raz powiedzieć, „a co mnie to obchodzi”? Możecie nadal mieć całkowicie „wywalone” na wszystko, co dzieje się wokół. Ale pamiętajcie o jednym, że w ten właśnie sposób, odbieracie sobie jakiekolwiek prawo do późniejszego krytykowania waszych pożal się Boże wybrańców narodu, którzy na waszych oczach i za wasze własne pieniądze robią z was bezwolnych, potulnych idiotów!

Ostatnio ponownie miałem okazję rozmawiać z pewnym moim znajomym. Nawiasem mówiąc, to czynne zawodowo beztalencie, bo jest politykiem i wie doskonale, jak go nazywam, a także, co o nim myślę. Ów człowiek kolejny raz usilnie namawiał mnie, żebym wystartował z list wyborczych jednego z ugrupowań w Polsce. Zadałem mu podczas naszej dyskusji tylko jedno, bardzo krótkie pytanie. „Słuchaj, jeśli podjąłbym decyzję o starcie i po wygranych wyborach wstąpił do tej stajni Augiasza, czyli parlamentu, to czy wchodząc na salę plenarną będę mógł używać kija baseballowego, by fizycznie i dosadnie tłumaczyć moim oponentom politycznym, że się mylą albo działają na wyrazistą szkodę naszej ojczyzny?”. Przyznaję, że użyłem wówczas ostrzejszego języka, ale nawet ja w felietonach muszę się ograniczać w słowach. Owszem, spodziewam się, że kiedyś mnie za to wsadzą, ale składając zeznania powiem – warto było.

W odpowiedzi zobaczyłem jednak jego konsternację i usłyszałem niepewne stwierdzenie, że takie standardy nie zostały jeszcze usankcjonowane w regulaminie Sejmu, więc raczej nie powinienem uciekać się do metod tak bezpośrednich.

Cóż… Odpowiedziałem mu krótko: trudno. W takim razie spokojnie poczekam, aż zmieni się regulamin Sejmu. Nie mam zamiaru tracić zdrowia i walczyć z politycznymi miernotami wyłącznie za pomocą słów. Powiem to po raz kolejny i bardzo wyraźnie: nie zamierzam kandydować. Byłoby dla mnie po prostu bezbrzeżnym wstydem zasiadać w tych samych ławach z ludźmi, którzy niszczą nasz kraj i nasz kontynent.

A wy, drodzy Czytelnicy, zrozumcie, nie macie już dokąd uciec. Jeśli nie podniesiecie głowy teraz, to jutro polityczni szaleńcy z Brukseli, Dublina i Warszawy zabiorą wam wszystko. Zostanie wam tylko świerszczowy pasztet i jeszcze wyższy podatek od powietrza, którym oddychacie. Czas obudzić się z tego chocholego tańca, zanim będzie za późno. Jeszcze jedno, tak na sam koniec, człowiek też produkuje metan, więc spodziewajcie się ETS8, ale tym razem na nasze gazy.

Bogdan Feręc

Photo by Anna Ogiienko on Unsplash

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
ZNAJDŹ NAS:
Zmiana demograficzna
"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.