Wojna daleko od Dublina, rachunek blisko domu. Jak konflikt w Iranie uderza w Irlandię
Na pierwszy rzut oka wojna w Iranie wydaje się odległym konfliktem geopolitycznym, dramatem rozgrywającym się tysiące kilometrów od irlandzkich miast, farm i portów. Jednak w świecie gospodarki połączonej siecią energii, handlu i finansów odległość bywa iluzją, więc gdy płonie Bliski Wschód, rachunki za ogrzewanie rosną także w Cork, Galway i Dublinie.
To akurat jest pokłosiem globalizacji, od której Unia Europejska nie chce odejść, a nawet poprzez podpisywane ostatnio umowy zagłębia się w tym coraz bardziej.
Ekonomiści ostrzegają dziś, że skutki konfliktu mogą okazać się dla Irlandii znacznie poważniejsze i bardziej długotrwałe, niż wcześniej zakładano. Eksperci z Economic and Social Research Institute (ESRI) alarmują, że kraj wchodzi w okres gospodarczej niepewności, który może boleśnie uderzyć zarówno w gospodarstwa domowe, jak i w możliwości finansowe państwa. Dr Claire Keane powiedziała parlamentarnej Komisji Nadzoru Budżetowego Oireachtas, że wcześniejsze prognozy zakładały osłabienie presji na ceny ropy i gazu pod koniec 2026 roku. Dziś ten scenariusz staje się coraz mniej realny. Według ekspertów szok energetyczny może być „większy i trwalszy”, niż pierwotnie przewidywano.
To nie są abstrakcyjne liczby z ekonomicznych raportów. Inflacja została już podniesiona do poziomu przekraczającego 3%, a dalsze wzrosty cen energii oznaczają wyższe koszty praktycznie wszystkiego, czyli od transportu i żywności po ogrzewanie domów i rachunki przedsiębiorstw.
Irlandia pozostaje szczególnie podatna na takie kryzysy, ponieważ wciąż jest silnie uzależniona od paliw kopalnych. Każdy gwałtowny wzrost cen ropy i gazu niemal natychmiast odbija się na codziennym życiu mieszkańców. Według wcześniejszych analiz ESRI wzrost cen energii o 30% przekłada się na około 1-procentowy wzrost cen konsumpcyjnych w kraju. Najbardziej niepokojące jest jednak to, że kryzys energetyczny może zderzyć się z już istniejącymi problemami państwa. Dr Keane ostrzegła, że kolejne nadzwyczajne wydatki osłabią zdolność Irlandii do finansowania długoterminowych inwestycji w mieszkalnictwo, ochronę zdrowia czy transport publiczny. Innymi słowy, pieniądze przeznaczane na gaszenie kryzysu mogą zostać zabrane z obszarów, które i tak od lat cierpią na chroniczne niedoinwestowanie.
W praktyce oznacza to polityczne wybory, których żaden rząd nie chce podejmować. Czy więcej środków przeznaczyć na dopłaty do ogrzewania? Czy ratować przedsiębiorstwa przed bankructwem? Czy utrzymać inwestycje infrastrukturalne? Ekonomia rzadko wybacza próby finansowania wszystkiego naraz.
Tu pozwolę sobie odnieść się do słów dr Keane, bo przecież wcale nie trzeba zmniejszać dotowania służby zdrowia, budownictwa oraz inwestycji, gdyż Irlandia przygotowywała się na ten scenariusz, tworząc poduszkę w postaci funduszu „Deszczowy Dzień”. On właśnie się rozpoczyna.
Coraz wyraźniej widać też obawy przed społecznymi skutkami kryzysu. Profesor John Fitzgerald ostrzegł, że bez odpowiedniej ochrony osoby o niskich dochodach i bezrobotni mogą znaleźć się zimą w dramatycznej sytuacji. Jego słowa o ludziach, którzy „mogą zamarznąć następnej zimy”, zabrzmiały w komisji jak polityczny alarm przeciwlotniczy. Równie mocno wybrzmiewają ostrzeżenia dotyczące bezpieczeństwa energetycznego państwa. Profesor Lisa Ryan apeluje, by transformację energetyczną traktować jak „stan wyjątkowy”. Według niej Irlandia płaci dziś cenę za wieloletnie uzależnienie od importowanych paliw kopalnych.
Właśnie tutaj wojna w Iranie przestaje być wyłącznie konfliktem geopolitycznym, a staje się lustrem pokazującym słabości zachodnich gospodarek. Każdy kryzys na rynku ropy przypomina Europie, że bezpieczeństwo energetyczne nie jest modnym hasłem z konferencji klimatycznych, lecz fundamentem stabilności społecznej, przynajmniej tak twierdzi część ekspertów.
Tymczasem narasta również napięcie polityczne wokół pomocy dla rolników i przedsiębiorców. Poseł Paul Lawless oskarżył rząd, że w ramach programu wsparcia paliwowego „nie wypłacono jeszcze ani jednego centa”. Krytykował także biurokratyczne wymogi i niewykorzystane środki pochodzące z podatku węglowego oraz funduszu NORA. Rząd odpiera zarzuty i premier Martin zapewnia, że pakiet wsparcia jest kompleksowy, a wpływy z podatku węglowego trafiają na pomoc dla gospodarstw domowych, rolników i inwestycje infrastrukturalne. Problem polega jednak na tym, że w czasie kryzysu obywatele oceniają politykę nie po komunikatach prasowych, lecz po stanie konta bankowego i wysokości rachunków.
Najbliższe miesiące pokażą, czy Irlandia zdoła ochronić mieszkańców przed najgorszym scenariuszem. Teraz wiemy jedno, że wojna na Bliskim Wschodzie nie pozostaje konfliktem „gdzieś daleko”, bo w globalnej gospodarce każdy wystrzał w Zatoce Perskiej potrafi odbić się echem w irlandzkim portfelu.
Bogdan Feręc
Źr. RTE
Photo by Jason Mitrione on Unsplash
