Więzień medyczny

Od jakiegoś czasu się uskarżam, bo właściwie nie mam co robić, czyli wolny czas poświęcam na wizyty u specjalistów, żeby mi zaglądali do środka wnętrza.

Cała sprawa ma swój początek w październiku 2022 roku, kiedy przyplątało się jakieś coś i kazało zagościć w szpitalnych murach. Tam grono lekarskie na czele z profesorem orzekło, że trzeba mnie ciąć, gdyż inaczej nie da rady. Były rozmowy, wyjaśnianie, były też podane możliwości i skutki, co w konsekwencji doprowadziło do mojej decyzji, że tniemy.

Tu jednak pojawiły się problemy, bo nie było wolnej sali operacyjnej, więc musieli zacząć mnie szprycować jakimiś arszenikami, żeby utrzymać na tym świecie.

Jako nienachlany użytkownik medykamentów, zareagowałem na nie całkiem dobrze, co było niemałym zaskoczeniem dla kilku lekarzy ze szpitala w Galway i przyciągnęli ze sobą studentów, żeby pokazać, jak wygląda pacjent z wolą życia i to pomimo działań lekarzy. Pooglądali, podumali i powiedzieli, że idź sobie, a damy ci trochę „drugsów”, żebyś do operacji dociągnął.

Ciągnę, że się tak wyrażę, a i trochę zaskoczyła mnie ostatnia wizyta, bo na niej się dowiedziałem, iż medycyna w Irlandii poczyniła już takie postępy, że uleczyła mnie rocznym oczekiwaniem na zabieg. Po roku dowiedziałem się, że nie potrzebuję operacji, że leki działają, a żeby działały jeszcze lepiej, dadzą mi całkiem nowy zestaw z elementem dodatkowym.

Co ciekawe, wciąż zabraniają mi latać samolotami, bo mogę zakończyć lot w luku bagażowym, więc niestety będę zmuszony odwołać moją wizytę w Polsce, co z całą pewnością nie będzie podobać się mojej rodzinie.

Nie ma jednak tego złego, bo święta ponownie spędzać będę w Dublinie, chociaż w tym roku z siatką leków w ręku. Jak jej przez przypadek nie zapomnę 😉

To jednak zastanawiające, jak przez rok można zwodzić pacjenta, że potrzebuje zabiegu chirurgicznego, straszyć go, żeby stawiał się na kolejne wizyty kontrolne, bo jak nie… To mnie mieli z listy oczekujących usunąć, a i wmawiać do przedostatniej wizyty, że jest „chorszy”.

Mam też termin kolejnej konsultacji lekarskiej, bo receptę dostałem samoodnawialną, więc „dochtór” chce mnie wiedzieć w październiku przyszłego roku.

Ciekawa była moja ostatnia rozmowa ze specjalistą od rozcinania ludzi, a czasami nawet ich zaszywania, bo powiedział, że jakby się coś działo, to przyjść mam i powiedzieć o tym na oddziale ratunkowym, to wtedy oni mi zrobią to, co powinni już wcześniej, czyli dopiero wtedy będą mnie ciachać.  

Bogdan Feręc

Photo Public domain

Wesprzyj naszą pracę na Go Fund Me. Dziękujemy!
© POLSKA-IE: MATERIAŁ CHRONIONY PRAWEM AUTORSKIM.
ZNAJDŹ NAS:
Pomijanie świąt Bo
Osoby po pięćdzies