Widmo paraliżu. Jak lata zaniedbań i brak wizji doprowadziły irlandzki transport publiczny na skraj przepaści
Zapowiedź kryzysu w irlandzkiej komunikacji zbiorowej przestaje być jedynie pesymistyczną prognozą, a staje się nieuchronną codziennością. System, który już w tej chwili uchodzi za głęboko wydolnościowo nadwerężony, zmierza wprost ku kompletnej zapaści.
Codzienna podróż z punktu A do punktu B w niedalekiej przyszłości grozi przekształceniem się w prawdziwą drogę przez mękę, natomiast próby zrzucenia winy na nagłe zawirowania rynkowe czy zewnętrzne kryzysy geopolityczne stanowią jedynie wygodną zasłonę dymną. Prawdziwe źródło nadchodzącej katastrofy leży jednak w wieloletnich, zaniechanych inwestycjach, chronicznym niedofinansowaniu oraz braku dalekowzrocznej strategii ze strony władz państwowych.
Przez dekady spychano modernizację sieci kolejowych, buspasów oraz taboru na plan dalszy. Dziś, gdy wysokie koszty utrzymania oraz rosnące ceny paliw zmuszają kierowców do rezygnacji z prywatnych aut na rzecz tramwaju, autobusu i pociągu, system natychmiast ujawnia swoją absolutną niewydolność. Skutki zaniedbań widoczne są w liczbach, bo zaledwie w pierwszym kwartale roku liczba podróży komunikacją zbiorową skoczyła o ponad dwa miliony, a na niektórych liniach podmiejskich wokół Dublina popyt wzrósł aż o kilkanaście procent. To jednak zaledwie wstęp do fali, która za chwilę uderzy w sieć nieprzygotowaną na przyjęcie dodatkowych pasażerów.
Ostrzeżenia płynące z Krajowego Urzędu Transportu (NTA) nie pozostawiają złudzeń. Brak odpowiedniej liczby pojazdów, drastyczne opóźnienia w budowie infrastruktury dedykowanej transportowi zbiorowemu oraz dotkliwy niedobór personelu stawiają pod znakiem zapytania realną perspektywę jakichkolwiek obietnic poprawy sytuacji. Kluczowe projekty, takie jak BusConnects, zderzają się z barierą braku kierowców, a deficyt sięgający setek etatów próbuje się naprawić gorączkowymi rekrutacjami na drugim końcu świata.
Pokazuje to wyłącznie doraźność działań w miejscu, gdzie wymagane były lata systemowego planowania.
Rząd, ale nie tylko obecny, bo i wszystkie poprzednie, sprawowały władzę z perspektywy obietnic, lecz obecnego dystansu nie da się skrócić w kilka miesięcy. Nadrobić wieloletnich zaległości infrastrukturalnych w krótkim czasie po prostu się nie da. Operatorzy publiczni i prywatni zmagają się z rosnącymi kosztami operacyjnymi, a mniejsze firmy obsługujące lokalne trasy bez natychmiastowego, potężnego wsparcia finansowego, paradoksalnie, staną przed widmem bankructwa lub ograniczenia kursów. Powód jest prosty i nawet większa ilość podróżnych, nie zrekompensuje kosztów, których właśnie dojeżdżający do pracy chcieli uniknąć.
Sytuacja, w której impuls cenowy na stacjach benzynowych wywołuje natychmiastowe przeciążenie połączeń tramwajowych, kolejowych i autobusowych, wystawia rządzącym najgorsze możliwe świadectwo.
Sprowadzono bowiem transport publiczny do roli pasażera na gapę, w całym tym pędzącym inflacyjnie rozwoju gospodarczym kraju. Bez odważnych i szybkich nakładów, zdecydowanej rozbudowy floty, irlandzka komunikacja nie tylko nie utrzyma obecnego poziomu, ale stanie się symbolem infrastrukturalnej klęski, za którą zapłacą wyłącznie mieszkańcy zmuszeni do codziennej walki o dotarcie do pracy czy szkoły.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Photo by Gunnar Ridderström on Unsplash
