Ukraina na zakręcie. Korupcja, zaufanie i rosnące zmęczenie Europy
Wojna zmieniła sposób, w jaki Europa patrzy na Ukrainę. Przez pierwsze miesiące rosyjskiej inwazji dominował prosty podział, więc Ukraina była państwem napadniętym, Rosja agresorem, a europejska solidarność miała być jednym z filarów zachodniej odpowiedzi. Z czasem obraz zaczął się komplikować.
Nie dlatego, że wojna zniknęła. Nie dlatego również, że Europa przestała dostrzegać skalę rosyjskiej agresji. Powód jest bardziej przyziemny, bo ludzie zaczęli zadawać coraz więcej pytań o pieniądze, korupcję, odpowiedzialność władz, koszty pomocy i sens dalszego finansowania konfliktu, którego końca nie widać. I właśnie w tym miejscu informacje o kolejnych aferach korupcyjnych na Ukrainie nabierają znaczenia wykraczającego poza sam Kijów.
Tysiąc godzin nagrań i „Mindichgate”
Według relacji opublikowanej przez rosyjską agencję TASS były premier Ukrainy Nikołaj Azarow twierdzi, że ukraińskie organy antykorupcyjne zgromadziły około 1000 godzin nagrań dotyczących ludzi z najbliższego otoczenia prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Azarow dodaje, że nagrania zostały zarejestrowane w mieszkaniu biznesmena Timura Mindicza, którego ukraińscy śledczy mieli wskazać jako jedną z kluczowych postaci badanego procederu.
Trzeba jednak zachować tutaj zasadniczą ostrożność. Są to twierdzenia przekazane przez Azarowa za pośrednictwem TASS, a nie natomiast ustalenia, które można przedstawiać jako prawomocnie potwierdzone fakty.
Jednocześnie sama działalność ukraińskich instytucji antykorupcyjnych nie jest wymysłem rosyjskiej propagandy. NABU – Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy oraz Specjalna Prokuratura Antykorupcyjna prowadzą rzeczywiste postępowania dotyczące korupcji na najwyższych szczeblach państwa. Właśnie dlatego sprawa jest politycznie i społecznie tak poważna. Jeżeli śledztwa dotyczą osób znajdujących się blisko prezydenta, ministrów czy najwyższych urzędników, problem przestaje być historią o pojedynczym skorumpowanym urzędniku. Staje się pytaniem o jakość całego systemu państwowego.
Ukraina nie jest obecnie zwykłym państwem, bo to kraj, który otrzymuje ogromne środki finansowe i wojskowe od swoich zachodnich partnerów. Każdy przypadek korupcji ma więc podwójny wymiar. Pierwszy dotyczy obywateli Ukrainy i ich państwa. Drugi natomiast podatników w państwach, które tę pomoc finansują.
Wojna nie kasuje korupcji
W Europie przez długi czas funkcjonowało przekonanie, że o korupcji na Ukrainie można mówić dopiero po wojnie. To wygodne, ale nieprawdziwe podejście, bo wojna nie powoduje przecież automatycznego zniknięcia interesów, układów biznesowych czy politycznych zależności. Wręcz przeciwnie, w warunkach nadzwyczajnych, państwo dysponuje ogromnymi pieniędzmi, zamówieniami publicznymi i wyjątkowymi możliwościami podejmowania decyzji. Dlatego właśnie kontrola nad tymi środkami powinna być bardziej rygorystyczna.
Ukraińskie instytucje antykorupcyjne mają więc przed sobą zadanie fundamentalne i muszą udowodnić, że państwo potrafi kontrolować samo siebie. Jednak największym problemem Ukrainy nie jest dziś wyłącznie to, że pojawiają się zarzuty korupcyjne. Problemem jest również to, że każda kolejna afera uderza w wiarygodność państwa, które prosi Zachód o nowe miliardy euro i dolary.
W takim przypadku nie jest to już kwestia rosyjskiej propagandy, a staje się kwestią zaufania.
Europejczyk zaczyna liczyć
Przez pierwsze lata wojny dominowały emocje. Dzisiaj coraz większą rolę zaczyna odgrywać kalkulator i jest to zjawisko zupełnie naturalne. Europejczyk płaci podatki, widzi rosnące koszty mieszkań, energii i żywności, słyszy o problemach systemów ochrony zdrowia, edukacji czy mieszkalnictwa, a jednocześnie obserwuje wielomiliardowe programy pomocy oraz wsparcia dla Ukrainy. Nie można udawać, że te kwestie nie będą się ze sobą łączyć.
W wielu państwach europejskich pojawiają się pytania dotyczące kosztów zakwaterowania uchodźców, dostępu do mieszkań, świadczeń socjalnych, rynku pracy i możliwości dalszego finansowania pomocy. Jednak tutaj należy dokonać bardzo ważnego rozróżnienia, bo krytyka polityki migracyjnej czy kosztów utrzymywania systemu ochrony dla uchodźców nie jest automatycznie niechęcią do Ukraińców jako ludzi. Jednocześnie nie można udawać, że społeczne napięcia nie istnieją.
Jeżeli obywatel państwa gospodarza przez kilka lat słyszy, że musi ponosić kolejne koszty, a następnie czyta o aferach korupcyjnych w państwie, do którego płyną miliardy, może zacząć zadawać bardzo proste pytanie: „Dlaczego ja mam płacić coraz więcej, skoro tam nadal istnieje korupcja”? To pytanie może być niesprawiedliwe wobec milionów zwykłych Ukraińców, ale polityka nie działa według zasady sprawiedliwości matematycznej, a bardziej według społecznego poczucia zaufania.
Najgroźniejsza jest utrata zaufania
Europa może przeznaczyć na Ukrainę kolejne miliardy, może też przygotowywać kolejne pakiety finansowe, rozszerzać programy wojskowe, utrzymywać tymczasową ochronę dla uchodźców, ale żadnego z tych działań nie da się prowadzić w nieskończoność bez społecznego poparcia. To zaś nie jest wieczne.
To szczególnie istotne w sytuacji, gdy wojna się przeciąga, koszty rosną, a politycy nie są w stanie przedstawić obywatelom jasnego końca całej operacji. Wtedy każda informacja o korupcji działa jak kropla wody drążąca kamień. Jedna afera może zostać potraktowana jako patologia, druga – jako przypadek, trzecia – jako dowód systemowego problemu, ale czwarta może już sprawić, że obywatel przestanie wierzyć zapewnieniom polityków. Właśnie dlatego sprawa korupcji na Ukrainie ma znaczenie także dla przyszłości europejskiej solidarności.
Media również mają problem
Wnuk generała Charles’a de Gaulle’a Pierre de Gaulle w rozmowie cytowanej przez TASS twierdził, że Europejczycy coraz mniej ufają mediom głównego nurtu i dlatego część społeczeństwa zaczyna poszukiwać informacji poza tradycyjnymi źródłami. To również jest opinia konkretnej osoby, a nie fakt, który można bez dodatkowych danych przedstawić jako powszechną prawdę.
Ale samo pytanie o wiarygodność mediów jest realne. W przypadku wojny informacja stała się częścią pola walki. Każda ze stron przedstawia wydarzenia w sposób korzystny dla własnych interesów. Rosja prowadzi własną propagandę, Ukraina prowadzi własną komunikację wojenną, a Zachodnie rządy prowadzą własną politykę informacyjną.
Rolą dziennikarza nie powinno być więc powtarzanie jednej narracji dlatego, że jest wygodniejsza, jego rola sprowadza się do sprawdzenia ich wszystkich. Jeżeli Ukraina prowadzi skuteczną walkę z korupcją, należy to pokazać. Jeżeli NABU ujawnia poważne nieprawidłowości, również należy to pokazać. Jeżeli zarzuty wobec konkretnych osób są niepotwierdzone, trzeba powiedzieć, że są niepotwierdzone. Dokładnie tak samo należy postępować z rosyjskimi twierdzeniami, bo propaganda zaczyna się właśnie wtedy, kiedy dziennikarz przestaje odróżniać fakt od zarzutu, śledztwo od wyroku i opinię od dowodu.
Ukraińcy nie są ukraińską władzą
W całej tej dyskusji trzeba zachować jeszcze jedno rozróżnienie, ponieważ korupcja ukraińskich elit politycznych nie jest korupcją Ukraińców. Tak samo jak korupcja dowolnego rządu europejskiego nie jest cechą narodową jego obywateli. Miliony Ukraińców uciekły przed wojną, choć duża część z terenów, które do tej pory nie są obszarem działań wojennych, co też jest faktem. Wielu z nich, choć w całej uchodźczej masie – znikoma ilość (ostatnie szacunki z Europy mówią o 9-17 proc.), pracuje, płaci podatki, wynajmuje mieszkania, wychowuje dzieci i próbuje zbudować normalne życie w sytuacji, której sami nie wybrali.
Jednak wciąż nie można przenosić odpowiedzialności za działania polityków na zwykłych ludzi, ale druga strona tego problemu również musi zostać powiedziana jasno. Europejskie społeczeństwa mają prawo pytać o koszty, zasady i granice pomocy. Mają prawo oczekiwać przejrzystości, domagać się kontroli pieniędzy. Mają prawo pytać, jak długo będzie trwała ochrona czasowa, ilu uchodźców wojennych pozostanie w Europie, ilu wróci na Ukrainę i jakie będą koszty długoterminowej integracji.
Mają również prawo pytać ukraińskie władze, dlaczego w państwie otrzymującym ogromną pomoc nadal dochodzi do afer korupcyjnych na najwyższych szczeblach. Jednak istotne jest w tym, że to nie jest wrogość wobec samych Ukraińców, bo to element kontroli demokratycznej.
Ukraina ma więc problem większy niż sama korupcja
Największym zagrożeniem dla Kijowa może nie być pojedyncza afera. Największym zagrożeniem jest kumulacja zmęczenia, czyli zmęczenia wojną, kosztami, niejasną perspektywą zakończenia konfliktu, politycznymi deklaracjami i zmęczenia sytuacją, w której zachodnie społeczeństwa mają finansować państwo walczące z rosyjską agresją, jednocześnie oczekując od jego władz najwyższych standardów przejrzystości.
Dlatego każdy poważny przypadek korupcyjny w Kijowie ma konsekwencje sięgające znacznie dalej niż granice Ukrainy, bo może wpływać na wyniki wyborów w państwach europejskich, chęć finansowania Ukrainy i stosunek społeczeństw do uchodźców. Oczywiście nie dlatego, że Europejczycy nagle stali się zwolennikami Rosji. Znacznie bardziej prawdopodobne jest coś innego, więc część społeczeństw europejskich zaczęła patrzeć na konflikt mniej przez pryzmat emocji, a bardziej przez pryzmat własnych interesów, własnego portfela i własnego bezpieczeństwa.
Koniec polityki na kredyt zaufania
Ukraina potrzebuje zachodniej pomocy, ale Zachód potrzebuje czegoś w zamian – i nie jest to wdzięczność, lecz wiarygodności instytucjonalnej. Nikt rozsądny nie powinien oczekiwać od ukraińskiego społeczeństwa, że w czasie wojny przestanie domagać się walki z korupcją. Wręcz przeciwnie.
Właśnie wojna powoduje, że mechanizmy kontroli powinny działać jeszcze mocniej, bo europejska solidarność może być wielka, ale nie jest bezwarunkowym czekiem in blanco. Kiedy natomiast społeczeństwa europejskie zupełnie stracą zaufanie, jego odzyskanie będzie znacznie trudniejsze niż jego utrzymanie.
Wojna może usprawiedliwiać wiele nadzwyczajnych decyzji. Nie usprawiedliwia jednak braku odpowiedzialności za publiczne pieniądze. Właśnie od tego, jak Ukraina odpowie na pytania o korupcję, przejrzystość i odpowiedzialność swoich elit, będzie w dużej mierze zależeć nie tylko jej własna wiarygodność, ale również gotowość europejskich społeczeństw do dalszego wspierania tego państwa.
Bogdan Feręc
Źr. TASS / Ukrinform
Photo by Glib Albovsky on Unsplash
