Tysiąc euro tygodniowo, czyli irlandzkie pensje przebiły sufit
Irlandia dobiła do symbolicznej granicy, którą jeszcze dekadę temu traktowano jak ekonomiczną fantastykę. Według danych Centralnego Urzędu Statystycznego (CSO) w 2025 roku przeciętne tygodniowe wynagrodzenie po raz pierwszy w historii przekroczyło 1000 euro. W trzecim kwartale średnia wyniosła dokładnie 1003,81 euro. Psychologiczna bariera padła, otwieramy szampana, ale ostrożnie, bo korek drogi.
Dla porównania w 2015 roku przeciętna tygodniówka oscylowała wokół 693 euro, jednak w ciągu dekady oznacza to wzrost o niemal 45 procent. Dane o tygodniowych wynagrodzeniach CSO zbiera od 2008 roku i nigdy wcześniej wykres nie wspiął się tak wysoko. Statystycznie mieszkaniec Irlandii jeszcze nigdy nie zarabiał tak dużo, a statystycznie to słowo-klucz, które zwykle psuje nastrój.
Wzrost płac był powszechny i demokratyczny, przynajmniej na papierze. Średnie stawki godzinowe wzrosły we wszystkich 13 sektorach gospodarki. Najlepiej opłacani pozostali ci sami co dekadę temu, czyli sektor informacji i komunikacji oraz finansów, ubezpieczeń i nieruchomości. Tam pieniądz zawsze czuł się jak w domu. W IT tygodniowe zarobki wzrosły przez dekadę o ponad 627 euro, sięgając niemal 1700 euro. Na drugim końcu skali znalazł się sektor transportu i magazynowania, gdzie wzrost wyniósł nieco poniżej 184 euro w ciągu dziesięciu lat. Wzrost jest, ale raczej spacerem niż sprintem i tu zaczyna się irlandzka codzienność, bo wraz z pensjami rosło niemal wszystko inne.
Inflacja w 2025 roku była jak przypływ, więc na początku spokojna, a nerwowa pod koniec. Wskaźnik cen konsumpcyjnych przez większość roku kręcił się wokół 2 procent, by jesienią przyspieszyć. We wrześniu sięgnął 2,7 procent, a w listopadzie dobił do 3,2 procent. Najmocniej uderzyły ceny żywności i energii. Kilogramowy stek z polędwicy w listopadzie był o ponad 5 euro droższy niż rok wcześniej. Masło, cheddar, mleko – wszystko droższe, jakby solidarnie postanowiło przetestować wytrzymałość portfeli. Jedynym cichym bohaterem okazały się ziemniaki, które symbolicznie potaniały, więc Irlandia nadal pozostaje krajem paradoksów.
Największym testem dla pensji okazał się jednak rynek nieruchomości. Ceny domów w 2025 roku przebiły szczyt z czasów boomu sprzed kryzysu 2007 roku o niemal 24 procent. Mediana ceny domu w skali kraju wyniosła 381 tysięcy euro, w Dublinie – 495 tysięcy. W Dún Laoghaire–Rathdown średnia dobiła do 675 tysięcy euro. Tysiąc euro tygodniowo brzmi dumnie, ale kredyt hipoteczny słucha tego z lekkim uśmiechem.
Jest jednak pewna ciekawostka, bo mimo drożyzny gospodarstwa domowe wciąż oszczędzają. W trzecim kwartale 2025 roku odkładano niemal 15 procent dochodu rozporządzalnego. W skali roku Irlandczycy zarobili ponad 185 mld euro, wydali nieco poniżej 160 mld, a zaoszczędzili 25,5 mld. Dochody rosły szybciej niż wydatki, głównie dzięki wzrostowi zatrudnienia i płac. To nie jest obraz gospodarki na skraju załamania, raczej kraju biegnącego szybciej, niż sam zdążył kupić nowe buty.
Tysiąc euro tygodniowo to fakt, nie slogan. Historyczny moment, który dobrze wygląda w nagłówkach i raportach. Pytanie, które zostaje w powietrzu, brzmi mniej medialnie: ile z tej symboliki zostaje po opłaceniu rachunków, zakupach i spojrzeniu na ceny domów. Irlandia zarabia więcej niż kiedykolwiek. Teraz sprawdza, ile z tego naprawdę zostaje w kieszeni.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Photo by Bermix Studio on Unsplash
