Transport nad korkiem. Czy kolejki linowe to przyszłość zatłoczonych miast?
Korki są dziś stałym elementem miejskiego krajobrazu. Samochody stoją, czas ucieka, a miasta, zamiast oddychać, duszą się własnym ruchem. Nic dziwnego, że coraz częściej pojawiają się pomysły, które jeszcze dekadę temu brzmiałyby jak urbanistyczna fantazja. Jednym z nich są kolejki linowe i systemy transportu napowietrznego.
W Irlandii temat wrócił za sprawą Cork i lokalny dziennikarz, określający się jako „zaniepokojony obywatel”, wezwał rząd do rozważenia budowy miejskiej kolejki linowej jako sposobu na rozładowanie rosnących zatorów. Pomysł może zaskakiwać, ale nie jest całkowicie abstrakcyjny. W hrabstwie Cork funkcjonuje już kolejka linowa łącząca półwysep Beara z wyspą Dursey, czyli miejscem, gdzie liczba mieszkańców jest jednocyfrowa. Skoro da się tam, to dlaczego nie w mieście?
Dziennikarka Katriona Devereau w rozmowie z News Talk przekonuje, że właśnie taka odwaga myślenia może być dziś miastu Cork potrzebna. Przypomina przykład Paryża, który tuż przed Bożym Narodzeniem uruchomił swoją pierwszą miejską kolejkę linową jako element systemu transportu publicznego. Linia C1 ma 4,5 kilometra długości, kosztowała 138 milionów euro i łączy dzielnice dotąd odcięte od sprawnej komunikacji z siecią metra, więc to nie atrakcja turystyczna, lecz narzędzie codziennego dojazdu do pracy.
Kluczowy argument zwolenników kolejek linowych jest prosty: są szybsze i tańsze w budowie niż tradycyjna infrastruktura kolejowa czy tramwajowa. Choć rząd popiera projekt Luas w Cork, Devereau zauważa, że kolejki napowietrzne można realizować sprawniej i z mniejszą ingerencją w tkankę miejską. Nie wymagają wykupu ogromnych terenów, zajmują niewielką powierzchnię, a dzięki zasilaniu elektrycznemu wpisują się w cele klimatyczne.
To nie jest irlandzki wynalazek ani europejska ekstrawagancja, bo na świecie trwa wyraźny trend i miasta takie jak Meksyk czy La Paz zbudowały rozbudowane systemy kolejek linowych, które stały się jednym z filarów transportu publicznego. Tam, gdzie geografia utrudnia budowę dróg i torów, transport nad ziemią okazał się zaskakująco skuteczny. Kolejki „przeskakują” rzeki, wzgórza i gęstą zabudowę, zamiast z nimi walczyć.
Cork również ma swoją specyfikę, bo to i rzeka, wąskie ulice i szybko rosnąca liczba mieszkańców. Jak zauważa Devereau, korki są już dziś ogromnym problemem, a sytuacja będzie się pogarszać wraz z powstawaniem nowych osiedli. Samochody nie znikną, ale wszystkie trafią na te same, już przeciążone drogi.
*
Czy kolejki linowe rozwiążą problem korków całkowicie? Oczywiście nie, bo nie zastąpią autobusów, kolei ani tramwajów. Mogą jednak stać się brakującym elementem układanki, szybkim połączeniem między dzielnicami, które dziś są komunikacyjnie wykluczone, i realną alternatywą dla samochodu na krótkich, codziennych trasach. Miasta, w tym Galway, a takie rozwiązanie sugerowałem osobiście radnym i to około dwa lata temu, przez dekady myślały głównie w poziomie. Tymczasem przestrzeń nad ulicami pozostaje niemal niewykorzystana. Kolejki linowe nie są magiczną odpowiedzią na wszystkie problemy transportowe, ale mają jedną ogromną zaletę, zmuszają do myślenia inaczej. A bez tego korki zostaną z nami na długo.
Do tego taka kolejka może stać się atrakcją, kiedy pojawią się jesienne wiatry i rozkołyszą wagonik, chyba że będą to kolejki na stałych torach, a nie na linach, ale ja widziałbym w Irlandii te pierwsze. 😁
Bogdan Feręc
Źr. News Talk
Photo by Muhammad Irfan on Unsplash
