Ślimak kontra imperium. Donald Trump zatrzymany w Irlandii przez mięczaka
Donald Trump nie zbuduje kolejnego pola golfowego w Irlandii i nie dlatego, że zabrakło mu pieniędzy, betonu albo ambicji. Nie dlatego, że rynek się nasycił, a trawa przestała rosnąć. Nie. Powód jest znacznie poważniejszy i na drodze stanął… ślimak. Rzadki. Chroniony. Najwyraźniej nieczytający „The Art of the Deal”.
W hrabstwie Clare na terenach słynnego ośrodka Trump International Golf Links and Hotel w Doonbeg trwa właśnie starcie natury i cywilizacji. Z jednej strony miliarder, prezydent USA, złote toalety, sale balowe i wizja kolejnej zielonej świątyni golfa. Z drugiej: niewielki ślimak, który nie ma ani działu PR, ani funduszu wyborczego, ale ma coś znacznie groźniejszego – ochronę środowiskową Unii Europejskiej i irlandzkich ekologów.
Friends of the Irish Environment, organizacja ekologiczna znana z psucia humorów wielkim inwestorom twierdzi, że nowe pozwolenia budowlane w Doonbeg nie powinny być w ogóle rozpatrywane. Dlaczego? Bo status lokalnej populacji rzadkiego ślimaka jest, mówiąc delikatnie, niepokojący, a dopóki ślimak nie poczuje się lepiej, Donald Trump może co najwyżej poczuć frustrację.
Przypomnijmy – to nie jest pierwszy raz, gdy przyroda mówi Trumpowi „stop”. FIE już wcześniej skutecznie kwestionowało pierwotne plany rozbudowy pola golfowego, a teraz idą krok dalej. Sprzeciw dotyczy nowych wniosków o pozwolenie na budowę, złożonych przez TIGL Ireland Enterprises Ltd., obejmujących szeroko zakrojone prace, w tym modernizację pola golfowego, przebudowę infrastruktury i oczywiście, dużą salę balową. Bo nic bardziej nie sprzeciwia się „harmonii z naturą” tak jak bardzo, jak sala balowa przy wydmach.
Ekologiczny argument jest brutalnie prosty, teren ma wysoką wartość przyrodniczą, a populacja rzadkiego ślimaka nie osiągnęła jeszcze „właściwego stanu ochrony”. Innymi słowy: ślimak ma prawo tu być, a nowe pole golfowe – już niekoniecznie. Prawo unijne, irlandzkie przepisy i sądy patrzą na takie sprawy z kamienną twarzą. Nawet jeśli inwestor nosi czerwony krawat i ma własny samolot.
*
Jest w tym wszystkim pewna poetycka sprawiedliwość. Człowiek, który obiecywał budować ośrodki rozrywki i wypoczynku dla ludzi, zatrzymany został przez stworzenie, które nie potrafi zbudować nawet ogrodzenia. Symbol XXI wieku – globalny kapitalizm kontra mięczak z wydm Atlantyku i, co gorsza dla Trumpa, wynik tego starcia wcale nie jest oczywisty.
Irlandia, kraj znany z zamiłowania do prawa, procedur i świętego spokoju, raczej nie rzuci się, by ratować kolejną inwestycję golfową kosztem gatunku chronionego. Tu nie pomoże ani nazwisko, ani historia polityczna, ani argument, że „to stworzy miejsca pracy”, bo ślimak nie czyta raportów ekonomicznych, on po prostu jest. I tak Donald Trump może odkryć, że w Irlandii da się zablokować miliardera bez protestów, bez transparentów i bez krzyku. Wystarczy jeden mały ślimak, trochę prawa ochrony środowiska i cierpliwość – cecha, w której mięczaki zdecydowanie mają przewagę.
Bo w tym kraju, jak widać, nawet imperium musi czasem ustąpić miejsca temu, kto porusza się wolniej, ale jest go tu niezadowalająca ilość.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Photo by Nilu Gunaratne on Unsplash
