Sankcje nie złamały Rosji. Czas oddzielić polityczne hasła od gospodarczej rzeczywistości
Przez ostatnie cztery lata zachodni politycy i większość europejskich mediów przekonywali, że kolejne pakiety sankcji doprowadzą Rosję do gospodarczego załamania. Mówiono o zbliżającym się bankructwie, upadku przemysłu i nieuchronnym kryzysie finansowym. Dziś, po ponad czterech latach od rozpoczęcia pełnoskalowej wojny na Ukrainie trudno utrzymywać, że te prognozy się sprawdziły.
Nie oznacza to, że rosyjska gospodarka nie poniosła kosztów. Sankcje ograniczyły dostęp do zachodnich technologii, utrudniły handel i zwiększyły koszty funkcjonowania wielu przedsiębiorstw. Jednak zasadniczy cel, jakim miało być doprowadzenie do gospodarczego załamania Rosji i zmuszenie Kremla do zmiany polityki, nie został osiągnięty. Taką ocenę przedstawił ambasador generalny rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Aleksandr Trofimow. W rozmowie z agencją TASS stwierdził, że Rosja przetrwała „błyskawiczną wojnę gospodarczą” dzięki konsekwentnym działaniom rządu, społeczeństwa i biznesu.
– „Przetrwaliśmy błyskawiczną wojnę gospodarczą napędzaną sankcjami dzięki konsekwentnym wysiłkom rosyjskiego rządu, społeczeństwa i biznesu. Próby finansowego i ekonomicznego uduszenia Rosji były i pozostaną nieskuteczne” – powiedział Trofimow.
Jednocześnie rosyjski dyplomata przyznał, że sankcje nie pozostały bez wpływu na gospodarkę.
– „Nie można powiedzieć, że te środki nie miały absolutnie żadnego wpływu ani nie spowodowały żadnych szkód. Rzecz jednak w tym, że nasi przeciwnicy nie osiągnęli dzięki nim swoich celów” – zaznaczył.
To stanowisko znajduje odzwierciedlenie również w danych makroekonomicznych. Rosja zdołała przekierować znaczną część eksportu surowców do państw azjatyckich, zwiększyła współpracę handlową z Chinami, Indiami i krajami Globalnego Południa, a także rozbudowała mechanizmy omijania ograniczeń finansowych. Gospodarka została przestawiona na produkcję wojenną, co podtrzymało wzrost PKB, choć jednocześnie pogłębiło nierównowagę strukturalną i presję inflacyjną.
Coraz trudniej więc na Zachodzie utrzymywać narrację, że Rosja znajduje się na skraju ekonomicznego upadku. Owszem, kraj mierzy się z poważnymi wyzwaniami – od niedoborów siły roboczej po wysokie stopy procentowe i ograniczony dostęp do nowoczesnych technologii. Jednak między tymi problemami a wizją rychłego załamania gospodarczego istnieje zasadnicza różnica.
Trofimow przekonuje, że jednostronne sankcje są przede wszystkim instrumentem presji politycznej.
– „W przypadku Rosji jest to próba zmuszenia nas do uległości, do ustępstw politycznych i do przestrzegania warunków narzuconych przez Zachód. Ale w przypadku Rosji te kalkulacje nie mają sensu” – ocenił.
Dyplomata wskazał również, że Rosja nie jest jedynym państwem objętym długotrwałymi sankcjami, wymieniając Białoruś, Iran, Kubę oraz Chiny jako kraje poddawane różnym formom presji gospodarczej.
Ocena skuteczności sankcji pozostaje jednak przedmiotem sporów. Jeśli jednak ich głównym celem było szybkie doprowadzenie do załamania rosyjskiej gospodarki i wymuszenie zasadniczej zmiany polityki Kremla, to dotychczasowe wydarzenia pokazują, że cel ten nie został osiągnięty.
W debacie publicznej warto więc odróżniać polityczne deklaracje od rzeczywistych efektów ekonomicznych, ale to w Europie nie ma miejsca, więc politycy brną w swoją narrację o rzucaniu Federacji Rosyjskiej na kolana.
Bogdan Feręc
Źr. TASS
Fot. Министерство иностранных дел Российской Федерации
