Ratownik z wyrokiem. Irlandzka nielogiczność prawa, które pozwala przestępcom seksualnym ratować życie
Irlandia od lat lubi opowiadać o sobie historię kraju nowoczesnego, sprawnego i wrażliwego społecznie, która nauczyła się z własnych błędów. Problem w tym, że czasem rzeczywistość pisze scenariusze tak osobliwe, że trudno uwierzyć, iż nie są fragmentem czarnej komedii o państwowej biurokracji.
Jedna z takich historii dotyczy systemu ratownictwa medycznego. Z poufnego raportu, do którego dotarł Irish Independent, wynika, że słabe regulacje prawne dotyczące zawodu ratownika doprowadziły do sytuacji określanej wprost jako „przerażająca”. W praktyce oznacza to, że osoby skazane za przestępstwa, w tym, co najmniej ośmiu znanych skazanych przestępców seksualnych, mogą swobodnie pracować jako ratownicy medyczni.
To nie jest luka w przepisach, lecz realny mechanizm systemowy, bo jeśli ktoś spełnia formalne wymagania zawodowe, prawo nie stawia wystarczających barier, które automatycznie wykluczałyby osoby z wyrokami za przestępstwa seksualne z pracy w ratownictwie medycznym. Mowa tu jednak o profesji szczególnej, więc ratownik ma dostęp do ludzi w sytuacjach skrajnej bezbronności, w domach, w ambulansach, w chwilach choroby, szoku i strachu.
Raport ujawnia również drugi, równie niepokojący wątek, czyli tempo reakcji państwa. Minister zdrowia Jennifer Carroll MacNeill poinformowana została o problemie już we wrześniu 2025 roku. Dokument jasno wskazywał, że luka prawna umożliwia pracę w systemie ratownictwa osobom skazanym za poważne przestępstwa, a mimo to odpowiedź nie pojawiła się przez całe miesiące.
Dopiero 10 grudnia 2025 roku – po dostarczeniu drugiego listu oznaczonego jako „pilny” – resort zdrowia zareagował. Trzy miesiące ciszy w sprawie, która dotyczy bezpieczeństwa pacjentów i wiarygodności całego systemu medycznego.
***
Z perspektywy obserwatora wygląda to, jak podręcznikowy przykład tego, jak państwo potrafi zgubić zdrowy rozsądek między paragrafami. Prawo tworzone jest po to, by chronić obywateli, a nie by otwierać furtki, które można wykorzystać w najbardziej wrażliwych sektorach życia publicznego. Irlandia zna już podobne historie i przez dekady kolejne instytucje państwa zapewniały społeczeństwo, że wszystko działa, jak należy, dopóki nagle nie okazywało się, że system ma dziury wielkości drzwi od stodoły. Zwykle dopiero wtedy rozpoczyna się nerwowe łatanie przepisów.
Problem w tym, że w ratownictwie medycznym margines błędu powinien wynosić zero. Ratownik to ktoś, kto wchodzi do czyjegoś domu, gdy wszyscy inni wychodzą i kto ma dostęp do ludzkiej bezradności w najczystszej postaci. Jeżeli państwo nie potrafi zagwarantować, że osoba w takiej roli nie ma na koncie wyroków za przestępstwa seksualne, to nie jest to już drobna niedoskonałość prawa, a zwykły systemowy absurd.
Natomiast absurdy w prawie mają tę nieprzyjemną właściwość, że prędzej czy później ktoś zaczyna z nich korzystać i wtedy Zielona Wyspa wygląda już mniej niż symbol nowoczesnego państwa, a bardziej jak laboratorium legislacyjnych sprzeczności.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Fot. X – Dublin Fire Brigade
