Premierze Martin, Air Force One już grzeje silniki – naprawdę tego nie wiesz?
Sztuka dyplomacji polega podobno na tym, by wiedzieć, co się dzieje, zanim stanie się to absolutnie oczywiste dla wszystkich dookoła. Tymczasem w budynkach rządowych przy Merrion Street porywisty wiatr znad Atlantyku przyniósł wieści, które dla szefa rządu okazały się – tradycyjnie już – sporym zaskoczeniem. Podczas gdy przygotowania do przyjazdu Donalda Trumpa trwają w Waszyngtonie od wielu miesięcy w najlepsze, a precyzyjny harmonogram wizyty amerykańskiego prezydenta dopinano na ostatni guzik przez minione tygodnie, Micheál Martin jeszcze trzy dni temu z rozbrajającą szczerością przekonywał, że o żadnych konkretach nic mu nie wiadomo.
Trudno o bardziej wymowny obrazek, że Air Force One wyląduje w Dublinie w sobotę 12 września, tymczasem premier sprawia wrażenie kogoś, kto o wizycie „najpotężniejszego” człowieka świata dowiaduje się z nagłówków porannych gazet albo przypadkowo podsłuchanej rozmowy na korytarzu.
Plan gościa z Waszyngtonu nie pozostawia przy tym wiele miejsca na improwizację. Po lądowaniu prezydent USA skieruje się prosto do Farmleigh House w Phoenix Park na dwustronne spotkanie z premierem. Stamtąd uda się do Ballsbridge, by uroczyście otworzyć nową ambasadę USA u boku swojego serdecznego przyjaciela, ambasadora Eda Walsha. Z kolei w sobotnie popołudnie pokład Marine One zabierze go do hrabstwa Clare. Program na weekend? Dwie noce we własnym ośrodku w Doonbeg, obecność na Irish Open i niedzielne wręczenie trofeum zwycięzcy turnieju. W poniedziałek rano – wylot.
Scenariusz dopracowany został w najmniejszych detalach przez stronę amerykańską i właściwie zmusza irlandzki rząd do karkołomnego balansu. Micheál Martin znów spróbuje przejść po tej samej cienkiej linie, po której stąpał podczas marcowej wizyty w Gabinecie Owalnym. Z jednej strony trzeba wykazać się gościnnością, z drugiej – uniknąć zarzutów opozycji o uległość wobec Waszyngtonu. W obronie premiera natychmiast stanął minister stanu Timmy Dooley, przekonując, że przyjazd głowy obcego państwa to norma dyplomatyczna oraz doskonała sposobność do twardej rozmowy o polityce zagranicznej czy migracji.
Pytanie tylko, jak twarda może być postawa lidera, który do ostatniej chwili sprawia wrażenie niepoinformowanego.
Niepokój w obozie rządzącym potęguje fakt, że każdy element tej wizyty niesie ze sobą ładunek politycznego ryzyka. Spotkanie z prezydent Catherine Connolly w Áras an Uachtaráin nie zostało co prawda wpisane do oficjalnego planu, a podróż nie ma statusu wizyty państwowej, ale deklaracje obu stron pozostawiają uchyloną furtkę. Zapowiedź głowy państwa z orędzia na Dzień Świętego Patryka o tym, że „normalizacja wojny nigdy nie będzie akceptowana”, wciąż brzmi w uszach dyplomatów. Jednak jakakolwiek konfrontacja na tej prezydenckiej linii wywołałaby na czołach urzędników gwałtowne wystąpienie zimnego potu.
Nie brak też głosów idących w przeciwnym kierunku. Niezależny poseł Mattie McGrath domaga się pełnych honorów państwowych i wystąpienia Trumpa przed połączonymi izbami parlamentu – Oireachtas. Miałoby to się odbywać na wzór przemówienia Joe Bidena z kwietnia 2023 roku, argumentując to potężnymi inwestycjami z USA. Jednak ten punkt faktycznie nie został omówiony oficjalnie i raczej nie zostanie wtłoczony w ramy wizyty w ostatniej chwili.
Dodajmy do tego wrzenie na ulicach. Działacze tacy jak Paul Murphy z People Before Profit zapowiadają dziesiątki tysięcy protestujących w Dublinie, na plaży Doughmore oraz w pobliżu lotniska Shannon. Nawet brytyjska koalicja Stop Trump przesyła swoje wyrazy solidarności z demonstrantami. Choć operacja zabezpieczająca wizytę opiewa na ponad 20 milionów euro i angażuje 4000 funkcjonariuszy Gardy, co odetnie prezydenta od tłumu, wizerunkowej burzy nie da się całkowicie zablokować.
Ubiegłoroczny bankiet w Windsorze, na którym brytyjska monarchia serwowała kurczaka po norwesku, porto z 1945 roku i szampan, był dla amerykańskiej delegacji pokazem czystej elegancji. W Dublinie nikt jednak nie spieszy się z taką fetą, a i nie ma raczej ochoty na strzelanie na wiwat korkami od szampana. Przy Merrion Street głębokie wytchnienie nastąpi dopiero wtedy, gdy koła Air Force One oderwą się od płyty irlandzkiego lotniska, ale do tego czasu premierowi pozostaje udawać, że wszystko od początku było pod kontrolą.
Bogdan Feręc
Źr. RTE
Photo by Ben Kelsey on Unsplash
