Po 25 latach Irlandia schodzi pod ziemię. Metro, które wreszcie ma ruszyć
Irlandczycy mają do wielkich projektów infrastrukturalnych stosunek szczególny, więc dużo nadziei, jeszcze więcej sceptycyzmu i pamięć długą jak kolejka do Luasa w godzinach szczytu. Dlatego zapowiedź, że prace nad MetroLinkiem „ruszą z pełną mocą” jeszcze w tym roku, brzmi niemal jak zdanie z literatury fantastycznej. A jednak – po ćwierćwieczu planów, korekt, raportów i sporów prawnych, irlandzkie metro naprawdę zbliża się do momentu, w którym przestanie być obietnicą.
Dyrektor programu MetroLink Seán Sweeney zapewnił w liście do przedstawicieli opinii publicznej, że projekt wchodzi w fazę realnych działań. Jak podkreślił, jest on „zaangażowany” w zapewnienie trwałych korzyści nie tylko dla pasażerów, ale również dla lokalnych społeczności i całej gospodarki. To ważne słowa, bo MetroLink od samego początku balansował między wizją ogólnokrajowej modernizacji a lokalnymi obawami mieszkańców. Sam projekt robi wrażenie nawet na tle europejskim. MetroLink ma być 19-kilometrową, w większości podziemną linią kolejową, biegnącą od Swords na północy po Charlemont w pobliżu Ranelagh na południu Dublina. Po drodze znajdą się kluczowe punkty miasta, jak stołeczne lotnisko, Ballymun, Glasnevin, O’Connell Street oraz St. Stephen’s Green. Podróż z centrum miasta na lotnisko ma zająć około 20 minut, czyli mniej więcej tyle, ile dziś trwa samo stanie w korku i patrzenie, jak autobus „zaraz przyjedzie”.
Cena tej ambicji również jest imponująca, bo koszt inwestycji szacowany jest na ponad 10 miliardów euro, co czyni MetroLink największym projektem infrastrukturalnym w historii państwa. Pomysł jego budowy pojawił się po raz pierwszy ponad 25 lat temu, ale przez dekady utknął w politycznych decyzjach, zmieniających się koncepcjach i, jak to w Irlandii, w proceduralnych labiryntach.
Jednym z ostatnich poważnych zagrożeń dla harmonogramu była sprawa mieszkańców Dartmouth Square West, których domy przylegają do stacji końcowej Charlemont. Część z nich wnioskowała o sądową kontrolę pozwolenia na budowę, co mogło opóźnić projekt o kolejne lata. Przełom nastąpił pod koniec ubiegłego miesiąca, gdy w wyniku mediacji Transport Infrastructure Ireland zaproponowała wykup nieruchomości. Mieszkańcy zgodzili się wycofać wniosek, a spór prawny został zamknięty.
Dla zespołu MetroLink oznacza to zielone światło, a jak zaznaczył Sweeney, kwestie prawne są „rozwiązane” i projekt stał się „decyzją o czystym planowaniu”. Teraz priorytetem są prace przygotowawcze i przyspieszenie procedur zamówień publicznych. Ogłoszenia przetargowe na główne pakiety robót budowlanych mają pojawić się już w pierwszym kwartale tego roku, a pierwsze działania w terenie ruszą jeszcze przed końcem 2026 roku.
Rząd przeznaczył na MetroLink dedykowane finansowanie i zapowiedział utworzenie specjalnego organu nadzorczego, który pilnować ma realizacji projektu. Krajowy Urząd Transportu oraz TII otwarcie mówią o „pewności”, jaką daje zakończenie sporów prawnych, bo to słowo-klucz w kraju, gdzie infrastruktura zbyt często przegrywała z niepewnością.
Uruchomienie linii planowane jest na połowę lat trzydziestych XXI wieku. To wciąż odległa perspektywa, ale po latach przeciągania liny nawet taka data brzmi jak konkret. MetroLink ma szansę zmienić sposób poruszania się po Dublinie, odciążyć ulice, skrócić dojazdy i symbolicznie wprowadzić Irlandię do grona państw z pełnoprawnym systemem metra.
Czy tym razem się uda? Wszystko wskazuje na to, że tak i po 25 latach Irlandia wreszcie przestaje tylko mówić o metrze, a zaczyna kopać i to dosłownie.
Bogdan Feręc
Źr. Breaking News
Photo by Amin Zabardast on Unsplash
