Odżywcze założenia i dziecięca rzeczywistość. Kryzysu żywieniowy w szpitalach pediatrycznych
Pobyt dziecka na oddziale szpitalnym jest dla rodziny doświadczeniem granicznym, nasyconym lękiem o zdrowie oraz procedurami medycznymi. Tymczasem z tej szpitalnej przestrzeni wyłania się kolejny, niedostrzegany na co dzień wymiar kryzysu, czyli problem niedożywienia i braku akceptacji serwowanych posiłków przez najmłodszych pacjentów.
Dziennikarka Sarah Madden na antenie stacji News Talk zaprezentowała wyniki obserwacji oraz relacje rodziców, ukazując dysonans między wyszukaną akademicką dietetyką a realnymi możliwościami żywieniowymi chorego dziecka. Choć irlandzki system ochrony zdrowia przeszedł w ostatnich latach znaczącą i pozytywną ewolucję w zakresie poprawy jakości dań, w przypadku oddziałów dziecięcych przyjęte rozwiązania okazują się w dużej mierze niefunkcjonalne.
Retrospektywa historyczna wskazuje, że punktem zwrotnym w polityce żywieniowej była reforma zainicjowana w 2014 roku, a przez ówczesnego ministra zdrowia Leo Varadkara, który wydał walkę niskiej jakości posiłkom w placówkach medycznych. Zwiększono wówczas rygor dietetyczny oraz podniesiono standard przygotowywania dań.
Efektem tych zmian stały się karty dań w renomowanych placówkach, takich jak Tallaght University Hospital czy hospicja i szpitale w Crumlin oraz przy Temple Street. W menu pojawiły się pozycje sprawiające wrażenie wykwintnych i starannie zbilansowanych, a były to m.in. tradycyjny gulasz irlandzki, pieczony kurczak, paszteciki wiejskie, drób po parmeńsku, tacos czy pieczona wołowina.
Dla dorosłego pacjenta taka oferta stanowi dowód dbałości o urozmaicenie i walory smakowe. W konfrontacji z potrzebami kilkulatka, ulega jednak całkowitej dekonstrukcji. Zmęczone terapią lub chorobą dziecko, wykazuje odmienną wrażliwość sensoryczną i psychologiczną, w efekcie czego wyszukane potrawy są kategorycznie odrzucane.
Problem ten wykracza poza kwestie gustów kulinarnych i przyjmuje wymiar kliniczny. Badania nad hospitalizacją w Irlandii wskazują na porażający fakt, iż jedno na pięcioro dzieci przebywających w placówkach stacjonarnych boryka się z problemem niedożywienia. Brak właściwej podaży kalorycznej oraz białkowej w okresie rekonwalescencji, istotnie opóźnia procesy lecznicze. Rodzice postawieni w sytuacji bez wyjścia, zmuszeni są natomiast do poszukiwania alternatywnych dróg zapewnienia dzieciom odpowiedniego jedzenia.
Zjawiskiem powszechnym staje się więc zamawianie gotowych posiłków z sieci kurierskich typu Deliveroo czy Just Eat bezpośrednio na teren szpitala bądź przynoszenie własnego prowiantu w torbach chłodniczych.
Opowieści rodziców i opiekunów rzucają światło na psychologiczny ciężar tej walki. Louise, czyli matka jedenastoletniego Jimmy’ego leczącego się w Crumlin, który leczony jest na mięsaka prążkowanokomórkowego od trzeciego roku życia podkreśla, że w trakcie agresywnej terapii apetyt pacjenta drastycznie spada. W takich warunkach próba podania pasztecików rybnych czy tradycyjnych dań mięsnych mija się z celem. Dla wycieńczonego organizmu kluczowa staje się chęć przyjęcia czegokolwiek – prostych potraw, takich jak frytki, paluszki z kurczaka czy pizza, które w warunkach domowych, mogą być uznawane za zbytnie odstępstwo od zasad zdrowego żywienia, lecz w szpitalu stanowią jedyne źródło kalorii.
Równie przejmująca jest historia Grace i jej syna Riana, cierpiącego na zespół delecji 22q11. Podczas hospitalizacji związanej z operacją podniebienia chłopiec został zakwalifikowany do tak zwanej diety lekkostrawnej. W praktyce menu ograniczało się niemal wyłącznie do puree ziemniaczanego oraz lodów, które zresztą nie zawsze były dostępne. Brak dostosowania konsystencji i smaku dań do specyficznych wymagań chorobowych, stawia opiekunów przed koniecznością samodzielnego organizowania zaplecza gastronomicznego przy szpitalnym łóżku, co w warunkach silnego stresu stanowi potężne obciążenie emocjonalne i organizacyjne.
Przyczyny obecnego stanu rzeczy leżą w przestarzałym modelu technologicznym placówek. Valerie Kelly – specjalistka ds. dietetyki klinicznej w projekcie What’s on the Menu, wskazuje, że dwie główne placówki dziecięce opierają swoją działalność na masowym, tradycyjnym systemie przygotowywania posiłków. Taki model cechuje się dużą sztywnością i brakiem możliwości indywidualizacji zamówień, co przy ogromnym rozrzucie wiekowym pacjentów – od niemowląt w fazie rozszerzania diety po młodzież w wieku do 16 lat o zwiększonym zapotrzebowaniu metabolicznym, prowadzi do niewydolności systemu żywienia.
Pewnym promykiem nadziei stają się rozwiązania projektowane dla Nowego Szpitala Dziecięcego (Children’s Health Ireland). Zamiast centralnego wydawania posiłków o sztywnych porach, zaplanowano wdrożenie modelu obsługi typu room service. Za pośrednictwem dedykowanych tabletów, pacjent wraz z rodzicem będzie mógł złożyć zamówienie na konkretną potrawę w najbardziej dogodnym dla siebie momencie.
Zgromadzone materiały badawcze jednoznacznie dowodzą, że elastyczność w doborze czasu oraz rodzaju posiłku, wyraźnie podnoszą wskaźniki spożycia potraw wśród dzieci.
Do czasu pełnego uruchomienia nowoczesnych systemów technicznych, ciężar właściwego odżywienia małych pacjentów pozostanie jednak wciąż na barkach bezradnych rodziców.
Bogdan Feręc
Źr. News Talk
Fot. Ear-phone

