Niemiecki zwrot. Wybory w Saksonii-Anhalt wstrząsnęły sceną polityczną w Berlinie
Trzęsienie ziemi na niemieckiej scenie politycznej przestało być jedynie prognozą, a stało się faktem. Historyczne zwycięstwo Alternatywy dla Niemiec (AfD) w wyborach do landtagu Saksonii-Anhalt to moment przełomowy, który wyraźnie rysuje dynamicznie zmieniające się nastroje społeczne w tym kraju.
Przejęcie inicjatywy w tym wschodnim landzie pokazuje silny wzrost poparcia dla ugrupowania, które dotychczas funkcjonowało na marginesie głównego nurtu politycznego, a dziś staje się siłą dyktującą warunki debaty publicznej. Skala tej wygranej wysyła potężny sygnał ostrzegawczy Berlinowi i każe zadać pytanie o nadchodzący układ sił w wyborach ogólnokrajowych krajowych, bo i te może wkrótce wygrać.
Wyniki sondaży exit poll pokazują skala sukcesu, jaki osiągnęła AfD, czyli nie tylko wygrała wybory, ale osiągnęła to z miażdżącą przewagą. Poparcie na poziomie 44,5 proc. głosów oznacza ponad dwukrotny wzrost w porównaniu z 2021 rokiem, kiedy partię poparło 20,8 proc. wyborców. Oznacza to także absolutną dominację na lokalnej scenie politycznej i gwałtowne odejście wyborców od tradycyjnych formacji.
Największym przegranym tego rozdania okazała się Chrześcijańsko-Demokratyczna Unia (CDU) pod przywództwem kanclerza Friedricha Merza. Ugrupowanie, które jeszcze pięć lat temu cieszyło się poparciem 37,1 proc. głosujących, tym razem zanotowało drastyczny spadek do poziomu 18,5–19 proc. Porażka chadeków w ich dotychczasowym bastionie jest dobitnym dowodem na to, że dotychczasowy styl uprawiania polityki utracił zaufanie niemieckich obywateli.
Co znamienne, dystans dzielący AfD od reszty stawki jest wręcz przepaścią w zestawieniu z pozostałymi siłami politycznymi, takimi jak Lewica, SPD czy Zielonymi, balansują na progu około 10 proc., podczas gdy nowo powstały Sojusz Sahry Wagenknecht (BSW) uzyskał zaledwie 5 proc. głosów.
Zwycięstwo wyborcze nie przekłada się jednak automatycznie na przejęcie pełnej władzy wykonawczej. Główną przeszkodą dla AfD pozostaje tak zwany kordon sanitarny, czyli polityczna izolacja stosowana przez pozostałe partie polityczne, które konsekwentnie wykluczają wchodzenie w koalicję z Alternative für Deutschland. Oznacza to, że aby samodzielnie utworzyć rząd, AfD musiałaby uzyskać bezwzględną większość mandatów w parlamentarnym rozdaniu. Mimo tych ograniczeń, liderzy prawicy wykazują pewność siebie i próbują narzucić narrację o konieczności przekazania im władzy.
Współprzewodnicząca partyjnych struktur Alice Weidel jednoznacznie oświadczyła, że jej ugrupowanie ma jasny, społeczny mandat do formowania rządu i zamierza podjąć rozmowy z innymi reprezentantami sceny politycznej. W podobnym tonie wypowiada się polityk lokalnych struktur Ulrich Siegmund, deklarując wyciągnięcie dłoni do wszystkich sił demokratycznych zorientowanych na zmianę dotychczasowej polityki Berlina. Polityk zastrzegł jednak twardo, że fundamentalne dla ich programu kwestie, w tym bezpieczeństwo wewnętrzne oraz zaostrzenie polityki migracyjnej, pozostają poza wszelkimi negocjacjami.
Reakcja obozu rządzącego i pozostałych ugrupowań opozycyjnych ujawniła tuż po opublikowaniu pierwszych sondaży głęboki niepokój. Liderzy partii głównego nurtu przyznali otwarcie, że wygrana AfD budzi obawy znacznej części społeczeństwa, stanowiąc jednocześnie brutalne podsumowanie polityki prowadzonej przez władze centralne. Taki wynik w landzie to czytelny i bolesny sygnał wysłany bezpośrednio do Berlina, zmuszający koalicję rządzącą do przewartościowania dotychczasowych działań.
Współprzewodniczący SPD oraz wicekanclerz Lars Klingbeil podkreślił w wypowiedzi dla stacji ZDF, że obecna sytuacja wymaga głębokiej refleksji nad kierunkiem polityki federalnej. Zapewnił przy tym, że rząd wyciągnie z tego głosu obywateli wnioski, próbując uspokoić opinię publiczną.
W podobnym tonie wypowiadają się media sprzyjające rządowi Friedricha Merza, które ostro oceniły porażkę ugrupowań rządzących, a zaczęły nawet szukać winnych porażki i wskazują, że Merz ma do zrobienia dwie rzeczy. Rozwiązaniem stać się ma podjęcie działań naprawczych, które pozwolą na odwrócenie całego trendu politycznego, który Niemcy przyjęły w ostatnich latach. O ile ta opcja nie będzie do przyjęcia, odejście Merza od kierowania rządem i CDU.
Pytanie o to, czy sukces z Saksonii-Anhalt da się powtórzyć na szczeblu ogólnokrajowym, staje się dziś kluczowym dylematem niemieckiej polityki, choć wiele wskazuje, że proces przejmowania władzy właśnie się rozpoczął. Taki wynik wyraźnie pokazuje przełamanie dotychczasowych barier psychologicznych i zmianę preferencji społecznych, co z kolei może wywołać efekt domina w kolejnych regionach.
Przejęcie inicjatywy w jednym z kluczowych landów udowadnia, że dotychczasowe metody izolacji i krytyki AfD przestają przynosić zamierzone skutki, a wyborcy coraz chętniej szukają alternatywy poza tradycyjnym establishmentem. Jeśli rząd w Berlinie nie przedstawi przekonujących rozwiązań w kwestiach kluczowych dla obywateli, lokalny przełom może wkrótce przekształcić się w trwałą zmianę układu sił w całej Republice Federalnej Niemiec.
*
Sytuacja z Niemiec w prosty sposób może być przełożona na irlandzki grunt, bo przecież mamy tu dokładnie taki sam problem polityczny, w którym Sinn Féin stara się o przejęcie władzy. Jeżeli natomiast dwie główne partie nie zmienią prowadzonej przez siebie polityki, nie będą odpowiadać na zapotrzebowanie społeczne, w pewnym momencie mogą utracić władzę na rzecz ugrupowania Mary Lou McDonald. To akurat pokazały wybory w landzie Saksonii-Anhalt.
Wiadomo przecież, że nastroje społeczne w Europie zaczynają się zmieniać, a nie są one wynikiem przewrotności rdzennych mieszkańców kontynentu, bo wynikają z prowadzonej polityki i to zarówno migracyjnej, jak i klimatycznej, a co za tym idzie, finansowej oraz gospodarczej.
Bogdan Feręc
Źr. Polskie Radio/AfD
Fot. CC Haisollokopas
