Miliony dla wybranych, rachunek dla wszystkich. Jak rząd Irlandii rozrzuca pieniądze podatników na zakwaterowanie uchodźców
Skala pieniędzy publicznych pompowanych w system zakwaterowania uchodźców w Irlandii zaczyna wychodzić na jaw i trudno oprzeć się wrażeniu, że państwo przez lata funkcjonowało jak hojny bankomat dla podmiotów zarządzanych przez prywatnych właścicieli. Przypadek dawnego hotelu Citywest w Saggart w zachodnim Dublinie jest dziś symbolem tego, jak brak kontroli, przejrzystości i długofalowej strategii kosztuje podatników setki milionów euro.
Po raz pierwszy ujawniono realne zyski, jakie osiągnęli poprzedni właściciele Citywest – fundusz Tetrarch Capital, przede wszystkim dzięki kontraktom na zakwaterowanie uchodźców. Zaległe sprawozdania finansowe pokazują, że tylko w 2022 roku spółka wygenerowała 17,5 mln euro zysku operacyjnego, choć rok wcześniej firma była pod kreską. Jeszcze w 2019 roku spółka Cape Wrath UC, właściciel hotelu Citywest notowała stratę przed opodatkowaniem na poziomie 77 tys. Euro, więc biznes hotelowy był daleki od rentowności. Wszystko zmieniło się wraz z wejściem do gry państwa.
Od 2020 roku rząd dzierżawił 764-miejscowy hotel i centrum konferencyjne, a najpierw jako punkt testów i szczepień COVID-19, a od 2022 roku jako kluczowy ośrodek International Protection Accommodation Service (IPAS), obsługujący osoby ubiegające się o azyl oraz uchodźców z Ukrainy.
Efekt finansowy? Spektakularny, bo przychody Citywest wzrosły niemal trzykrotnie, czyli z 16,2 mln euro w 2021 roku do 48,28 mln euro w 2022. Firma, która rok wcześniej miała stratę operacyjną blisko 800 tys. euro, nagle zaczęła liczyć pieniądze płynące do niej szerokim strumieniem. Zysk netto za 2022 rok wyniósł 12,48 mln euro i to już po zapłaceniu podatków.
Dyrektorzy uznali te wyniki za „satysfakcjonujące”, ale dla podatników to raczej gorzka ironia.
Dane Departamentu Integracji pokazują, że w 2023 roku poprzedni właściciel Citywest otrzymał od państwa 53,7 mln euro za zakwaterowanie uchodźców, natomiast w 2024 roku kwota ta wzrosła do 70,8 mln euro. Przypomnijmy, że mówimy o jednym obiekcie i jednym prywatnym podmiocie. Przez lata zyski te pozostawały poza debatą publiczną, a sprawozdania finansowe podpisano w listopadzie 2023 roku, ale złożono je w rejestrze spółek dopiero niedawno. Transparentność przyszła późno, więc gdy rachunki zostały już zapłacone.
W sierpniu tego roku rząd sfinalizował zakup miejsc w Citywest za 148,25 mln euro, a minister sprawiedliwości, spraw wewnętrznych i migracji Jim O’Callaghan przekonywał, że to dobra decyzja, która w porównaniu z modelem leasingowym przyniesie oszczędności i pozwoli odzyskać koszt zakupu w ciągu czterech lat. W perspektywie 25 lat – oczywiście według rządu, państwo „zaoszczędzić” ma nawet 1 mld euro.
Problem w tym, że te argumenty padają po latach hojnego finansowania prywatnego właściciela. Państwo najpierw płaciło dziesiątki milionów euro rocznie, umożliwiając wygenerowanie ogromnych zysków, a dopiero później zdecydowało się na zakup obiektu. To klasyczny przykład gaszenia pożaru, który samo wcześniej rozpaliło.
Citywest to nie tylko liczby w tabelach. W październiku doszło tam do zamieszek i starć z policją po głośnym incydencie kryminalnym w okolicy ośrodka. Lokalna społeczność od dawna sygnalizuje napięcia i brak dialogu, podczas gdy rząd skupia się głównie na narracji o „konieczności” i „braku alternatyw”. Tymczasem pytania pozostają bez odpowiedzi. Dlaczego przez lata akceptowano model, w którym prywatne fundusze osiągają dwucyfrowe milionowe zyski z publicznych pieniędzy? Dlaczego umowy były tak korzystne dla właścicieli, a tak kosztowne dla państwa? I wreszcie – kto ponosi polityczną odpowiedzialność za te decyzje?
Zyski za lata 2023, 2024 i 2025 zostaną ujawnione dopiero po złożeniu kolejnych sprawozdań finansowych. Można jednak przypuszczać, że nie będą one skromne. Citywest pokazuje mechanizm, który działał w całym kraju, więc kryzys humanitarny stał się dla wybranych modelem biznesowym, a dla reszty społeczeństwa, cóż, rosnącym obciążeniem fiskalnym. Pomoc uchodźcom jest obowiązkiem moralnym i prawnym, bo nikogo nie powinno zostawiać się bez wsparcia, ale pomoc bez kontroli, bez przejrzystości i bez gospodarności staje się politycznym nadużyciem. Irlandzcy podatnicy mają prawo wiedzieć, ile naprawdę kosztuje ten system – i kto na nim zarabia.
Bogdan Feręc
Źr. Breaking News
Photo CC BY-SA 2.0 P L Chadwick


