Lotniczy punkt zapalny nad Atlantykiem. Jak USA mogą odpowiedzieć Irlandii
Relacje lotnicze między Stanami Zjednoczonymi a Irlandią wchodzą w fazę podwyższonego napięcia i Departament Transportu USA postawił rząd w Dublinie pod presją czasu, dając mu 14 dni na formalną odpowiedź na skargę dotyczącą limitu pasażerów na lotnisku w Dublinie. Stawką jest realna groźba ograniczenia, a nawet zawieszenia części lotów transatlantyckich irlandzkich przewoźników do USA.
Sprawa nabrała tempa po tym, jak organizacja Airlines for America (A4A) – reprezentująca m.in. Delta Air Lines, United Airlines i JetBlue złożyła w Waszyngtonie formalną skargę. Zarzut jest jednoznaczny, więc Irlandia, utrzymując limit pasażerów w porcie lotniczym w Dublinie, narusza prawo Unii Europejskiej oraz umowę o transporcie lotniczym między USA a UE. Choć American Airlines należy do A4A, nie jest stroną tego postępowania. Według skarżących, jeśli do 1 lutego rząd Irlandii nie przyjmie nadzwyczajnych regulacji zawieszających lub znoszących limit, Departament Transportu USA powinien przygotować się na działania odwetowe wobec irlandzkich linii lotniczych. W praktyce mogłoby to oznaczać ograniczenie ich dostępu do amerykańskiego rynku, czyli ruch o poważnych konsekwencjach gospodarczych i politycznych.
Amerykański Departament Transportu zapowiedział, że po otrzymaniu odpowiedzi od wszystkich stron, w tym rządu Irlandii i instytucji unijnych, dokładnie przeanalizuje argumenty, zanim podejmie dalsze kroki. Zgodnie z procedurą, decyzja musi zapaść w ciągu 60 dni od złożenia skargi, choć termin ten może zostać wydłużony do 90 dni, a w wyjątkowych przypadkach nawet o kolejne 90, jeśli uzna się, że negocjacje zmierzają ku porozumieniu lub wymaga tego interes publiczny.
Sednem sporu jest limit 32 milionów pasażerów rocznie, wprowadzony w 2007 roku jako warunek planistyczny przy budowie Terminalu 2 na lotnisku w Dublinie. Formalnie limit nadal obowiązuje, lecz w praktyce został zawieszony, ponieważ sprawa trafiła do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Opinia rzecznika generalnego ma zostać przedstawiona w przyszłym miesiącu, a ostateczny wyrok zapadnie kilka miesięcy później.
Sytuację dodatkowo komplikuje wewnętrzny spór polityczno-administracyjny w Irlandii. Minister transportu Darragh O’Brien publicznie oskarżył wysokich rangą urzędników państwowych o blokowanie działań zmierzających do zniesienia limitu. To pokazuje, że problem nie jest wyłącznie międzynarodowy i ma także głęboki wymiar krajowy.
Odpowiedź USA może więc przybrać kilka form – od presji dyplomatycznej i negocjacji, przez formalne postępowanie administracyjne, aż po konkretne restrykcje wobec irlandzkich przewoźników. Dla Irlandii, której gospodarka w dużej mierze opiera się na łączności transatlantyckiej, byłby to sygnał ostrzegawczy najwyższej wagi. Najbliższe dwa tygodnie pokażą, czy Dublin zdecyduje się na szybkie rozwiązanie legislacyjne, czy też konflikt wejdzie na kurs kolizyjny, z którego trudno będzie wyhamować bez strat po obu stronach Atlantyku.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
