Irlandzki krok ku embargo na towary z terytoriów okupowanych
W cieniu przedłużającego się konfliktu i narastającej fali przemocy na Bliskim Wschodzie Dublin podejmuje suwerenną próbę przełożenia deklaracji o ochronie praw człowieka na język terytorialnych restrykcji gospodarczych. Minister spraw zagranicznych Helen McEntee zapowiedziała wniesienie pod obrady rządu długo oczekiwanej ustawy o terytoriach okupowanych, wyrażając jednocześnie głęboką nadzieję, że zakaz importu towarów pochodzących z nielegalnych osiedli izraelskich wejdzie w życie zapewne w lipcu.
U podstaw przyspieszenia prac nad ustawą leży głębokie przekonanie irlandzkich władz, że dotychczasowe ramy dyplomatyczne wyczerpały swoją skuteczność w starciu z twardą rzeczywistością geopolityczną. Szefowa irlandzkiej dyplomacji wprost wskazuje, że niedawna eskalacja brutalności ze strony osadników na Zachodnim Brzegu jednoznacznie dowodzi braku woli rządu Izraela do wypracowania trwałego, pokojowego kompromisu. W tym kontekście nowe prawo ma stanowić jednoznaczną, państwową odpowiedź na działania określane przez Dublin jako całkowicie niedopuszczalne oraz jawnie sprzeczne z prawem międzynarodowym. Irlandia dąży do stworzenia mechanizmu, który nie tylko formalnie potępi aneksję, ale przede wszystkim realnie odetnie rynek krajowy od owoców nielegalnej kolonizacji.
Droga do pełnego konsensusu wokół ostatecznego kształtu przepisów ujawnia jednak wewnętrzne dylematy i pragmatyzm, przed jakimi staje współczesne państwo zakorzenione w globalnych strukturach gospodarczych. Choć pierwotny projekt zakładał bezkompromisowy, całościowy zakaz obejmujący zarówno towary, jak i usługi, ostateczna wersja została istotnie okrojona.
Premier Micheál Martin, broniąc decyzji o wykluczeniu usług z mechanizmu sankcyjnego, powołał się na jednoznaczne i surowe ekspertyzy prawne. Szef rządu przyznał, że całkowite odcięcie wymiany usługowej okazało się intencją niewykonalną w praktyce wdrożeniowej, a jej forsowanie mogłoby uderzyć rykoszetem w samą Irlandię, destabilizując kluczowe dla tamtejszej gospodarki relacje z amerykańskimi korporacjami ponadnarodowymi.
Mimo tych kompromisów Dublin stara się pozycjonować jako lider moralnego nacisku wewnątrz Unii Europejskiej, doskonale rozumiejąc, że dopiero wspólnotowe embargo przyniosłoby decydujący zwrot ekonomiczny. Helen McEntee konsekwentnie lobbuje na rzecz wprowadzenia analogicznego, zbiorowego zakazu handlu na poziomie całej UE, wskazując, że byłaby to najbardziej efektywna forma presji. Choć unijna dyplomacja tradycyjnie cierpi na brak jednomyślności w kwestiach bliskowschodnich, ostatnie wydarzenia, w tym zatrzymanie przez izraelskie siły aktywistów z globalnej flotylli sumud, zaczynają zauważalnie rewidować nastroje w Brukseli. Świadczy o tym chociażby bezprecedensowa, niedawna decyzja państw członkowskich o nałożeniu pierwszych sankcji personalnych na radykalnych osadników.
Krytycy ustawy, a rekrutujący się głównie ze środowisk domagających się pełnej alienacji gospodarczej Tel Awiwu, zarzucają rządowi, że proponowane restrykcje są zbyt spóźnione i niewystarczające z powodu wyłączenia sektora usług. Głos w tej dyskusji zabrał jednak Simon Harris i zdecydowanie odrzucając narrację o rzekomej fasadowości irlandzkich działań. Powołując się na bezpośrednie relacje z władzami palestyńskimi, Harris podkreślił, że strona palestyńska postrzega Irlandię jako jednego z najwierniejszych i najbardziej bezkompromisowych sojuszników na arenie międzynarodowej, regularnie i odważnie stającego w obronie prawa humanitarnego oraz niosącego wymierną pomoc finansową.
Projektowane embargo, niezależnie od swoich technicznych ograniczeń, bez wątpienia umacnia pozycję Dublina jako europejskiego sumienia w polityce wobec terytoriów okupowanych.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Photo by Chris Hearn on Unsplash
