Irlandia mówi „nie” Brukseli. Czy Mercosur zatrzymany zostanie głosami Zielonej Wyspy?
Irlandia szykuje się do politycznego zderzenia z Unią Europejską i dzisiaj w Brukseli padnie głos sprzeciwu wobec jednej z największych umów handlowych świata – porozumienia UE–Mercosur. Premier Micheál Martin i wicepremier Simon Harris potwierdzili jednoznacznie, że Dublin zagłosuje przeciwko i to bez dyplomatycznego mrugania okiem. Sprawa dotyczy rolnictwa, standardów i, jak to zwykle bywa, zaufania, którego zabrakło.
Rząd przyznaje, że w trakcie negocjacji poczyniono postępy, zwłaszcza jeśli chodzi o zabezpieczenia rynku wołowiny z Ameryki Południowej, ale to za mało. Zdaniem Micheála Martina nie ma dziś pewności, że irlandzcy i europejscy rolnicy nie zostaną wystawieni do wiatru przez systemy produkcji żywności, które są mniej restrykcyjne, bardziej emisyjne i tańsze. A tanio, jak wiadomo, w polityce rolnej bywa zabójcze.
Premier, przemawiając w Szanghaju, nie owijał w bawełnę. Standardy środowiskowe, normy produkcji, odpowiedzialność klimatyczna – to nie są dodatki do umowy, tylko jej kręgosłup. Jeśli ten kręgosłup jest krzywy, Irlandia nie zamierza udawać, że wszystko gra. I nie, jak podkreślił Martin, nie ma tu hipokryzji w promowaniu handlu z Chinami przy jednoczesnym sprzeciwie wobec Mercosuru. Każdy rynek jest inny, a irlandzcy rolnicy od dawna mówią jasno, iż nie chcą konkurować z wołowiną, która nie spełnia tych samych zasad gry.
Simon Harris dorzuca do tego polityczny realizm. Umowa wcale nie jest jeszcze przesądzona, bo przed nią stoi Parlament Europejski. Irlandzcy europosłowie mają walczyć o dodatkowe zabezpieczenia, choć sam rząd przyznaje, że w obecnym kształcie porozumienie jest po prostu niewystarczające. Program rządowy mówił jasno, że Irlandia nie poprze umowy z Mercosur w tej formie i na tym stanowisku Dublin pozostaje.
Opozycja jednak nie klaska. Liderka Sinn Féin Mary Lou McDonald oceniła decyzję rządu jako „za małą i za późną”. Jej zdaniem koalicja miała wiele okazji, by skutecznie zablokować porozumienie wcześniej, a obecny sprzeciw wygląda raczej na nerwowy manewr, gdy szkody polityczne są już widoczne. Padły też oskarżenia o cynizm, zwłaszcza po wcześniejszych sygnałach, że Irlandia mogłaby być otwarta na kompromis.
Stawka natomiast jest ogromna i jeśli umowa wejdzie w życie, powstanie największa na świecie strefa wolnego handlu. Eksport UE do Argentyny, Brazylii, Paragwaju i Urugwaju mógłby wzrosnąć nawet o 39 proc., a wartość gospodarki europejskiej – o 49 mld euro. W czasach globalnej niestabilności i rosnących ceł brzmi to, jak kusząca obietnica, ale dla rolników to także wizja brutalnej konkurencji z tańszą produkcją spoza Europy. Nieprzypadkowo Irlandia nie jest sama. Sprzeciw zgłaszają też Francja, Włochy i Polska, a na francuskich drogach już słychać gniew traktorów, które dzisiaj pojawią się przed Parlamentem Europejskim. Rolnicy blokują wjazdy do Paryża, przejeżdżają Polami Elizejskimi i otaczają Łuk Triumfalny. Protesty zwiększają presję na Emmanuela Macrona, który i tak balansuje bez większości parlamentarnej. W Polsce także zaplanowano na dzisiaj rolnicze protesty, aby utwierdzić władze w przekonaniu, że nie odpuścili.
W Dublinie rolnicy odetchnęli z ulgą. Prezes Irlandzkiego Stowarzyszenia Rolników Francie Gorman jasno stwierdził, że rząd nie miał innego wiarygodnego wyjścia. Zaproponowane przez Komisję Europejską zabezpieczenia nie gwarantują, że południowoamerykańska wołowina spełni unijne normy. Każda inna decyzja byłaby, w jego słowach, zwykłym zawodem.
Irlandia więc staje okoniem. Wbrew presji, wbrew narracji o „historycznej szansie”, wbrew części Brukseli. To ruch ryzykowny, ale czytelny, że Zielona Wyspa broni swoich pól, swoich standardów i swojej politycznej wiarygodności. Natomiast Unia Europejska przekona się dzisiaj, że nawet w wielkiej machinie handlowej jeden głos potrafi zabrzmieć bardzo głośno.
Bogdan Feręc
Źr. RTE
Fot. X – Micheal Martin TD
