Iluzja budżetowej ulgi. Dlaczego ogrzewanie domów w Irlandii stało się luksusem
Ostatnie decyzje podatkowe, które miały przynieść wytchnienie milionom domostw, zderzyły się z brutalną rzeczywistością globalnych rynków paliwowych.
Decyzja rządu o obniżeniu podatku węglowego miała dać konsumentom wyraźny oddech finansowy i zmniejszyć koszty dostaw oleju opałowego. Nadzieje te okazały się jednak złudne, a efekt zbiegł się w czasie z gwałtownymi podwyżkami stawek rynkowych. Każdy, kto wstrzymywał się z napełnieniem domowego zbiornika, stoi dziś w obliczu wydatków, jakich na Zielonej Wyspie nie notowano od bardzo dawna.
Przedstawiciele branży nie zostawiają na rządowych zapowiedziach suchej nitki, nazywając wprowadzane zmiany nieistotnymi w zestawieniu z podwyżkami. Projektowana obniżka podatku pozwala na zaoszczędzenie około 5 centów na jednym litrze paliwa, co przy standardowym zamówieniu rzędu 500 litrów daje kwotę rzędu 25 euro. Wystarczyło jednak kilka dni, aby rynkowe ceny nafty skoczyły o kilkanaście centów na litrze, co z nawiązką skasowało jakiekolwiek oszczędności oferowane przez państwo. W rezultacie dostawa, która jeszcze tydzień temu kosztowała około osiemset euro, dziś wyceniana jest na blisko 850 euro.
Strategia przeczekania, jaką przyjęło tysiące rodzin, przyniosła niestety opłakane skutki. Zamiast obiecanych spadków cen, konsumenci natrafili na spiętrzenie popytu przy jednocześnie silnie ograniczonej podaży. Przedstawiciele UK and Ireland Fuel Distributors Association zwracają uwagę na fakt, że domowe zbiorniki w całym kraju opustoszały, gdy odbiorcy czekali na ogłoszenie budżetu. Gdy spiętrzony popyt uderzył w rynek, zapasy okazały się znikome, a sama konstrukcja budżetu błyskawicznie straciła swoją aktualność w starciu z realną ceną zakupu hurtowego, która ustalana jest każdego poranka na nowo.
Statystyki pokazują bezwzględną skalę zjawiska, uderzającego w około 700 tysięcy gospodarstw domowych wykorzystujących olej opałowy jako główne źródło ciepła. Dane Centralnego Urzędu Statystycznego wskazują, że nafta poszybowała w górę o ponad 58 procent w skali roku, a sam wrzesień przyniósł wzrosty przekraczające 7 procent. Nałożyły się na to międzynarodowe konflikty, silny kurs dolara względem euro oraz ograniczona wydajność rafinerii. Prawie cały import przechodzi przez terminal paliw w Dublinie, co czyni krajowy rynek wysoce wrażliwym na wstrząsy w światowych łańcuchach dostaw.
Analitycy z serwisu Bonkers.ie wskazują, że skala jesiennych skoków cen całkowicie przyćmiła jakiekolwiek rządowe wsparcie. Jeszcze na początku lata koszt napełnienia tysiąca litrów oscylował wokół tysiąca dwustu euro, podczas gdy obecnie trzeba wydać znacznie ponad 1600 euro. Przeskok kosztowy jest drastyczny, gdy spojrzy się na perspektywę ostatnich kilku lat – stawki za całkowite zatankowanie zbiornika dosłownie podwoiły się. Trudna sytuacja zmusza coraz większą liczbę mieszkańców do kupowania paliwa na raty i zamawiania znacznie mniejszych ilości.
Wysokie ceny energii nie omijają również odbiorców gazu ziemnego, gdzie koszty wzrosły do poziomów niespotykanych od lat. Niezależnie od wybranego systemu grzewczego, mieszkańcy wyspy muszą przygotować się na wyjątkowo wymagający i kosztowny sezon zimowy.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Photo by hessam nabavi on Unsplash

