Gospodarka na cienkim lodzie. Bank Centralny ostrzega przed skokiem inflacji
Irlandzki Bank Centralny podniósł brwi całemu krajowi i to nie w geście zdziwienia, lecz ostrzeżenia. W najnowszej prognozie gospodarczej ta jedna z najważniejszych instytucji w Irlandii mówi wprost, że poważny szok energetyczny, będący następstwem wojny z Iranem, a może wypchnąć inflację w tym roku powyżej 4%. Co istotne, to jest już poziom, przy którym portfele gospodarstw domowych zaczynają trzeszczeć.
Ekonomiści podkreślają, że rosnące ceny paliw przełożą się na spadek realnych dochodów rodzin, czyli mniej pieniędzy na codzienne życie, a więcej na to, czego nikt nie kupuje z przyjemnością, więc energię, transport i ogrzewanie. W scenariuszu bazowym inflacja w 2026 r. wynieść ma 2,9%, ale w wariancie pesymistycznym może skoczyć na 4,2% i utrzymać się na wysokim poziomie również w 2027 r. To oznacza dłuższy marsz przez gospodarcze bagno, z którego nie da się wyjść suchą stopą.
„Skala skutków zależy od czasu trwania i intensywności konfliktu oraz zniszczeń na Bliskim Wschodzie”, tłumaczy Robert Kelly – dyrektor ds. ekonomii i statystyki. Jego słowa wybrzmiewają jak przypomnienie, że irlandzka gospodarka jest krucha niczym porcelanowy talerz podróżujący pocztą i wystarczy jeden wstrząs w globalnym łańcuchu dostaw, a wszystko zaczyna się sypać.
W prognozie wskazano też, że wzrost gospodarczy spowolni do 2,9% w tym roku, by dopiero w 2027 r. lub później odbić do 4,9%. Co gorsza, państwowe finanse nie prezentują się zbyt różowo, bo deficyt bazowy, czyli budżet bez nieprzewidywalnych wpływów z podatku korporacyjnego, ma się do 2028 r. podwoić. To sygnał, że Irlandia wydaje więcej, niż jest w stanie zebrać, a poduszka finansowa topnieje jak lód w letnim słońcu. Bank ostrzega jednocześnie, że w razie kolejnego kryzysu rząd będzie miał „bardziej ograniczoną” możliwość reakcji niż w 2022 r., kiedy nadwyżkowy CIT działał niczym koło ratunkowe. Tym razem takiego luksusu może zabraknąć, a pole manewru, jak podkreśla Kelly, jest znacznie ciaśniejsze.
Wskazano również na rynek pracy, który nieco zwolni, więc bezrobocie ma w nadchodzących latach lekko wzrosnąć, przekraczając 5%. Z kolei budownictwo, choć wciąż teoretycznie rośnie, nadal walczy o tempo, w tym roku powstanie ok. 40 tys. domów, w 2026 r. już tylko 36 tys., ale później produkcja ma znów przyspieszyć do 43 tys. w 2027 r. i 46 tys. w 2028 r.
Rząd, według Banku Centralnego, powinien teraz koncentrować się na „ukierunkowanych, tymczasowych i dostosowanych działaniach” dla najbardziej dotkniętych gospodarstw domowych. Innymi słowy, chirurgiczna precyzja zamiast hojnego rozrzucania pieniędzy z helikoptera. W budżecie zarezerwowano miliard euro w funduszu awaryjnym, ale na obecne potrzeby zużyto już jedną czwartą tej kwoty, a to dopiero początek roku.
Najważniejsze, co podkreśla Kelly, jest to, jak te środki będą zaprojektowane, bo w gospodarce, podobnie jak w życiu, liczy się nie tylko to, ile wydajesz, ale jak wydajesz. Irlandia staje więc przed trudnym pytaniem: jak przejść przez burzę, mając coraz mniej żagli i coraz więcej fal na pokładzie? Pewne jest obecnie to, że jeśli energia wciąż będzie dyktować warunki, a inflacja zacznie galopować, to nawet najbardziej cierpliwy irlandzki konsument w końcu poczuje, że ktoś wyciąga mu pieniądze wprost z kieszeni. I raczej nie będzie to nikt z lokalnego sklepu z pieczywem.
Bogdan Feręc
Źr. RTE
Photo by Shutter Speed on Unsplash
