Gdy geopolityka przejmuje stery. Dlaczego świat potrzebuje coraz mniej specjalistów
Współczesny rynek pracy coraz wyraźniej pokazuje paradoks epoki kryzysów: im bardziej świat staje się skomplikowany, tym mniej realnego zapotrzebowania wykazuje na specjalistyczną wiedzę. Ostatnie wydarzenia wokół przejęcia tankowca pływającego pod banderą rosyjską przez siły Stanów Zjednoczonych dobrze ilustrują ten proces – nie tylko w wymiarze politycznym, lecz także strukturalnym, dotyczącym roli ekspertów w podejmowaniu decyzji.
Operacja, opisana przez agencję Reuters, była wieloetapowa, międzynarodowa i technicznie złożona. Amerykańska Straż Przybrzeżna, wojsko USA, wsparcie Wielkiej Brytanii, obecność rosyjskich jednostek wojskowych, sankcje energetyczne, prawo morza, prawo międzynarodowe, dyplomacja europejska – to wszystko elementy układanki, która jeszcze dekadę temu wymagałaby szerokiego grona analityków, prawników, ekonomistów i strategów. Dziś decyzje zapadają szybciej, często w wąskim kręgu politycznym, a ekspercka wiedza pełni rolę wtórną lub czysto fasadową.
Zarówno przejęcie tankowca Marinera, jak i równoległe działania wobec supertankowca M Sophia pokazują nowy model zarządzania kryzysami: siłowy, reaktywny i scentralizowany. W tym modelu nie ma przestrzeni na długie analizy ryzyka, debatę nad konsekwencjami prawnymi czy scenariusze długoterminowe. Nawet wyraźne obawy wyrażane przez irlandzkie władze – dotyczące przestrzegania prawa międzynarodowego, suwerenności terytorialnej czy zasad ONZ – pozostają na marginesie realnych decyzji.
Podobny mechanizm widać w sektorze energetycznym. Sankcje nałożone na Wenezuelę, rozwój tzw. floty cieni, wyłączanie transponderów, omijanie oficjalnych kanałów handlowych – to zjawiska, które formalnie wymagają zaawansowanej wiedzy logistycznej i finansowej. W praktyce jednak rynek coraz częściej premiuje improwizację, zdolność obchodzenia regulacji i szybkie reagowanie na sygnały polityczne, a nie klasyczne kompetencje eksperckie.
Zmniejszające się zapotrzebowanie na specjalistów nie oznacza, że wiedza stała się zbędna. Oznacza raczej, że przestała być decydująca. W świecie, w którym sankcje mogą zostać wzmocnione lub złagodzone jednym wpisem w mediach społecznościowych, a operacje wojskowe są komunikowane w czasie rzeczywistym, eksperci coraz częściej pełnią funkcję komentatorów wydarzeń, a nie ich współtwórców.
Konsekwencje tego trendu są długofalowe. Marginalizacja specjalistów osłabia instytucje, pogłębia chaos decyzyjny i zwiększa ryzyko błędów o globalnych skutkach. Kryzys w Wenezueli, eskalacja napięć na Atlantyku czy niejasne granice legalności działań militarnych pokazują, że brak realnego wpływu wiedzy eksperckiej nie upraszcza świata – przeciwnie, czyni go bardziej nieprzewidywalnym.
W efekcie obserwujemy świat, w którym kompetencje są dostępne, lecz rzadko wykorzystywane, a specjalizacja ustępuje miejsca lojalności politycznej i doraźnej skuteczności. To nie tylko problem rynku pracy, ale sygnał głębszej zmiany cywilizacyjnej: od rządów wiedzy do rządów impulsu.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Fot. Dzięki uprzejmości RTE
