Finansowa gilotyna w lotniczym wydaniu. Sztuka rządowych interesów
Gospodarka rynkowa rządzi się swoimi prawami, jednak w wykonaniu aparatów państwowych pojęcie rentowności od lat przyjmuje wyjątkowo elastyczne definicje. Irlandzki Departament Obrony dostarczył właśnie kolejnego podręcznikowego przykładu na to, jak zoptymalizować majątek publiczny, łącząc wysokie koszty zakupu z drastyczną utratą wartości na wyjściu.
Historia rządowego samolotu Learjet 45 to swoista kronika zapowiedzianej straty, w której optymistyczne szacunki doradców błyskawicznie zderzyły się z twardą rynkową rzeczywistością. Klasyczna zasada inwestycyjna kupuj drogo, sprzedawaj tanio po raz kolejny znalazła swoje urzeczywistnienie w gabinetach decydentów.
Wszystko zaczęło się w 2003 roku, kiedy państwo podjęło decyzję o zakupie nowej maszyny do obsługi przewozów VIP oraz misji rządowych. Transakcja opiewała wówczas na kwotę niespełna 10 milionów euro. Eksploatacja floty przez dwie dekady okazała się jednak daleka od wzorcowej, a sam Learjet zyskał niechlubną sławę sprzętu usterkowego, generującego permanentne problemy z niezawodnością.
Zamiast budować prestiż i sprawność logistyczną, maszyna spędzała nieproporcjonalnie dużo czasu w serwisowych hangarach, co ostatecznie przypieczętowało jej los i wymusiło poszukiwanie następców.
Gdy podjęto decyzję o wycofaniu zawodnego statku powietrznego ze służby, do gry wkroczyły analizy rynkowe. Dokumenty ujawnione na mocy ustawy o wolności informacji (Freedom of Information) rzucają wyraziste światło na proces decyzyjny. Departament Obrony zasięgnął opinii zewnętrznej firmy doradczej Altea Aero, która miała pomóc w spieniężeniu wycofanego majątku. Jeszcze w grudniu ubiegłego roku ekspertyzy wyglądały obiecująco. Zapewniano wówczas departament, że maszyna może osiągnąć cenę dochodzącą do 1,95 miliona dolarów, co w przeliczeniu dawało około 1,68 miliona euro. Wersja oficjalnie podawana do wiadomości zakładała przychód rzędu przynajmniej 1,7 miliona euro.
Rzeczywistość zweryfikowała te wyliczenia w sposób bezwzględny i niespotykanie szybki. W ciągu zaledwie trzech miesięcy otoczenie rynkowe uległo całkowitej przemianie. Wyjątkowo wąski sektor statków powietrznych tego typu, został nagle zalany podobnymi ofertami. Jak poinformowali analitycy z Altea Aero, w krótkim czasie na demontaż trafiły trzy inne egzemplarze Learjet 45, a kolejnych pięć maszyn czekało na rozbiórkę. Nadpodaż używanych podzespołów doprowadziła do gwałtownej przeceny. Pod koniec pierwszego kwartału rynek wtórny zalały części zamienne do floty, która sama w sobie niszowo kurczyła się z roku na rok.
W marcu minister Simon Harris otrzymał zawiadomienie, z którego jednoznacznie wynikało, że z pierwotnych szacunków opiewających na niemal 1,7 miliona euro, nie pozostało praktycznie nic. W postępowaniu ofertowym wpłynęły zaledwie trzy propozycje: pierwsza opiewała na skromne 250 tysięcy dolarów, druga na 685 tysięcy dolarów, a najwyższa wynosiła 1,1 miliona dolarów. Doradcy bez ogródek wskazali, że w obecnej koniunkturze przebicie tej kwoty graniczy z cudem, rekomendując niezwłoczne podpisanie umowy. Kilka dni później minister złożył podpis pod dokumentami sprzedażowymi, zamykając transakcję na kwotę zaledwie 950 tysięcy euro.
Ostateczny bilans jest wymowny: kupiony za niemal 10 milionów euro samolot, sprzedany został za ułamek swojej wartości początkowej, trafiając w ręce firmy wyspecjalizowanej w rozbiórkach statków powietrznych.
Ironią całej sytuacji pozostaje fakt, że dramat niezawodności Learjeta doczekał się podwójnie kosztownej puenty. Aby zastąpić wysłużony i kapryśny statek powietrzny, rząd zdecydował się na zakup luksusowego odrzutowca klasy executive – Dassault Falcon. Wartość nowej inwestycji zamknęła się w kwocie 53 milionów euro.
Pozostaje mieć nadzieję, że przy kolejnej wymianie floty rządowi eksperci od restrukturyzacji majątku wykażą się nieco lepszym wyczuciem cykli koniunkturalnych.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Fot. Irish Defence Forces
