Felieton sobotni Jana A. Kowalskiego: Pan też ma napletek, tylko usunięty
Scedowaliśmy na postkomunistyczną szkołę i takiż Kościół wykształcenie i wychowanie naszych dzieci do mądrości i wolności. W obu przypadkach ponieśliśmy klęskę. Nasze dzieci są głupsze niż my, ich rodzice i dziadkowie, a większość stała się poganami i wrogami nie tylko Kościoła, ale też Wiary.
Miałem dziś napisać o węgierskim doświadczeniu, jakie powinniśmy wyciągnąć z porażki Victora Orbana. Jednak po ostatnim tekście, jaki zamieściliśmy również na FB, pomyślałem, doznalem trochę innej refleksji.
Rzucili się na nas wszyscy obrońcy posła Berkowicza – za humoreskę na temat jego głupoty politycznej, jaką pokazał w polskim Sejmie. Gdyby nie było transmisji obrad, o co apeluję od paru lat temu, niczego by nie pokazał. To dlatego, że posłowie mogą się pokazać swoim grupom na zewnątrz, obrady Sejmu zaczynają przypominać kabaret. Rzecz jasna apeluję też o całkiem inny kształt polskiego parlamentu, bardzo mniej rozrywkowy.
Nasz admin bronił się dzielnie, dwoił się i troił, w końcu poległ. Odznaczamy go Orderem Virtuti Civilitati, pośmiertnie😉
Zaczęło się prawie niewinnie.
Oho, napletkowo-pisuarowy portal – zauważył jeden czytelnik. Niegroźna uwaga, jak na nasze czasy.
Admin zareagował prawidłowo:
Pan też ma napletek. To nie to samo co rozum.
Niczego nie można zarzucić tej odpowiedzi pod kątem logicznej złośliwości wywodu. Czego doczekał się w zamian?
Pan też ma napletek tylko usunięty. Podobnie jak mózg.
Tu już nie było poczucia humoru, tym bardziej logiki. Więcej równie odkrywczych wpisów nie będę przytaczał.
Miałem dziś napisać o sprawach ważnych, światowych i polskich. Tylko po co, skoro pokolenie 30- i 40-latków nie rozumie słowa pisanego? A logiczną wypowiedź może tylko głupkowato obśmiać.
Tak to się musiało skończyć. Reforma polskiej szkoły, wprowadzona ustawą w roku Stanu Wojennego (styczeń 1982, Karta Nauczyciela), dokonała dzieła zniszczenia. Pisałem o tym przed paroma laty.
I powtórzyłem partę lat później, przy okazji zlikwidowania przez obecnego prezydenta USA Departamentu Edukacji – niepotrzebnego biurokratycznego tworu, zajmującego się głównie demoralizacją młodzieży i marnowaniem środków publicznych.
Mam nadzieję, że obecnej i kolejnej administracji amerykańskiej uda się ta misja ratunkowa. Tymczasem nasze polskie dzieci są tej szansy pozbawione, bo bolszewicy, teraz unijni, mają inny pomysł. Chcą je ogłupić i zdemoralizować dla własnej nieograniczonej władzy.
Przyczyna? Skutek?, to ma być/jest dla naszych dzieci jakiś skansen. Skansen niczego nierozumiejących, zbzikowanych staruszków. Jednak jeżeli chcemy cokolwiek naprawić, najpierw uderzmy się we własne piersi. I zmierzmy się ze skalą naszych zaniedbań i nadużyć.
Jakie były nasze zaniedbania?
Scedowaliśmy na postkomunistyczną szkołę i postkomunistyczny Kościół wykształcenie i wychowanie naszych dzieci do mądrości i wolności. W obu przypadkach doświadczamy teraz klęski. Nasze dzieci są głupsze niż my, ich rodzice i dziadkowie, a zdecydowana większość z nich stała się poganami i wrogami Kościoła.
Jak temu przeciwdziałać? Odpowiedź obecnych faryzeuszów udających świętych jest jeszcze głupsza niż nasza na początku lat 90-tych. Proponują jeszcze więcej tego samego. Jeszcze więcej głupiej szkoły i jeszcze więcej przymusowej religii w niej. To według nich ma zadziałać.
Otóż nie zadziała. Nie zadziała, bo nie odwołuje się do podstaw myślenia i działania każdego człowieka. Każdy normalny rodzic chce mieć normalnie wychowane dziecko. Kocha je i chce być przez nie kochany. Pragnie też, żeby to dziecko przekazało rodzinne wartości (międzypokoleniowy kod kulturowy) kolejnemu pokoleniu, jego wnukom.
Jeżeli chcemy zatrzymać bolszewicki walec, który ma jeden cel – zniszczyć naszą cywilizację, to musimy umieścić w centrum naszej uwagi naprawczej nasze rodziny. Nie zrobimy tego poprzez nic nie wnoszące „akty strzeliste”, przez ogólnikowe deklaracje głoszące wszem i wobec, że chcemy dobrze i żeby katecheci nie stracili pracy.
Jeżeli nie oddamy na powrót władzy rodzicielskiej rodzicom, jeżeli nie oddamy im ich pieniędzy na wychowane i wykształcenie dzieci, jeżeli nie pozwolimy im znowu decydować o dzieciach do czasu osiągnięcia przez nie pełnoletności i niezależności finansowej, to tylko zmarnujemy swój czas na bezsensowny bełkot udający uczoność.
Jeżeli chcemy cokolwiek zmienić (na lepsze), to musimy zwykłym obywatelom oddać pieniądze i władzę decydowania o sobie i swoich rodzinach. Oznacza to również władzę decydowania o najbliższym otoczeniu i tym szerszym, na władzy państwowej kończąc.
To też powinna być dla nas lekcja wynikająca z węgierskich wyborów, o czym miałem dziś napisać, a napiszę za tydzień.
Jan Azja Kowalski
