Europa na ekonomicznej równi pochyłej. Biznes mówi wprost: Unia musi się obudzić, zanim będzie za późno – "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii

Europa na ekonomicznej równi pochyłej. Biznes mówi wprost: Unia musi się obudzić, zanim będzie za późno

Europejska gospodarka nie potrzebuje kolejnych deklaracji, strategii i dokumentów pełnych wzniosłych słów o zielonej transformacji. Potrzebuje przede wszystkim wzrostu, inwestycji, innowacji i warunków, w których przedsiębiorstwa będą mogły konkurować ze światem. Tymczasem coraz głośniej słychać ostrzeżenia, że Unia Europejska traci gospodarczy impet, a jej przewaga technologiczna oraz przemysłowa zaczyna topnieć.

Tym razem nie mówią tego wyłącznie publicyści, opozycyjni politycy, czy sceptycy europejskiej polityki gospodarczej. Bardzo mocny sygnał wyszedł właśnie ze środowiska wielkiego biznesu. Europejski Okrągły Stół, który skupia około 60 prezesów największych europejskich przedsiębiorstw, otwarcie wskazuje, że Europa ma poważny problem z inwestycjami, innowacyjnością i zdolnością do przekuwania własnych pomysłów w produkty i firmy zdolne konkurować na światowych rynkach. To bardzo ważny głos, bo trudno zarzucić sześćdziesięciu prezesom, którzy reprezentują firmy generujące łącznie około 3 biliony euro rocznych przychodów i zapewniające około 6 milionów bezpośrednich miejsc pracy, że nie wiedzą, jak wygląda gospodarka od strony praktycznej.

Wśród członków Europejskiego Okrągłego Stołu są m.in. Irlandczyk Tony Smurfit, kierujący Smurfit Westrock, prezes Siemensa Roland Busch oraz dyrektor generalny Airbusa Guillaume Faury, a ich diagnoza jest dla Brukseli niewygodna.

Europa ma naukowców, pomysły i firmy. Brakuje jej skali

Raport ERT nosi tytuł „Europa nie może czekać: budowanie sztandarowych klastrów innowacji w celu przywrócenia konkurencyjności”. Już sam tytuł mówi sporo. Nie chodzi bowiem o kosmetyczną korektę unijnej polityki gospodarczej, gdyż problem jest znacznie głębszy.

Europa nadal posiada doskonałe uniwersytety, instytuty badawcze, przedsiębiorstwa przemysłowe i całe regiony będące światowymi centrami określonych gałęzi gospodarki. Wciąż ma ogromny potencjał naukowy i technologiczny, ale coraz gorzej radzi sobie z tym, co w gospodarce jest równie ważne jak samo wymyślenie nowej technologii: zamianą pomysłu w biznes, zdobyciem kapitału, zwiększeniem produkcji i wejściem na światowy rynek.

W tym właśnie miejscu pojawia się problem europejskiej skali. Można przecież stworzyć świetny lek, technologię energetyczną, system informatyczny, rozwiązanie dla przemysłu czy nową generację urządzeń. Można mieć świetnych inżynierów i naukowców. Jeżeli jednak firma nie potrafi szybko zdobyć kapitału, rozwinąć działalności i sprzedawać produktu na rynku, innowacja może pozostać jedynie ciekawym europejskim projektem. Jeżeli natomiast tak się dzieje, wtedy przychodzi amerykański albo azjatycki konkurent i robi z tego biznes.

Piąta swoboda ma być lekarstwem

ERT proponuje stworzenie czegoś, co określa mianem „piątej swobody” jednolitego rynku. Dotychczas europejski rynek opiera się na czterech podstawowych swobodach: przepływie towarów, usług, osób i kapitału. Biznes chce dodać do tego swobodny przepływ badań, wiedzy i talentów. To pozornie propozycja techniczna, ale jej znaczenie jest znacznie większe.

Chodzi o stworzenie warunków, w których naukowcy, przedsiębiorcy, inwestorzy i nowe technologie będą mogły znacznie łatwiej przekraczać granice państw członkowskich. Europa ma przestać być zbiorem wielu rynków funkcjonujących obok siebie i zacząć rzeczywiście działać jak jeden wielki gospodarczy organizm.

Drugim postulatem jest zasada „zatwierdź raz, sprzedawaj wszędzie”. Brzmi prosto i właśnie dlatego warto się zastanowić, dlaczego Europa nadal ma z tym problem.

Jeżeli produkt spełnia europejskie wymagania i został dopuszczony do obrotu, przedsiębiorstwo powinno mieć możliwość oferowania go na całym jednolitym rynku bez konieczności przedzierania się przez kolejne, różniące się od siebie procedury. Z tego wynika, że ma być mniej biurokracji, a więcej rynku. Mniej przeszkód administracyjnych – więcej możliwości skalowania. To właśnie skala jest dzisiaj jednym z największych problemów Europy.

Ameryka inwestuje, Azja buduje

Dane przedstawione w raporcie są dla europejskich decydentów szczególnie niewygodne. Udział Europy w globalnych inwestycjach w badania i rozwój pozostaje w stagnacji. Tymczasem wydatki przedsiębiorstw w Stanach Zjednoczonych na badania i rozwój wzrosły z około 540 mld dolarów w 2020 roku do niemal 800 mld dolarów w 2024 roku. To nie jest drobna różnica, a taka, która w perspektywie kilku czy kilkunastu lat może zdecydować o tym, kto będzie projektował technologie przyszłości, a kto będzie je kupował.

Raport wskazuje również, że w ciągu ostatnich dwóch lat wiodące gospodarki innowacyjne Azji Wschodniej przyciągnęły ponad 100 mld dolarów nowych zobowiązań inwestycyjnych typu „greenfield” w takich sektorach jak półprzewodniki, infrastruktura cyfrowa, zaawansowana produkcja i inne technologie przyszłości. Dlaczego? Ponieważ świat więc nie czeka, inwestorzy nie czekają, tamtejsza technologia również nie patrzy zza węgła. A Europa? Europa tworzy kolejne regulacje, strategie i cele.

Zielona transformacja bez rachunku ekonomicznego

I tutaj dochodzimy do kwestii, która powinna być przedmiotem znacznie poważniejszej debaty. Europejska polityka klimatyczna sama w sobie nie musi być problemem. Problem zaczyna się wtedy, kiedy cele klimatyczne zaczynają przesłaniać rachunek ekonomiczny, a koszty transformacji zostają przerzucone na przedsiębiorstwa i gospodarstwa domowe. Europa może chcieć ograniczać emisje. Może inwestować w nowe źródła energii. Może rozwijać niskoemisyjne technologie, ale jeżeli w tym samym czasie europejski przemysł otrzymuje energię droższą niż jego konkurenci, przedsiębiorcy dostają kolejne obowiązki administracyjne, a inwestycje stają się trudniejsze i bardziej kosztowne, trudno oczekiwać gospodarczego cudu.

Nie da się zbudować konkurencyjnego przemysłu wyłącznie za pomocą deklaracji, bo firmy potrzebują przede wszystkim możliwości produkowania i zarabiania. Jeżeli koszty energii, pracy, finansowania, regulacji i podatków rosną szybciej niż możliwości zwiększania produktywności, przedsiębiorstwo zaczyna tracić konkurencyjność.

A jeżeli podobny problem dotyczy całego kontynentu, na co wskazują liderzy biznesu, konsekwencje ponoszą wszyscy. Najpierw po głowie dostaje wielki przemysł, potem mniejsze firmy, a na końcu konsumenci. Ci ostatni próbują się natomiast bronić, ale Unia, jak to Unia, wprowadza im cała na tańsze produkty spoza bloku, więc podnosi wysokie koszty życia.

Draghi ostrzegał przed „powolną agonią”

Nie jest to zresztą pierwszy tak poważny sygnał ostrzegawczy i miejmy nadzieję, że nie zostanie zignorowany. Dwa lata temu były prezes Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghi w swoim raporcie dotyczącym konkurencyjności Europy ostrzegał przed „powolną agonią”, jeżeli Unia nie będzie w stanie zmobilizować ogromnych inwestycji potrzebnych do odwrócenia spadku produktywności.

Raport ERT właściwie rozwija ten sam problem, a nawet wskazuje, że Europa traci dynamikę. Co istotne, nie chodzi wyłącznie o jeden sektor czy jedno państwo. Problem dotyczy całych sektorów przemysłowych, więc farmacji, technologii informacyjno-komunikacyjnych, motoryzacji, energetyki, chemii, handlu i logistyki. To natomiast są sektory, które przez dziesięciolecia tworzyły europejską potęgę gospodarczą.

Udany klaster przemysłowy nie powstaje przecież z decyzji urzędnika. Potrzebuje doskonałości naukowej, przedsiębiorstw, kapitału, wykwalifikowanych pracowników, infrastruktury oraz rynku, który pozwala firmom rosnąć. ERT określa takie klastry mianem bijących serc innowacji oraz potężnych silników wzrostu, technologicznej przewagi i transformacji przemysłowej.

Problem w tym, że europejskie sektory gospodarcze nie osiągają dziś takiej skali, tempa innowacji i wzrostu jak ich globalni konkurenci.

Europa nie może być muzeum własnych sukcesów

To chyba najważniejszy wniosek z raportu. Europa ma historię wielkich wynalazków, przedsiębiorstw i sukcesów przemysłowych. Ma kompetencje, których wiele innych regionów świata może jej zazdrościć, ale muzealne zbiory, nie jest gwarancją przyszłości. Nie można przez następne dekady żyć przekonaniem, że skoro kiedyś byliśmy liderem w motoryzacji, chemii, lotnictwie, farmacji czy przemyśle, to automatycznie pozostaniemy nim również jutro.

Konkurencja nie śpi. Stany Zjednoczone inwestują gigantyczne pieniądze w nowe technologie. Azja buduje przemysł przyszłości. Chiny zwiększają możliwości produkcyjne i technologiczne.

Europa natomiast musi odpowiedzieć sobie na fundamentalne pytanie: czy chce być miejscem, w którym powstają nowe technologie, czy tylko miejscem, w którym uchwala się przepisy regulujące technologie stworzone gdzie indziej?

To pytanie nie jest przesadzone, bo jeżeli europejskie przedsiębiorstwa będą wymyślały technologie, które następnie będą rozwijane, finansowane i komercjalizowane poza Europą, kontynent zacznie pełnić jeszcze bardziej podrzędną funkcję w światowej gospodarce.

„Innowacyjność to teraz wyścig o skalę”

Dyrektor generalny Nokii Justin Hotard, współprzewodniczący komisji ERT ds. badań, rozwoju, innowacji i umiejętności, ujął problem wyjątkowo konkretnie. Innowacyjność to teraz wyścig o skalę, a skala jest tym, czego Europa potrzebuje – powiedział.

To bardzo ważna opinia i powinna zostać zapisana grubą czcionką w niejednym gabinecie w Brukseli, bo właśnie tego często brakuje europejskiej gospodarce to nie pomysłów, nie naukowców, nie talentów i nie przedsiębiorców. Europie brakuje możliwości szybkiego przejścia od pomysłu do produktu, od produktu do firmy, a od firmy do przedsiębiorstwa na skalę globalną.

Jak wskazuje Hotard, badania, talent i potencjał przemysłowy już istnieją. Firmy muszą jednak mieć możliwość rozwijania działalności, zdobywania kapitału, budowania partnerstw i konkurowania na rynkach międzynarodowych. Wtedy – jak dodaje – kolejne globalne historie sukcesu będą mogły powstawać i być rozwijane w Europie.

Bruksela powinna zacząć słuchać tych, którzy płacą rachunki

Europejski Okrągły Stół nie jest organizacją polityczną. To grupa ludzi stojących na czele wielkich przedsiębiorstw, więc ich perspektywa jest siłą rzeczy perspektywą biznesową. Ale właśnie dlatego ich ostrzeżenie powinno zostać potraktowane poważnie, gdyż przedsiębiorcy bardzo szybko widzą to, czego politycy czasami nie dostrzegają zza konferencyjnych stołów.

Jeżeli inwestycja staje się zbyt droga – kapitał przenosi się gdzie indziej. Jeżeli energia jest zbyt droga – produkcja może zostać przeniesiona. Jeżeli regulacje są zbyt skomplikowane – przedsiębiorca zaczyna szukać prostszego rynku. Jeżeli firma nie może szybko skalować działalności – zrobi to konkurent. Tu nie trzeba wielkiej filozofii, tak po prostu działa gospodarka.

Dlatego Europa nie potrzebuje dzisiaj kolejnej wielkiej opowieści o tym, jaką gospodarkę chciałaby mieć za kilkanaście lat, lecz sprawnych, rozumiejących potrzeby biznesu przywódców i konkretnego planu odzyskania konkurencyjności tu i teraz.

Ochrona środowiska może być elementem tego planu, transformacja energetyczna może być jego częścią, cyfryzacja i nowe technologie również, ale nie mogą stać się celem samym w sobie i kosztem podstawowym. Europejska gospodarka musi być zdolna do wzrostu, a przedsiębiorstwa muszą mieć warunki do inwestowania i konkurowania. Jeżeli natomiast Europa będzie z miesiąca na miesiąc droższa, coraz bardziej regulowana i coraz mniej atrakcyjna dla kapitału, sama najlepsza polityka klimatyczna nie uratuje jej przed utratą globalnego znaczenia. Właśnie dlatego raport europejskich prezesów należy potraktować jako coś więcej niż kolejny dokument gospodarczy.

To jest ostrzeżenie wysłane z samego środka europejskiego biznesu.

*

Europa musi pamiętać, że nadal ma wszystko, czego potrzebuje, aby odwrócić niekorzystny trend. Ma ludzi, wiedzę, przemysł, pieniądze, uczelnie i doświadczenie, ale ma też coraz mniej czasu.

Jeśli Unia Europejska, a ściśle rzecz ujmując, Komisja Europejska nie zacznie wreszcie budować warunków dla inwestycji, innowacji i wzrostu przemysłowego, może się okazać, że największym europejskim problemem nie będzie brak pomysłów. Będzie nim brak możliwości ich realizacji. Wtedy cały kontynent, który przez stulecia potrafił wyznaczać kierunki rozwoju świata, może zacząć odgrywać rolę obserwatora. Z własnymi regulacjami, własnymi strategiami i własnymi wspomnieniami o czasach, kiedy to tutaj powstawały rzeczy, których reszta świata dopiero się uczyła.

Jednak żeby tak się stało, potrzebujemy wymiany unijnych kadr.

Bogdan Feręc

Źr. Independent

Photo by Antoine Schibler on Unsplash

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
ZNAJDŹ NAS:
JD Vance na pierwszy
Człowiek ze Złotym
"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.