Eksport-import śmieci, czyli jak zostałem hurtownikiem odpadów w kraju niedokończonym – "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii

Eksport-import śmieci, czyli jak zostałem hurtownikiem odpadów w kraju niedokończonym

Siedzę ci ja na tarasie, patrzę na skrawek irlandzkiej ziemi i nagle dopada mnie ta specyficzna, egzystencjalna niepewność. Wiecie, to uczucie, kiedy człowiek zaczyna się zastanawiać, czy podpisując nową umowę z zakładem oczyszczania, w ogóle dobrze zrobił. Przecież w teorii wszystko miało być „super”, a i wizja była piękna, bo to pojemniki lśniące nowością, odbieranie posegregowanych, a niepotrzebnych mi już rzeczy punktualnie co dwa tygodnie, kasa sama idzie z banku, słupki się zgadzają i wszyscy są szczęśliwi.

Szczęśliwy to nawet ja byłem – i to jak! Cieszyłem się jak dziecko, bo cały ten skomplikowany „śmieciowy proces” mogłem przeprowadzić bez wychodzenia z domu, w kapciach, z kubkiem kawy w ręku. Co więcej, nie musiałem nawet odpowiadać na te tradycyjne, głupie pytania Działu Obsługi Klienta, które padają zwyczajowo w innych firmach. Znacie to: „Czy ma czym zapłacić?”, „Gdzie dotychczas składował?”, „A czy na pewno tego pan chce?”. Większość firm w tym kraju jednak życzy sobie, żeby do nich dzwonić, wisieć na linii i słuchać zapętlonej muzyki z windy. Ci nie. Nowoczesność uderzyła do głowy, więc nową umowę ze „śmieciarzami” podpisuje się drogą całkowicie elektroniczną. Cyfrowy raj, przynajmniej dla mnie, którego pytania męczą.

Podałem więc moje zapotrzebowanie. Wymarzyłem sobie kosze na odpady niczym meble do salonu. Postanowiłem, że będą trzy, żeby mi się kolory nie myliły. Wybór padł na klasykę: czarny, niebieski i brązowy. Tłumaczyć chyba nikomu nie trzeba, jaka jest hierarchia na tej wyspie, czyli na odpady mieszane będzie czarny, brązowy na to, co naturalne, więc niedojedzone resztki mojego kulinarnego talentu, natomiast w niebieskim będzie znajdować się zbieranina recyklingowa. Taki jestem, proszę państwa, zgodny z przepisami, jak ekologiczny partyzant. Nie potrzebuję jedenastu różnych kubłów, jak to sobie wymyśliła Unia Europejska, która ze zdroworozsądkowym myśleniem nie ma ostatnio wiele wspólnego. Ja postawiłem na minimalizm i logikę.

Jakby tego było mało, wykazałem się skromnością gabarytową. Wybrałem dwa kosze mniejsze, czyli po 140 litrów, gdyż naszemu gospodarstwu w zupełności to wystarcza. Jedynie na „zwykłe” śmieci, te wszystkie dowody mojej konsumpcyjnej egzystencji, wziąłem 240 litrów. I w zasadzie to nie byłby wcale interesujący proces, bo przecież mówię o zwykłych plastikowych kubłach na śmieci. Ale tu, jak zwykle, moje życia nie może być normalne i pojawia się to „ale”. To nie jest do końca takie proste, bo przecież mieszkamy w Irlandii, w tym uroczym, zielonym, ale jednak „kraju niedokończonym”. Tu każda prosta sprawa musi mieć swój irlandzki zwrot akcji.

Kiedy już spłynęły wszystkie potwierdzenia, że system mnie przetrawił, że oficjalnie jestem klientem, że stała miesięczna płatność została przez mój bank klepnięta i, że oni, ci ludzie od odpadów, generalnie strasznie się cieszą z mojej obecności, przyszedł on, e-mail powitalny. Otwieram go, czytam i nagle czuję, jak kawa staje mi w gardle. Oczy ze zdziwienia przecieram, mrugam, sprawdzam jasność ekranu i zastanawiam się, co ja w ogóle narobiłem! Przecież tuż za tymi wszystkimi wylewnymi, gorącymi podziękowaniami, iż wybrałem akurat ich usługi, pojawiło się zdanie, które po prostu wprawiło mnie w osłupienie.

O ile przez cały proces stawania się klientem miałem nieodparte wrażenie, że ktoś ode mnie śmieci stałe i niedojedzone ODBIERZE, tak e-mail z „gratulacjami” mówił coś całkiem innego. Otóż w tejże oficjalnej wiadomości czytam czarno na białym, że oni jednak będą mi… „dostarczać śmieci”. Bo oni są, proszę szanownych państwa, „dostawcą śmieci”.

Mówię do siebie: Cholerka, coś może źle zaznaczyłem? Może w tym ferworze klikania, zamiast „export”, zaznaczyłem „import”? Może nie doczytałem warunków umowy, która miała 20 stron? A może było coś napisane małym drukiem, taką czcionką dla mrówek, a ja, że już jestem w latach i wzrok nie ten co u sokoła, po prostu pominąłem ten kluczowy fragment?

Żeby jednak mieć absolutną pewność, że ja dobrze rozumiem tekst pisany (dodam dla jasności, że w tym ich zagranicznym języku), posłużyłem się nowoczesną technologią i wrzuciłem to w tłumaczenie z internetu. Technologia przecież nie kłamie, tylko potwierdza moją tragedię. Internet też mi mówi, że oni są dostawcą! Bo przecież jak, na zdrowy chłopski rozum, zrozumieć zdanie: „Thank you for choosing Barna Recycling as your waste provider”? Przecież stoi tam, jak byk, że to mój „DOSTAWCA odpadów”.

Zimny pot mnie oblał. Wyobraziłem sobie tę sytuację, kiedy budzę się rano, a pod bramą czeka ciężarówka pełna obcych śmieci. Pan kierowca z uśmiechem mówi „Good morning!” i zaczyna mi wysypywać na podwórko cudze obierki, stare gazety i puste puszki po Guinnessie, bo przecież podpisałem umowę z „dostawcą”. Muszę chyba tam jednak zadzwonić, przełamać niechęć do Działu Obsługi Klienta i wyjaśnić tę sprawę, bo przecież, gdzie ja znajdę miejsce na jednym małym podwórku na te wszystkie śmieci, które mi przywiozą? Moja „recyklingowa posesja” tego nie udźwignie, a jak nic, zostanę śmieciowym potentatem i to wbrew własnej woli.

Tak na marginesie tego całego zamieszania z importem śmieci, czeka nas jeszcze jedna mała rewolucja. W przyszły weekend, czyli 16 i 17 maja, redakcja portalu Polska-IE, ale też Studia Galway Radia Wnet i Radia Deon z bazą w bardzo zagranicznym Chicago, zmieniać będzie swoją dotychczasową siedzibę, czyli pakujemy manatki, mikrofony, konsolety i nasze zdziwienie światem. W związku z tym, niestety, musimy ogłosić dwudniową przerwę techniczną.

Mamy nadzieję, że przełączanie tego całego analogowo-cyfrowego sprzętu wykonane zostanie sprawnie, bez komplikacji i, że nikt nam w tym czasie nie „dostarczy” żadnych niespodziewanych problemów. Chcemy po prostu w poniedziałek wystartować z nową energią i z nowej bazy. O ile oczywiście do tego czasu nie zostanę zasypany transportem śmieci od mojego nowego „dostawcy”, bo wtedy zamiast przed mikrofonem, będę musiał siedzieć z łopatą i segregować to, co mi przysłali w ramach „pakietu powitalnego”.

Jak w taki sposób zaczyna się nasza kooperacja, to chyba dostarczą mi też materiału na inne felietony. I po co było się tak cieszyć, że stałem się waszym klientem?

Bogdan Feręc

Photo by Compagnons on Unsplash

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE – chronione są prawem autorskim.
ZNAJDŹ NAS:
Pokój nie wystarczy
"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.