Długi marsz Martina – polityk, którego nie da się wylogować z systemu
Premier Micheál Martin jasno sygnalizuje, że nie zamierza znikać z politycznej sceny, choć wcześniej mówił coś całkiem innego. Potwierdził natomiast, że planuje pozostać liderem Fianny Fáil także podczas kolejnych wyborów powszechnych, mimo rosnącej presji wewnątrz partii po wyjątkowo nieudanej kampanii wyborczej. W jej trakcie preferowany przez niego kandydat Jim Gavin wycofał się z wyścigu, co tylko pogłębiło frustrację w szeregach ugrupowania.
Martin przyznał, że rozumie gniew członków partii i konsternację wywołaną ostatnimi wydarzeniami. Sam określił miniony rok jako „bardzo trudny”, zapowiadając jednocześnie, że chce zostawić ten okres za sobą i skupić się na przyszłości. W praktyce oznacza to jedno, iż nie ma mowy o politycznej emeryturze. W wywiadzie dla Sunday Independent premier odniósł się także do polityki imigracyjnej prezydenta USA Donalda Trumpa. Skrytykował nadmierną ingerencję w społeczności i podkreślił, że nie popiera działań polegających na wkraczaniu służb do domów i deportowaniu ludzi z lokalnych społeczności. W jego narracji wybrzmiewa pragmatyzm, więc polityka jako zarządzanie rzeczywistością, a nie ideologiczna krucjata.
Mimo apeli części opozycji o bojkot taoiseach potwierdził też udział w obchodach Dnia Świętego Patryka w Białym Domu. Liderka Socjaldemokratów Holly Cairns argumentuje, że Irlandia powinna pokazać, iż „nie kłania się tyranom”, co ma być odniesieniem do Trumpa. Martin odpowiada jednak chłodną kalkulacją, że interes narodowy wymaga dialogu, nawet jeśli rozmówcy nie podzielają tych samych wartości politycznych.
Premier b roni także swojej decyzji, wskazując, że żaden europejski przywódca nie odrzuciłby zaproszenia do Białego Domu na takie wydarzenie. Podkreśla też, że rozmowa z politycznymi przeciwnikami nie oznacza automatycznego poparcia dla ich poglądów. To filozofia starej szkoły dyplomacji, czyli rozmawiaj z każdym, ale rób swoje.
W ostatnich dniach pojawiają się jednak sygnały o możliwym pogłębieniu relacji irlandzko-amerykańskich i według doniesień, prezydent USA nie wyklucza przemówienia w Dáil oraz przyjęcia ponownego zaproszenia Martina do wizyty w Irlandii.
*
W polityce rzadko wygrywa ten, kto znika pierwszy, a Martin wygląda raczej na człowieka, który buduje strategię na lata, nie na miesiące. Wszystko to wskazuje, że niezależnie od burz wewnątrz partii, będzie próbował dalej pisać swoją polityczną historię, ale spokojnie, metodycznie, po swojemu. Polityka bywa jak przypływ i czasem cofa się na moment, tylko po to, by wrócić z większą siłą. W tej metaforze Martin zdecydowanie nie wygląda na falę, która właśnie gaśnie przy brzegu, ale z całą pewnością zbiera siły, aby uderzyć w ląd jeszcze raz, a może kilka razy…
Bogdan Feręc
Źr. Breaking News/Sunday Independent
Fot. CC BY 2.0 Houses of the Oireachtas
