Czy Irlandia staje się kluczowym przyczółkiem nowej doktryny Waszyngtonu? – "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii

Czy Irlandia staje się kluczowym przyczółkiem nowej doktryny Waszyngtonu?

W ostatnich miesiącach obserwujemy zjawisko, które w Dublinie budzi tyleż fascynacji, co uzasadnionego niepokoju, więc Irlandia przestała być dla Białego Domu jedynie sentymentalną krainą przodków, a stała się strategicznym punktem na mapie twardej geopolityki Donalda Trumpa. Choć plotki o drastycznych scenariuszach rodem z Ameryki Łacińskiej czy fantazje o „zniknięciu” premiera Martina należy włożyć między bajki, faktyczna obecność Irlandii w retoryce Waszyngtonu staje się faktem, którego nie można zignorować.

Teza jest jasna i administracja Trumpa widzi w nadchodzącej irlandzkiej prezydencji w Unii Europejskiej unikalną szansę na przeforsowanie swojej wizji świata, a opartej na deregulacji i bezkompromisowej sile militarnej.

Dublińska wizyta ambasadora USA przy UE Andrewa Puzdera rzuca snop światła na to, czego Trump oczekuje od „Zielonej Wyspy”. Kluczowym terminem, który odmieniany jest przez wszystkie przypadki, jest „uproszczenie”. To eufemizm, za którym kryje się głęboka chęć demontażu unijnych regulacji, które Waszyngton postrzega jako kagańce dla wzrostu gospodarczego. Puzder otwarcie sugeruje, że Irlandia, ze swoim modelem gospodarczym opartym na niskich podatkach i przyciąganiu amerykańskich gigantów technologicznych, ma „podobne interesy” co administracja Trumpa. To próba przeciągnięcia Dublina na stronę amerykańskiego liberalizmu gospodarczego w kontrze do przeregulowanej, zdaniem Białego Domu, Brukseli.

Jednak propozycja tego „partnerstwa” ma swoją wysoką cenę, a jest nią pełne poparcie dla agresji militarnej Trumpa. Ambasador Puzder w sposób niemal brutalny przypomniał, że Stany Zjednoczone oczekują od Europy, w tym od neutralnej dotąd Irlandii, zrozumienia dla prewencyjnych działań wojennych, chociażby w Iranie. Argumentacja jest prosta, więc lepiej znieść dzisiejsze turbulencje gospodarcze, niż ryzykować irański pocisk balistyczny spadający na Dublin.

Trump używa strachu jako narzędzia dyplomatycznego, stawiając irlandzkie władze pod ścianą, bo albo poprzecie nasze działania na Bliskim Wschodzie, albo narazicie się na gniew supermocarstwa i „wielkie rozczarowanie” Ameryki, która czuje się zdradzona przez europejskich sojuszników odmawiających dostępu do baz lotniczych.

W tej nowej układance premier Micheál Martin znajduje się w wyjątkowo niewygodnym położeniu. Z jednej strony musi zarządzać narastającą frustracją własnej partii i społeczeństwa, z drugiej zaś staje w obliczu prezydenta USA, który nie waha się atakować autorytetów takich jak papież, jeśli tylko staną na drodze jego planom. Trump nie planuje zamachu na irlandzką demokrację, ale może planować coś bardziej realnego, więc przebudowę relacji transatlantyckich, w których Irlandia ma przestać być „sumieniem Europy”, a stać się lojalnym przyczółkiem deregulacji i amerykańskich operacji wojskowych.

Te częste w ostatnich dniach wzmianki o wyspie to nie sentyment, lecz chłodna kalkulacja. Jeśli Irlandia ulegnie presji „uproszczenia” i zaakceptuje amerykański parasol bezpieczeństwa kosztem własnej suwerenności w polityce zagranicznej, może rzeczywiście stać się „bezpieczniejszym światem” według definicji Puzdera.

Można się tu jednak zastanowić, czy cena, jaką zapłaci za to Dublin, a stając się de facto rzecznikiem Trumpa wewnątrz Unii Europejskiej, nie okaże się zbyt wysoka dla społeczeństwa, które mimo kryzysów, wciąż ceni sobie europejskie standardy i polityczny spokój. Trump nie porwie raczej irlandzkiego premiera, on porwie narrację o przyszłości Irlandii, zmuszając ją do opowiedzenia się po jednej ze stron w nadchodzącym, globalnym starciu interesów.

*

Tak się zastanawiam, czy byłoby to dobre dla Irlandii? W mojej ocenie i tak, ale jednocześnie nie, bo przecież w USA za dwa lata będziemy mieli wybory prezydenckie, a te mogą zmienić wszystko. Bez przesady, gdyż amerykańska polityka to jednak też kontynuacja, więc prezydent z innej opcji politycznej, wcale nie musi odrzucić wszystkich pomysłów Donalda Trumpa. Irlandia zaś, mogłaby, godząc się na domniemane wciąż propozycje Waszyngtonu, znaleźć się po zmianie władzy w USA w nader niewygodnym położeniu.

Co jednak należy zaznaczyć, żaden z polityków nie mówi wprost o sugestiach i nawet Biały Dom milczy w tej kwestii, czyli oficjalnych komunikatów brak.

Bogdan Feręc

Źr. RTE

Photo by Raúl Nájera on Unsplash

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
ZNAJDŹ NAS:
Natalia Król zapras
Szykują się zmiany
"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.