Czy Irlandia powinna zakończyć europejski chaos zmiany czasu?
W nocy z soboty na niedzielę znów zrobiliśmy to, co robimy od dekad, czyli przestawiliśmy zegarki, udając, że w magiczny sposób da się oszukać słońce. O godzinie 1:00 wybiła nagle 2:00, a Irlandia weszła w kolejny sezon czasu letniego. Ten rytuał, który kiedyś tłumaczono oszczędnością energii, dziś coraz bardziej robi wrażenie reliktu, takiego, który stoi w kącie historii tylko dlatego, że nikt nie poświęcił chwili, by go wreszcie wynieść.
Poseł do Parlamentu Europejskiego Seán Kelly z Fine Gael już od dziesięciu lat próbuje to zrobić. Teraz, kiedy Irlandia szykuje się do przejęcia prezydencji w Unii Europejskiej Kelly mówi otwarcie, że jeśli jest moment, żeby nacisnąć na zakończenie sezonowej zmiany czasu, to właśnie ten. Nie chodzi tu o fanaberię ani o walkę z przyzwyczajeniami. Kelly powtarza rzecz prostą, iż korzyści z dwukrotnego przestawiania zegarków w roku są minimalne – „jeśli w ogóle jakieś są”. Za to koszty odczuwamy dosłownie na własnej skórze. Zmiana czasu wiąże się ze wzrostem ryzyka problemów zdrowotnych, takich jak udary, zaburzenia rytmu snu, pogorszenie koncentracji i ogólny spadek samopoczucia. Każdy, kto po przestawieniu zegarka przewraca się z boku na bok, wie, że to nie przesada, ludzki organizm po prostu nie lubi, gdy ktoś nagle przestawia mu zegar biologiczny.
Kelly przekonuje, że weekendowa zmiana powinna być „ostatnim razem”, gdy Irlandczycy muszą bawić się w to przesuwanie wskazówek. Co istotne, ma ku temu polityczne podstawy, bo wielu europosłów już zgłosiło się do niego z prośbą, by podczas irlandzkiej prezydencji w UE temat wrócił do poważnych rozmów. Europa od lat krąży wokół tej dyskusji, ale jak zwykle, gdy decyzja ma dotknąć wszystkich, łatwo o impas. Być może to właśnie Dublin będzie musiał przerwać tę grę pozorów i powie w Parlamencie Europejskim – Panie, Panowie, zegar czas wynieść!
Irlandczycy dobrze wiedzą, co mogliby zyskać, czyli znacznie dłuższe wieczory to nie tylko nasza narodowa słabość, związana z tym słynnym „long stretch in the evenings”, wypowiadanym z czułością, jakby chodziło o rzadki gatunek wiosny. To także realne wsparcie dla zdrowia psychicznego i fizycznego, ale więcej naturalnego światła sprzyja aktywności, wychodzeniu z domu i poprawia nastrój. Choć zmiana na czas letni akurat ten element nam daje, paradoks polega na tym, że właśnie dlatego, jak argumentuje Kelly, najlepiej byłoby ten stan utrzymać na stałe i raz na zawsze porzucić sezonowe manipulacje czasem.
Irlandia stoi dziś przed szansą, by podczas swojej prezydencji w UE podnieść temat, który dotyczy każdego mieszkańca Unii Europejskiej, niezależnie od politycznego sporu czy narodowych interesów. To rzadkie w europejskiej polityce, że jest to wspólna, banalna, ale realna uciążliwość, której można się pozbyć. Podczas swojej prezydencji Irlandia mogłaby zadać pytanie, czy zmiana czasu ma sens i jak długo jeszcze będziemy udawać, że tak jest?
Może rzeczywiście ostatnie przestawienie wskazówek zegarków powinno być ostatnim, a Irlandia stanie się krajem, który wreszcie powie Europie: „dosyć, zostawmy czas w spokoju”.
Bogdan Feręc
Źr. Breaking News
Photo by Brad Neathery on Unsplash
