Cyfrowy knebel nad Ceutą. Jak unijny aparat cenzury przechodzi do ofensywy – "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii

Cyfrowy knebel nad Ceutą. Jak unijny aparat cenzury przechodzi do ofensywy

Wydarzenia na granicy hiszpańskiej enklawy w Afryce Południowej ujawniły prawdziwe oblicze brukselskiej architektury kontroli. Interwencja wiceprzewodniczącej Komisji Europejskiej do spraw cyfrowych Henny Virkkunen, która zaczęła przywoływać do porządku przedstawicieli koncernów Meta oraz TikTok, to nie jest małym incydentem.

To koronny dowód na to, po co w rzeczywistości powstały wszystkie unijne cyfrowe regulacje, z Aktem o Usługach Cyfrowych (DSA) włącznie. Od początku nie chodziło o bezpieczeństwo użytkowników ani o ochronę jakiejkolwiek „integralności przestrzeni cyfrowej”. Chodziło o stworzenie bezwzględnego narzędzia nacisku, które w dogodnym momencie pozwoli wymusić na gigantach technologicznych prewencyjne czyszczenie sieci z treści niewygodnych dla politycznego mainstreamu. Oficjalna narracja była do przewidzenia i gdy granice Ceuty szturmowane były przez grupy migrantów z Maroka, a w tle pojawia się rzekomo zintensyfikowana rosyjska dezinformacja. Rzecznik KE Guillaume Mercier z powagą oświadczył, że od końca lipca rosyjskie źródła państwowe i dyplomatyczne wyolbrzymiają skalę wydarzeń na afrykańskim brzegu.

Tym samym Bruksela błyskawicznie uruchamiła sprawdzony schemat paniki moralnej. Standardowa procedura polega na wskazaniu palcem zewnętrznego wroga, nazwaniu dowolnej niezależnej relacji (nagrania z telefonów komórkowych) „rosyjską agenturą”, a następnie podyktowaniu korporacjom wyroku, na którego podstawie mają natychmiast usuwać wpisy, blokować zasięgi, zacieśniać współpracę ze skrajnie stronniczymi, tak zwanymi „fact-checkerami”.

Gdy Henna Virkkunen pisze w serwisie X, że „platformy muszą działać zdecydowanie” i zapowiada kolejne posiedzenia kontrolne z reprezentantami Mety i TikToka, w rzeczywistości wydaje polecenie wyciszania informacji, w tym przypadku o Ceucie. Władze w Madrycie twierdzą, że sytuacja jest pod kontrolą, a większość migrantów zawrócono. Unijni urzędnicy panicznie boją się jednak, że do opinii publicznej przedostaną się nagrania i relacje pokazujące bezradność służb oraz faktyczną skalę naporu na granice Unii, ale też o migrantach, którzy nadal koczują w tej afrykańskiej eksklawie Hiszpanii. Prawda o kryzysie migracyjnym bije więc bezpośrednio w oficjalną ideologię UE, czyli, aby stała zgodziła się z oficjalną narracją Unii, należy ją zastąpić sterylnym, urzędowym przekazem.

Unijne prawo cenzorskie uderza tutaj w samo sedno wolności słowa pod pretekstem zarządzania kryzysowego. Najpierw latami tworzy się skomplikowane ramy prawne, buduje machinę nadzoru i ustanawia gigantyczne kary finansowe dla platform internetowych. Następnie wywołuje się stan zagrożenia, czy to epidemiologicznego, czy migracyjnego, by ogłosić, że wolny obieg informacji zagraża stabilności wspólnoty. Przy takim obrocie sprawy, właściciele mediów społecznościowych zmuszeni są do wyboru między ryzykiem utraty miliardów euro a gorliwym wypełnianiem instrukcji z Brukseli i stawiają się w roli cyfrowego egzekutora.

W ten sposób Unia Europejska wkroczyła na jakościowo wyższy poziom kontroli społecznej. Nie mamy już do czynienia z klasycznym autoraryzmem, w którym państwowy cenzor fizycznie konfiskuje nakład gazet, czy wyłącza nadajniki telewizyjne. Zamiast tego powstał rozproszony, niewidoczny dla przeciętnego obywatela Europy system państwowo-korporacyjnego nadzoru. Bruksela dystrybuuje dyrektywy, powołuje urzędników i komisje, a czarną robotę kasowania wpisów, eliminowania filmów oraz banowania kont, pozostawia algorytmom prywatnych korporacji i opłacanym przez siebie „weryfikatorom faktów”.

Obecne działania wokół Ceuty – angażujące Parlament Europejski, Frontex, Europol i komisję LIBE – pokazują potęgę tej machiny. Społeczeństwa europejskie poddawane są precyzyjnej inżynierii informacyjnej. Obywatel ma wiedzieć tylko to, co przejdzie przez sitka unijnej ortodoksji. Każdy przekaz odbiegający od oficjalnego komunikatu Brukseli staje się dezinformacją, a każdy dociekliwy obserwator – „narzędziem w rękach obcych służb”.

To moment przełomowy, bo Unia Europejska ostatecznie zrzuciła demokratyczną maskę, udowadniając, że jej priorytetem stało się pełne zarządzanie percepcją własnych obywateli i absolutna kontrola nad tym, co wolno nam w sieci zobaczyć, przeczytać i pomyśleć.

Bogdan Feręc

Źr. Euronews/DW/Money.pl/Reuters

Fot. CC Diego Delso

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
ZNAJDŹ NAS:
Koniec taryfy ulgowe
"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.