Cień nad Aras an Uachtaráin. Wizerunkowa kompromitacja prezydent Catherine Connolly w Belfaście
Dotychczasowa kadencja Catherine Connolly przebiegała bez większych wstrząsów, ale też bez wyraźnego charakteru. Urząd sprawowany w sposób zachowawczy, momentami wręcz bezbarwny, unikał ostrych sporów politycznych i drastycznych zwrotów akcji. Ta pozorna stabilizacja została jednak gwałtownie przerwana podczas wizyty w Belfaście z okazji festiwalu Fleadh. Jeden kadr, opublikowany przez lokalne centrum społecznościowe, błyskawicznie obiegł media i wywołał powszechne oburzenie. Na zdjęciu prezydent Connolly stoi roześmiana u boku Mary McArdle, czyli kobiety skazanej w przeszłości za udział w głośnym mordzie politycznym z okresu konfliktu w Irlandii Północnej.
Trudno oczekiwać od głowy państwa, by osobiście kojarzyła twarz każdej postaci napotkanej podczas oficjalnych delegacji, ale to zadanie spoczywa na służbach, protokole dyplomatycznym i doradcach odpowiedzialnych za bezpieczeństwo wizerunkowe. Prześwietlenie otoczenia, w którym pojawia się prezydent, stanowi absolutny elementarz pracy zaplecza głowy państwa. W Belfaście ten mechanizm całkowicie zawiódł. Zamiast przemyślanej dyplomacji pojawił się bolesny dysonans, który natychmiast uderzył w rodziny ofiar terroru.
Rozgoryczenia nie kryła siostra zamordowanej przed laty kobiety Ann Travers, dodając w mediach społecznościowych poruszający komentarz do opublikowanego zdjęcia: „Jestem dziś rano taka zdenerwowana. Nasza prezydent Catherine Connolly stoi i uśmiecha się obok Mary McArdle, jedynej osoby skazanej za morderstwo mojej 23-letniej siostry Mary, gdy wracała do domu po mszy w 1984 roku”.
Wydarzenia, do których odniosła się Ann Travers należą do najbardziej ponurych kart w historii z okresu „Troubles”. W 1984 roku bojówka IRA urządziła zasadzkę na sędziego pokoju Toma Traversa, który wychodził z kościoła św. Brygidy w południowym Belfaście wraz z żoną i córką. Sędzia przeżył zamach mimo ciężkich ran, lecz jego 23-letnia córka Mary, świeżo upieczona nauczycielka Holy Child Primary School w Andersonstown, zginęła na miejscu. Tego samego dnia miała zabrać swoich uczniów do pierwszej spowiedzi.
Niewiele później policja zatrzymała 19-letnią wówczas Mary McArdle. W jej pończochach odnaleziono dwa pistolety wykorzystane w zamachu. Odsiedziała 14 lat z zasądzonego wyroku, wychodząc na wolność na mocy Porozumienia Wielkopiątkowego.

Fot. Falls Women’s Centre/Facebook
Sprawa McArdle wracała do przestrzeni publicznej wielokrotnie, budząc ogromne kontrowersje prawne i moralne. Gdy w 2011 roku partia Sinn Féin postanowiła mianować ją specjalną doradczynią minister kultury Stormont Carál Ní Chuilín, w regionie wybuchł polityczny skandal. Minister broniła wtedy swojej decyzji mówiąc: „Jestem zaszczycona, że Mary McArdle pracuje w moim dziale”.
Sama McArdle próbuje od lat łagodzić swój wizerunek. W wywiadzie udzielonym w 2011 roku na łamach Andersonstown News nazwała zabójstwo młodej nauczycielki „tragicznym błędem”, którego żałuje, deklarując jednocześnie: „[Od czasu wyjścia z więzienia odegrałam] konstruktywną i pozytywną rolę w zdobywaniu i utrzymywaniu poparcia dla procesu pokojowego wśród społeczności nacjonalistycznej i republikańskiej, zwłaszcza w społeczności, w której mieszkam, a która ogromnie ucierpiała w wyniku poprzedniego konfliktu”.
Tłumaczenia te nie zmieniły jednak faktu, że oburzenie społeczne doprowadziło do rezygnacji McArdle ze stanowiska po zaledwie roku. Co więcej, determinacja Ann Travers oraz polityczne zaangażowanie lidera TUV Jima Allistera doprowadziły w 2013 roku do uchwalenia przełomowego prawa, które oficjalnie zakazuje osobom z ciężkimi wyrokami pełnienia funkcji doradczych w administracji rządowej.
Właśnie z tego powodu obecność McArdle w bezpośrednim otoczeniu głowy państwa jest błędem tak wysokiego kalibru. To nie była postać anonimowa, to symbol sporów o pamięć, sprawiedliwość i granice kompromisu w powojennym Ulsterze. Przyjeżdżając do Belfastu prezydent Connolly wkraczała na teren niezwykle delikatny, gdzie każdy gest poddawany jest weryfikacji. Zaniechanie służb przygotowujących wizytę sprawiło, że zamiast budowania mostów, pałac prezydencki musi teraz mierzyć się z zarzutem braku wrażliwości i braku profesjonalizmu. Milczenie biura prezydenckiego po powszechnej fali krytyki tylko pogłębia poczucie, że na najwyższych szczeblach władzy zabrakło trzeźwej oceny sytuacji.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Fot. Office of the President of Ireland
