Zełenski szuka kolejnych miliardów. Pokój może poczekać, rachunki muszą się zgadzać – "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii

Zełenski szuka kolejnych miliardów. Pokój może poczekać, rachunki muszą się zgadzać

Wołodymyr Zełenski coraz wyraźniej pokazuje, że polityczna przyszłość Ukrainy ściśle związana jest z utrzymaniem zachodniego strumienia pieniędzy, uzbrojenia i politycznego poparcia. Po wyborczym sukcesie amerykańskich Demokratów, ukraiński prezydent nie ukrywa nadziei na zwiększenie pomocy dla Kijowa. I właśnie w tym miejscu pojawia się pytanie, którego europejscy politycy najwyraźniej nie chcą zadawać: czy dla ukraińskich władz zakończenie wojny jest rzeczywiście najważniejszym celem, czy może równie istotne stało się utrzymanie systemu finansowego i politycznego, który wojna stworzyła?

Wołodymyr Zełenski znów patrzy za ocean. Nie dlatego, że nagle odkrył uroki amerykańskiej demokracji, lecz dlatego, że doskonale rozumie, gdzie znajdują się pieniądze, bez których ukraińska machina wojenna miałaby poważny problem z dalszym funkcjonowaniem. Wyniki amerykańskich wyborów parlamentarnych przyniosły Demokratom kontrolę nad Senatem i Izbą Reprezentantów, a ukraiński prezydent niemal natychmiast dostrzegł w tym polityczną szansę. Szansę na większą pomoc, odnowienie relacji z Waszyngtonem i – co najważniejsze – przywrócenie amerykańskiego zaangażowania finansowego oraz wojskowego na poziomie, który pozwoli Kijowowi kontynuować dotychczasową strategię.

W wywiadzie dla niemieckiej stacji ZDF Zełenski powiedział wprost, że zwycięstwo Demokratów może zadziałać na korzyść Ukrainy. Podkreślił wprawdzie wdzięczność wobec Republikanów, ale zaraz potem zaznaczył, że Demokraci mówią jasno o wspieraniu Kijowa i udzielaniu mu pomocy.

Trudno uznać te słowa za przypadkową wypowiedź. To raczej polityczny komunikat skierowany do amerykańskich parlamentarzystów, więc Ukraina nadal potrzebuje pieniędzy, Ukraina nadal potrzebuje broni, a Ukraina liczy na to, że zmiana układu sił w Kongresie pozwoli ponownie otworzyć szeroko drzwi do amerykańskiego budżetu.

Nie ma w tym szczególnego zaskoczenia. Problem polega jednak na czymś innym. W całej tej narracji coraz mniej miejsca zajmuje pytanie o warunki zakończenia wojny, a coraz więcej o możliwości utrzymania pomocy. Jakby najważniejszym politycznym osiągnięciem nie było doprowadzenie do pokoju, lecz zapewnienie, że finansowanie konfliktu nie zostanie przerwane.

Wojna jako polityczny model przetrwania

Nie zamierzam udawać, że Ukraina nie została napadnięta przez Rosję. Nie zamierzam również relatywizować odpowiedzialności Moskwy za rozpoczęcie wojny na pełną skalę. Rosyjska agresja jest faktem, podobnie jak ludzkie cierpienie, zniszczenia i tragedie, jakie przyniosła. Jednak uznanie tych faktów nie oznacza obowiązku bezkrytycznego popierania każdej decyzji ukraińskich władz. Tym bardziej nie oznacza, że europejscy podatnicy powinni bezterminowo finansować politykę, której celów, kosztów i realnych perspektyw zakończenia nikt nie chce rzetelnie rozliczać.

Wojna nie jest przedsięwzięciem, które można prowadzić bez końca, opierając jego finansowanie na cudzej kieszeni. Tymczasem Kijów zdaje się coraz bardziej przyzwyczajać do sytuacji, w której kolejne miesiące konfliktu oznaczają kolejne negocjacje o miliardy dolarów i euro. Każda zmiana polityczna w Stanach Zjednoczonych analizowana jest przede wszystkim pod kątem tego, czy przyniesie Ukrainie większe dostawy uzbrojenia i kolejne środki finansowe. Warto też zwrócić uwagę na samą konstrukcję wypowiedzi Zełenskiego. Nie mówi przede wszystkim o tym, jak wykorzystać polityczne zmiany do przyspieszenia negocjacji pokojowych. Mówi o tym, że większe wsparcie finansowe i wojskowe może wpłynąć na Władimira Putina.

To oczywiście argument, który można przedstawić jako element strategii odstraszania. Silniejsza pozycja militarna, może zwiększać możliwości negocjacyjne Ukrainy. Nie należy jednak zapominać, że istnieje również druga strona tego równania. Im dłużej trwa wojna, tym większe są koszty, liczba ofiar, zniszczenia infrastruktury i zależność ukraińskiego państwa od zagranicznego finansowania. A przecież pieniądze nie spadają z nieba. Pochodzą z budżetów państw, których obywatele również mają swoje problemy. Europejczycy płacą rachunki za energię, zmagają się z kryzysem mieszkaniowym, rosnącymi kosztami życia, problemami służby zdrowia i coraz większymi obciążeniami fiskalnymi. W wielu państwach europejskich brakuje pieniędzy na podstawowe zadania publiczne, ale kiedy pojawia się temat Ukrainy, polityczna wyobraźnia niektórych przywódców nagle staje się wyjątkowo hojna.

Można także odnieść wrażenie, że europejski podatnik został obsadzony w roli sponsora przedsięwzięcia, którego końcowego terminu nikt nie potrafi określić.

Demokratyczny Kongres, czyli nadzieja na ponowne otwarcie sejfu

Wypowiedź Zełenskiego dotycząca zwycięstwa Demokratów jest szczególnie interesująca w kontekście jego wcześniejszych relacji z Donaldem Trumpem. Spotkanie w Gabinecie Owalnym w lutym 2025 roku pokazało, jak napięte stały się stosunki między Waszyngtonem a Kijowem. Trump zarzucił ukraińskiemu prezydentowi niewdzięczność za amerykańską pomoc. Nie była to dyplomatyczna wymiana uprzejmości, lecz publiczne ujawnienie narastającego konfliktu interesów.

Trump chciał pokazać, że amerykańskie wsparcie nie jest czekiem in blanco. Zełenski natomiast nie zamierzał rezygnować z dotychczasowego modelu współpracy, w którym Stany Zjednoczone dostarczają środki, a Ukraina prowadzi działania wojenne. Teraz sytuacja polityczna w Kongresie stwarza Kijowowi nowe możliwości. Demokraci zapowiadają, że pomoc Ukrainie będzie jednym z priorytetów ich parlamentarnej agendy. Dla Zełenskiego jest to wiadomość znacznie ważniejsza niż kolejne deklaracje europejskich polityków o solidarności.

W końcu solidarność można wyrażać na wiele sposobów. Najłatwiej robi się to cudzymi pieniędzmi.

Ukraiński prezydent doskonale wie, że amerykański system polityczny nie jest monolitem. Prezydent może mieć określoną wizję zakończenia konfliktu, ale Kongres dysponuje własnymi instrumentami wpływania na politykę zagraniczną i budżetową. Dlatego Kijów szuka sojuszników wśród parlamentarzystów, którzy mogą ograniczać możliwości administracji Trumpa w zakresie zmiany kursu wobec Rosji.

Nie jest to samo w sobie niczym niezwykłym. Każde państwo prowadzi politykę zagraniczną w oparciu o własne interesy. Jednak USA, ale też Polska, Irlandia i pozostałe państwa europejskie powinny wreszcie zrozumieć, że Ukraina również ma własne interesy, które nie zawsze muszą pokrywać się z interesami europejskich społeczeństw.

To zasadnicza różnica między sojuszem a bezwarunkowym podporządkowaniem się cudzej strategii.

Europa znowu chce być bardziej ukraińska niż Ukraina

Szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas wyraziła nadzieję, że nowy Kongres USA będzie nadal wspierał Ukrainę i zwiększy presję na Rosję. Jej zdaniem Europa i Stany Zjednoczone razem są znacznie silniejsze. Brzmi efektownie, szczególnie podczas konferencji prasowej. Tyle że europejska polityka wobec wojny coraz częściej przypomina próbę udowodnienia, kto jest bardziej zdeterminowany w finansowaniu konfliktu. Zamiast spokojnej analizy możliwości dyplomatycznych otrzymujemy kolejne deklaracje o konieczności zwiększenia presji, dostaw i zaangażowania.

Tymczasem w Europie nie wszyscy podzielają ten entuzjazm. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz zauważył, że Donald Trump przez ostatnie dwa lata w dużej mierze rządził z pominięciem Kongresu. Zwrócił tym samym uwagę na rzecz oczywistą, iż zmiana parlamentarnej większości nie oznacza automatycznej zmiany polityki zagranicznej prezydenta.

Jeszcze wymowniejsze są słowa austriackiej minister spraw zagranicznych Beate Meinl-Reisinger, która stwierdziła, że bezpieczeństwo i dobrobyt Austrii oraz Europy nie mogą zależeć od tego, jak zagłosują mieszkańcy Kansas czy Iowy. To chyba jeden z rozsądniejszych głosów w tej dyskusji.

Europa powinna budować własne zdolności obronne, rozwijać przemysł, wzmacniać gospodarkę i zabezpieczać interesy swoich obywateli. Nie może jednak sprowadzać całej swojej polityki bezpieczeństwa do oczekiwania na kolejne decyzje amerykańskiego Kongresu i kolejne prośby Kijowa o pieniądze. Co więcej, nie można traktować europejskich społeczeństw jak nieograniczonego źródła finansowania wojny. W demokracji podatnik ma prawo wiedzieć, na co wydawane są jego pieniądze, jakie są cele tych wydatków i kiedy można oczekiwać ich zakończenia.

Tymczasem w debacie publicznej pytanie o kontrolę nad wydatkami na Ukrainę bywa przedstawiane niemal jako przejaw braku solidarności. To niebezpieczna droga. Solidarność nie oznacza rezygnacji z rozumu, a pomoc nie zwalnia beneficjenta z obowiązku rozliczenia.

Gdzie kończy się pomoc, a zaczyna polityczny interes?

Jest jeszcze jeden aspekt całej sprawy, o którym mówi się zdecydowanie za mało. Chodzi o kontrolę nad pieniędzmi przekazywanymi Ukrainie.

Nie każda pomoc dla Kijowa jest bezpośrednim przelewem do ukraińskiego budżetu. Znaczna część amerykańskiego wsparcia przyjmuje postać dostaw uzbrojenia, kontraktów dla przemysłu obronnego, uzupełniania amerykańskich zapasów czy finansowania określonych programów. Europejskie mechanizmy również są zróżnicowane. Nie wolno więc wrzucać wszystkich wydatków do jednego worka i przedstawiać ich jako pieniędzy przekazywanych Zełenskiemu do swobodnego dysponowania. Ale właśnie dlatego potrzebna jest szczegółowa kontrola. Wydatki wojenne, kontrakty zbrojeniowe, zakupy, dostawy i finansowanie administracji państwowej powinny podlegać przejrzystym mechanizmom nadzoru.

Ukraina od lat zmaga się z problemem korupcji. Nie jest to żadna tajemnica ani wymysł przeciwników Kijowa. W kraju tym podejmowano działania antykorupcyjne, ale jednocześnie pojawiały się kolejne afery, dymisje i kontrowersje dotyczące osób związanych z administracją państwową. W państwie prowadzącym wojnę kontrola nad wydatkami jest szczególnie trudna, ale właśnie dlatego nie można z niej rezygnować. Przeciwnie, powinna być jeszcze bardziej rygorystyczna.

Nie twierdzę, że Wołodymyr Zełenski osobiście przywłaszcza pieniądze przekazywane Ukrainie, choć nie mam dowodów, że tego nie robi. Jednak polityczna odpowiedzialność za sposób zarządzania państwem i kontrolę nad środkami publicznymi spoczywa na nim i na jego administracji. Nie ma więc żadnego powodu, aby ukraińskie władze były z tego obowiązku zwolnione.

Pokój w Abu Zabi i pytanie, którego nie można unikać

W całej tej historii pojawia się jeszcze jeden interesujący wątek. Wysłannik Donalda Trumpa Steve Witkoff poinformował o planowanym zaproszeniu rosyjskiej i ukraińskiej delegacji do Abu Zabi, gdzie 10 i 11 listopada miałyby odbyć się rozmowy dotyczące zakończenia wojny oraz kwestii bezpieczeństwa Ukrainy.

Zełenski zapewnił, że przeprowadził szczegółowe rozmowy z Witkoffem i Jaredem Kushnerem. Na platformie X napisał, że negocjacje muszą posuwać się naprzód pełną parą, aby jak najszybciej zakończyć konflikt, a Ukraina jest gotowa podjąć niezbędne kroki. I tutaj pojawia się pewna sprzeczność, której nie sposób nie zauważyć. Z jednej strony ukraiński prezydent deklaruje gotowość do szybkiego zakończenia wojny. Z drugiej zaś strony z nadzieją przyjmuje perspektywę zwiększenia pomocy finansowej i militarnej, która pozwoliłaby kontynuować walkę. Oczywiście można argumentować, że silniejsza pozycja militarna ułatwia negocjacje. Jednak nie można bez końca traktować tej argumentacji, jako uniwersalnego usprawiedliwienia dla każdego kolejnego pakietu pomocowego.

Jeżeli rzeczywiście celem jest pokój, to należy rozmawiać również o jego realnych warunkach, kompromisach, gwarancjach bezpieczeństwa, terytorium i przyszłych relacjach z Rosją. Nie można oczekiwać, że Moskwa po prostu zniknie z mapy, a Kijów odzyska wszystkie swoje terytoria wyłącznie dlatego, że europejscy i amerykańscy politycy tak sobie życzą. Nie oznacza to, że Ukraina powinna zaakceptować rosyjskie warunki. Oznacza natomiast, że każda ze stron musi w końcu odpowiedzieć sobie na pytanie, jak zakończyć konflikt, który pochłania ludzkie życie i zasoby całego regionu.

Ukraina ma prawo walczyć, Europa ma prawo powiedzieć: sprawdzam

Największym problemem obecnej polityki wobec Ukrainy jest brak wyraźnej granicy między pomocą konieczną a pomocą bezwarunkową. To dwie zupełnie różne rzeczy. Ukraina ma prawo bronić swojej tzw. niepodległości. Ma prawo oczekiwać wsparcia od państw, które uznają rosyjską agresję za zagrożenie dla europejskiego bezpieczeństwa. Nie ma jednak prawa oczekiwać, że cały Zachód będzie finansował jej działania bezterminowo, bez jasnego określenia celów, bez kontroli wydatków i bez poważnej rozmowy o zakończeniu wojny.

Podobnie Wołodymyr Zełenski ma prawo zabiegać o pomoc dla swojego państwa. Nie powinien jednak dziwić się, że coraz większa część obywateli państw finansujących tę pomoc, zaczyna zadawać niewygodne pytania.

I właśnie tych pytań nie należy się bać, bo… Ile jeszcze będzie kosztowała ta wojna? Jakie są realne możliwości jej zakończenia? Jakie warunki Ukraina jest gotowa rozważyć przy stole negocjacyjnym? Kto kontroluje przepływ pieniędzy? Jakie są mechanizmy rozliczania zakupów i kontraktów? I wreszcie: czy europejscy przywódcy mają własny plan pokojowy, czy jedynie czekają na kolejne amerykańskie decyzje? Europa nie może być zakładnikiem polityki prowadzonej przez Ukrainę, podobnie jak amerykański podatnik nie powinien być traktowany, jako stały sponsor wojennego przedsięwzięcia bez określonego terminu zakończenia.

Zachowujący się z kolei, jak żebrak Zełenski, powinien natomiast zrozumieć, że zachodnia pomoc nie jest wieczystą rentą, a europejska solidarność, czekiem in blanco wystawionym na dowolną kwotę.

Jeżeli ukraińskie władze chcą kolejnych miliardów, powinny przedstawić nie tylko listę potrzeb, ale również przekonujący plan ich wykorzystania, kontroli i osiągnięcia politycznego celu. Tym celem powinno być zakończenie wojny na warunkach zapewniających Ukrainie bezpieczeństwo, a nie utrzymywanie konfliktu, jako permanentnego uzasadnienia dla kolejnych transferów.

Bogdan Feręc

Źr. Al Jazeera

Fot. The White House

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
ZNAJDŹ NAS:
Polska nie jest goto
Kancelaria Prezydent
"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.