Pół Irlandii zamarło z przerażenia. Rząd oficjalnie zabiera się za naprawianie mieszkalnictwa
Mieszkańcy Irlandii powinni zacząć się poważnie obawiać. Nie o to, że zabraknie na rynku drogich kaw czy luksusowych aut, ale o to, że państwowa machina urzędnicza oficjalnie ogłosiła pełną gotowość do „naprawiania” rynku mieszkaniowego. Gdy politycy najwyższego szczebla zaczynają publicznie zapewniać, że sprawnie rozwiążą spiętrzone problemy, historia i praktyka każą przygotować się na najgorsze.
Wicepremier i minister finansów w jednej osobie Simon Harris przemawiając prosto z Parlamentu Europejskiego w Strasburgu, obwieścił światu, że rząd intensywnie pracuje nad wyeliminowaniem opóźnień w budowie kluczowej infrastruktury. Każdy, kto choć raz próbował w Irlandii uzyskać pozwolenie na podłączenie zwykłej rury z wodą, wie doskonale, że kiedy rząd wkracza do akcji ze swoimi priorytetami, czas oczekiwania potrafi natychmiast ulec podwojeniu.
Oficjalnym powodem do dumy i nadchodzącej „naprawy” ma być świeżo wdrożona ustawa o infrastrukturze krytycznej. Ma ona wreszcie dać rządzącym czarodziejską różdżkę w postaci prawa do odgórnego ustalania priorytetów. Wicepremier z powagą godną podziwu odkrył, że budowanie domów wymaga w zasadzie takich drobnostek, jak oczyszczalni ścieków, zakładów uzdatniania wody czy jakiekolwiek drogi dojazdowej.
To rewolucyjne spostrzeżenie idealnie zbiegło się w czasie z nowym raportem Banku Centralnego, który bezlitośnie wylał kubeł zimnej wody na entuzjazm gabinetu. Z analizy wynika bowiem, że postęp jest niepodważalny, tyle że w dziedzinie generowania opóźnień. Postawienie nieruchomości – od momentu złożenia wniosku o pozwolenie na budowę do przekazania kluczy, zajmuje obecnie średnio cztery lata. To dokładnie dwa razy dłużej niż zaledwie dekadę temu.
Jak widać, rozbudowa administracji i kolejne reformy dają wreszcie mierzalne i jakże stabilne efekty.
Bank Centralny musiał zresztą zweryfikować swoje prognozy dotyczące liczby oddawanych do użytku lokali i po prostu je obniżyć. Zamiast ambitnych planów, tegoroczny wynik ma zamknąć się w okolicach 39 500 domów, co przy zapotrzebowaniu szacowanym na znacznie ponad 50 000 jednostek rocznie, stanowi wynik niemal mistrzowski.
Równocześnie z tymi prognozami, analitycy banku bezradnie rozkładają ręce, wskazując, że deweloperzy odbijają się od ściany przy próbach uzyskania tak wyrafinowanych technologii, jak podłącza prądu czy bieżącej wody. Do tego dochodzą globalne zatory w dostawach surowców, braki kadrowe oraz rosnące ceny materiałów z Bliskiego Wschodu.
Jednak rząd ma na to sprawdzony od lat lek, czyli powoływanie nowych instytucji i zasilanie ich potężną gotówką. Biuro Aktywizacji Mieszkaniowej otrzymało właśnie do dyspozycji okrągły miliard euro. Środki te trafić mają do władz lokalnych, by we własnym, niespiesznym tempie, ale likwidowały deficyty infrastrukturalne.
Co ciekawe, w łonie samego rządu trwa już historycznie twórcza rekonstrukcja i szukanie winnych obecnego stanu rzeczy. Minister szkolnictwa wyższego James Lawless pytany o czteroletni czas budowy pojedynczego domu, przytomnie zauważył, że przecież dwa i pół roku z tego okresu przypadało na kadencję poprzedniego rządu, a obecny gabinet sprawuje władzę dopiero od półtora roku. Ta matematyczna ekwilibrystyka doskonale podnosi na duchu i gwarantuje, że odpowiedzialność rzetelnie rozmyje się w mrokach dziejów. Pan minister zapomniał jednak dodać do swej, jakże celnej wyliczanki matematycznej, że poprzedni rząd także w większości składał się z Fianna Fáil i Fine Gael.
Minister Lawless zapewnił przy tym, że władza doskonale wie o nadmiernie skomplikowanych procedurach przetargowych, przewlekłym planowaniu oraz pladze odwołań, dlatego też przygotowuje ekspresowe ścieżki dla kilku wybranych projektów melioracyjnych.
Sytuacja w kraju prezentuje się zresztą niezwykle osobliwie. Z jednej strony Bank Centralny podnosi prognozy wzrostu gospodarczego do poziomu 3,8%, napędzanego głównie importem technologii do centrów danych i serwerowych szaf pod sztuczną inteligencję. Natomiast z drugiej, mieszkańcy generują rekordowe oszczędności, a sprzedaż kredytów hipotecznych rośnie, choć fizycznie wybudowanych domów przybywa coraz wolniej. Wszystko wskazuje więc na to, że mieszkańcy Zielonej Wyspy niedługo staną się najbardziej majętnym narodem mieszkającym pod namiotami, ale za to z dostępem do najnowocześniejszych serwerowni i sztucznej inteligencji.
Jeżeli rząd utrzyma dotychczasowe tempo reform i wspierania infrastruktury, czteroletni cykl budowlany już wkrótce wspominać będziemy z wielką tęsknotą jako niedościgniony wzór wydajności i dawnej sprawności.
Bogdan Feręc
Źr. RTE
Photo by Mateusz Derks on Unsplash
