Nowe fakty w sprawie Synthos Green Energy. Do spółki trafią miliardy z PFR?
Wokół projektu budowy małych reaktorów jądrowych w Polsce wybuchła potężna burza. Wycena spółki Synthos Green Energy na poziomie aż 8 miliardów złotych wywołała oburzenie ekspertów rynku energetycznego. Z najnowszych doniesień wynika, że w projekt ma zaangażować się państwowy Polski Fundusz Rozwoju (PFR), przejmując udziały za publiczne pieniądze.

W tym artykule:
- 8 miliardów za wirtualny produkt
- Wyścig z czasem i apel do PFR
- Wniosek do UOKiK
- Bruksela przejmie sterowanie siecią?
11.09.2026
30 min
Nowe fakty w sprawie Synthos Green Energy. Do spółki trafią miliardy z PFR?
Wokół projektu budowy małych reaktorów jądrowych w Polsce wybuchła potężna burza. Wycena spółki Synthos Green Energy na poziomie aż 8 miliardów złotych wywoł…
Prowadzący:
Sprawa budzi ogromne emocje, ponieważ dotyczy zaangażowania środków podatników w podmiot, który nie posiada jeszcze żadnej wybudowanej infrastruktury.
Ceny rosną i wokół energetyki narasta bardzo dużo wydmuszek, jakichś dziwnych przepływów finansowych
– podkreśla prof. Ludwik Pieńkowski.
8 miliardów za wirtualny produkt
Szok inwestorów i analityków wywołała informacja o tzw. „godziwej wartości” podmiotu, która opiera się wyłącznie na umowach dystrybucyjnych.
Synthos Green Energy jako godziwą wartość podał 8 miliardów złotych. Ta firma zatrudnia 4,75 etatowych pracowników. Jej cała wartość polega na tym, że ma wyłączność na sprzedaż reaktorów BWRX-300 w Polsce, a tych reaktorów nie ma
– wylicza prof. Pieńkowski.
Zwraca na to uwagę również fizyk Zbigniew Zieliński, wskazując na fakt, że inwestor publiczny nie potrzebuje pośredników do zakupu technologii jądrowej.
To jest opłata za prawo do dystrybucji rozwiązania, którego nie ma. Tę elektrownię, czy też reaktor Orlen, który ma być użytkownikiem, to może skupić sam, bez żadnych pośredników. To jest do niczego niepotrzebne
– zauważa fizyk Zbigniew Zieliński.
Wyścig z czasem i apel do PFR
Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że w Polskim Funduszu Rozwoju trwa obecnie proces wyłaniania nowych władz po odejściu dotychczasowego prezesa.
Tu z anteny apeluję do członków komisji, żeby przepytali kandydata na prezesa PFR, prezesa, w jaki sposób chce sprawdzić, czy ta inwestycja to nie jest po prostu wyprowadzenie pieniędzy publicznych
– zaznacza prof. Pieńkowski.
Ekspert wskazuje, że wycena na poziomie 8 miliardów złotych jest całkowicie pozbawiona fundamentów rynkowych tak długo, jak nie powstanie pierwszy działający obiekt komercyjny.
Tak długo, przynajmniej jak długo nie zostanie wybudowany First-of-a-Kind, czyli pierwsza demonstracyjna instalacja w Kanadzie i jak długo nie pokaże, co potrafi, jak działa, jaki przynosi faktyczne zyski
– dodaje prof. Ludwik Pieńkowski.
Jesteśmy w przededniu kolejnej afery, jestem przekonany. I naszym celem jest powstrzymać, żebyśmy tym razem akurat tych 4, 5 czy 6 miliardów złotych nie wydali na bzdury, żeby nie trzeba było potem ścigać
– ostrzega prof. Pieńkowski.
Wniosek do UOKiK
Eksperci zapowiadają podjęcie stanowczych kroków prawnych i formalnych, aby powstrzymać potencjalny transfer środków z PFR do prywatnego podmiotu.
Kolejny mój apel skieruje do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Żeby taka kwota z publicznych pieniędzy została zaangażowana w ten projekt, potrzebna jest zgoda tego urzędu
– zapowiada prof. Pieńkowski.
Bruksela przejmie sterowanie siecią?
Niezależnie od kontrowersji finansowych wokół atomu, na forum unijnym ważą się losy suwerenności polskiego systemu elektroenergetycznego.
Unia Europejska rozpoczęła bardzo poważne prace nad planem, to się nazywa strategiczny plan działania na rzecz cyfryzacji w sektorze energii. Chodzi o unifikację, centralizację zarządzania sieciami
– wyjaśnia fizyk Zbigniew Zieliński.
Planowane zmiany mogą doprowadzić do sytuacji, w której kluczowe decyzje o dostawach prądu będą podejmowane poza granicami Polski:
Żeby sterowanie naszymi elektrowniami i naszymi sieciami, które w tej chwili odbywa się w kraju pod Warszawą, żeby ono przeszło do Brukseli
– ostrzega Zbigniew Zieliński.
Wprowadzenie takiego rozwiązania niesie potężne ryzyko w sytuacjach awaryjnych, co pokazał niedawny przypadek z rynku niemieckiego.
Niemczech doszło do wyłączenia 4-5 bloków węglowych, wypadło 3 gigawaty. Uratował ich import i to kosztowało wtedy 1 megawatogodzina, kosztowała zamiast 500 złotych, czy tam 700, kosztowała 17 tysięcy
– wylicza Zbigniew Zieliński.
Centralne zarządzanie prądem to jest centralne zarządzanie gospodarką
– podsumowuje prof. Ludwik Pieńkowski.
Autorzy:


