Morskie Oko: wojna o konie czy o przewozy? DIOZ chce wejść na trasę z E-Fasiągami
Protesty, blokowanie drogi i ostre oskarżenia o męczenie zwierząt. Spór o konie wożące turystów do Morskiego Oka trwa od lat, ale w sierpniu wydarzyło się coś, co stawia go w nowym świetle. DIOZ zapowiedział, że sam chce zostać przewoźnikiem, a na spotkanie ze starostą przyjechał przedstawiciel producenta elektrycznego E-Fasiąga. – Odnoszę nieodparte wrażenie, że tu nie chodzi wcale o dobrostan naszych koni – mówi Radiu Wnet starosta tatrzański Andrzej Skupień. Weterynarz Maciej Perzyna przekonuje z kolei, że praca koni na tej trasie jest lekka, a narracja o ich przeciążaniu nie znajduje potwierdzenia w jego obserwacjach.

W tym artykule:
- Weterynarz był na miejscu. „Te konie po prostu się nie męczą”
- Konie padały na trasie. Ale z jakiego powodu?
- Transport już miał się zmienić
- I wtedy pojawił się E-Fasiąg
- Starosta: „Przywiózł ze sobą przedstawiciela producenta”
- „Ze zdumieniem usłyszeliśmy, że sami chcą wprowadzić własny system”
- O konie czy o rynek przewozów?
- Co dalej z Morskim Okiem?
Droga do Morskiego Oka stała się w sierpniu jednym z najgorętszych miejsc sporu o prawa zwierząt w Polsce. Aktywiści Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt domagają się całkowitego zakończenia przewozów turystów tradycyjnymi fasiągami. Protesty przeradzały się w blokowanie drogi, na miejscu interweniowała policja, a naprzeciw aktywistów stanęli mieszkańcy Podhala i zwolennicy fiakrów. 22 sierpnia policjanci musieli usuwać protestujących z jezdni.
Tyle że w połowie sierpnia spór przestał dotyczyć wyłącznie pytania: czy konie powinny nadal pracować na trasie do Morskiego Oka?
Pojawiło się drugie: kto powinien wozić tam turystów?
Wojna o Morskie Oko. O konie czy o miliony z przewozów?
Czy w sporze o fasiągi na drodze do Morskiego Oka chodzi wyłącznie o dobrostan koni? Po sierpniowych protestach pojawił się nowy wątek: DIOZ zapowiedział, że…
Prowadzący:
Weterynarz był na miejscu. „Te konie po prostu się nie męczą”
O ocenę warunków pracy koni Hanna Tracz z Radia Wnet zapytała lek. wet. Macieja Perzynę z Katedry Chorób Dużych Zwierząt i Kliniki Instytutu Medycyny Weterynaryjnej SGGW.
Maciej Perzyna podczas jednego z protestów był na miejscu jako weterynaryjne zaplecze merytoryczne policji. Jak relacjonował, miał okazję obserwować konie pracujące tego dnia, rozmawiać z fiakrami, a także przyjrzeć się uprzężom i samym fasiągom.
Jego ocena jest jednoznaczna.
– Te konie po prostu się nie męczą. W kategoriach pracy fizycznej konia to jest dla niego praca lekka. Ona nawet nie jest umiarkowana – mówił w Radiu Wnet.
Weterynarz zwraca uwagę na konstrukcję samych fasiągów. Wozy mają ogumione koła, niskie opory toczenia i hamulce, dzięki którym przy zjeździe ciężar pojazdu nie napiera na konie. Jego zdaniem jest to rozwiązanie stworzone specjalnie do pracy na tej trasie.
Nasz rozmówca podważa również często pojawiające się twierdzenie, że konie pracują przez cały dzień.
– Cały dzień pracy dotyczy fiakra – zaznacza. Według jego obserwacji zwierzęta wykonują zazwyczaj jeden kurs góra–dół, czasem dwa, a rzeczywisty czas wysiłku wynosi około dwóch-trzech godzin. Fiakrzy dysponują większą liczbą koni i wymieniają je w ciągu dnia.
Weterynarz porównuje ten wysiłek nie do ciężkiej pracy fizycznej, lecz – obrazowo – do pracy listonosza rozwożącego korespondencję na rowerze. Według przywołanych przez niego norm konie wykonują około jednej trzeciej pracy, do której fizjologicznie mogłyby być zdolne.
Konie padały na trasie. Ale z jakiego powodu?
Jednym z najmocniejszych argumentów przeciwników fasiągów są zdjęcia i informacje dotyczące koni, które straciły życie na drodze do Morskiego Oka.
lek. wet. Maciej Perzyna nie zaprzecza, że takie zdarzenia miały miejsce. Wskazuje jednak, że – według znanych mu przypadków – nie były następstwem przeciążenia zwierząt pracą.
Jak mówił, w okresie kilkunastu lat chodzi o trzy przypadki: dwa konie padły, a jeden po wypadku został poddany eutanazji. W pierwszym przypadku przyczyną miało być pęknięcie aorty, w drugim ostra kolka. Trzecie zwierzę zostało uśmiercone po wypadku, podczas którego konie miały się spłoszyć, a jeden z nich spadł ze skarpy.
– To są trzy przypadki śmiertelne na trasie do Morskiego Oka, w ogóle niezwiązane z przeciążeniem – podkreślał Perzyna.
To stanowisko stoi w wyraźnej sprzeczności z narracją części organizacji prozwierzęcych, które przewozy przedstawiają jako system prowadzący do cierpienia i nadmiernego eksploatowania koni.
Transport już miał się zmienić
Co istotne, władze, Tatrzański Park Narodowy i sami fiakrzy wcześniej zgodzili się na daleko idącą zmianę obecnego systemu.
28 lutego 2025 r. podpisano porozumienie, zgodnie z którym transport konny ma docelowo zostać skrócony do odcinka Palenica Białczańska–Wodogrzmoty Mickiewicza. Dalej turystów mają przewozić elektryczne busy. Ustalono również, że konie będą ciągnąć mniejsze i lżejsze wozy.
Jeszcze wcześniej ograniczono liczbę pasażerów, wydłużono czas odpoczynku zwierząt i wprowadzono dodatkowe zasady kontroli ich pracy.
Starosta tatrzański Andrzej Skupień w rozmowie z Radiem Wnet podkreślał, że obecny model jest właśnie efektem kompromisu.
– Do góry jedzie 10 osób, a ciągną dwa zdrowe konie, a na dół 13. (…) Wyjeżdżają do góry tylko dwukrotnie w ciągu dnia, mając długą przerwę na górze na odpoczynek i naprawdę nie są te konie przeciążone, są pod stałą kontrolą weterynaryjną – mówił.
I wtedy pojawił się E-Fasiąg
W tym miejscu historia zaczyna nabierać zupełnie innego wymiaru.
19 sierpnia w Starostwie Powiatowym w Zakopanem odbyło się spotkanie przedstawicieli powiatu, Tatrzańskiego Parku Narodowego i DIOZ.
Według oficjalnego komunikatu Starostwa rozmowy dotyczyły m.in. „bezpośredniego udziału DIOZ w świadczeniu usług transportowych z wykorzystaniem e-fasiągów”.
Nie jest to więc interpretacja przeciwników DIOZ. Tak propozycję przedstawioną podczas rozmów opisał sam urząd.
Konrad Kuźmiński, prezes DIOZ, publicznie zapowiedział wówczas, że organizacje ochrony zwierząt zamierzają same rozpocząć działalność przewozową.
DIOZ chce spełnić wymagania stawiane przewoźnikom, a następnie uzyskać możliwość zakwestionowania przepisów ograniczających korzystanie na tej drodze z pojazdów elektrycznych. Organizacja deklaruje, że dochody z przewozów miałyby być przeznaczane na ochronę środowiska i zwierząt w Tatrach.
Starosta: „Przywiózł ze sobą przedstawiciela producenta”
Andrzej Skupień w Radiu Wnet opisał sytuację jeszcze bardziej dosadnie.
Zapytany przez Hannę Tracz, czy DIOZ podczas spotkania rzeczywiście zgłosił chęć prowadzenia przewozów przy pomocy elektrycznych fasiągów, odpowiedział:
– Tak, tak. Przywiózł ze sobą zresztą pana, który reprezentował producenta tego fasiąga.
Tym przedstawicielem był Rafał Szlachta, występujący na spotkaniu w imieniu Innovation AG – firmy, która opracowała E-Fasiąga.
I tutaj pojawia się kolejny istotny element.
Producent nie proponuje klasycznej sprzedaży pojazdów. Szlachta mówił, że firma chce je udostępniać przewoźnikom, a w zamian otrzymywać procent od przychodów generowanych przez przewozy.
Oznacza to, że E-Fasiąg nie jest jedynie technologiczną ciekawostką prezentowaną przy okazji sporu o zwierzęta. Za pojazdem stoi konkretny model biznesowy związany z przyszłymi wpływami z transportu turystów.
Co więcej, Innovation AG i Adaptive Motors Poland publicznie informowały, że wspierały sierpniowy protest aktywistów przeciwko wykorzystywaniu koni, a na miejscu obecny był E-Fasiąg i Rafał Szlachta.
„Ze zdumieniem usłyszeliśmy, że sami chcą wprowadzić własny system”
Dla starosty właśnie ten element zmienia charakter całego konfliktu.
– Ze zdumieniem usłyszeliśmy, że państwo sami chcą wprowadzić własny system na tej drodze i że mają już rozwiązania, pewnie jakiegoś sponsora do tego – mówił Andrzej Skupień.
Sformułowanie o sponsorze jest przypuszczeniem starosty, a nie potwierdzonym faktem. Nie ma obecnie publicznego dowodu, że Innovation AG, Adaptive Motors Poland czy spółka Wojaż finansowały DIOZ albo jego protesty.
Jest natomiast faktem, że obie strony spotkały się przy wspólnej koncepcji: DIOZ jako przewoźnik i elektryczne E-Fasiągi jako środek transportu.
I to rodzi zasadne pytanie o rzeczywistą stawkę konfliktu.
O konie czy o rynek przewozów?
Do tej pory spór przedstawiano przede wszystkim jako starcie dwóch światów.
Z jednej strony – organizacje broniące praw zwierząt, przekonujące, że XXI-wieczna turystyka nie powinna opierać się na pracy koni.
Z drugiej – fiakrzy, samorząd i część lekarzy weterynarii, którzy wskazują, że zwierzęta są regularnie badane, ich obciążenie zostało ograniczone, a przewozy są elementem podhalańskiej tradycji i źródłem utrzymania miejscowych rodzin.
Sierpniowe wydarzenia dodały jednak trzeci wymiar – ekonomiczny.
Skoro jedna ze stron domagających się likwidacji obecnego systemu jednocześnie deklaruje chęć samodzielnego wejścia w działalność przewozową, a obok pojawia się producent gotowego pojazdu elektrycznego, który chce zarabiać procent od przychodów z tych przewozów, pytanie o interes ekonomiczny staje się nieuniknione.
Nie oznacza to, że troska DIOZ o zwierzęta jest pozorna. Dostępne informacje nie pozwalają postawić takiej tezy jako faktu.
Pozwalają jednak zapytać, czy konflikt nadal dotyczy wyłącznie dobrostanu koni.
Andrzej Skupień ma w tej sprawie zdecydowane zdanie.
– Odnoszę nieodparte wrażenie, że tu nie chodzi wcale o dobrostan naszych koni, tylko o nagłaśnianie, kreowanie konfliktu, nagłaśnianie swojej organizacji i uzyskiwanie z tego dużych pieniędzy – powiedział Radiu Wnet.
To opinia starosty, nie rozstrzygnięcie sprawy.
Ale wydarzenia z 19 sierpnia sprawiają, że pytanie „kto będzie woził turystów do Morskiego Oka?” stało się równie istotne jak pytanie „czy powinny robić to konie?”.
Co dalej z Morskim Okiem?
Starosta podkreśla, że samorząd nie zamierza obecnie zmieniać wypracowanego wcześniej porozumienia. Zakłada ono pozostawienie tradycyjnych fasiągów na krótszym odcinku i wprowadzenie elektrycznych busów na dalszej części trasy.
– Nie jestem przeciwko takiemu rozwiązaniu w sensie możliwości technicznych, ale my musimy być konsekwentni w stosunku do tego, cośmy tutaj z ministerstwem i Tatrzańskim Parkiem Narodowym podpisali rok temu – mówił o E-Fasiągu Starosta Skupień.
TPN realizuje już ten plan i prowadzi proces związany z elektryfikacją transportu.
Spór więc nie dotyczy już tego, czy na drodze do Morskiego Oka pojawi się transport elektryczny. Ten kierunek został już wcześniej przesądzony.
Pytanie brzmi raczej: w jakiej formie, kto będzie go organizował i kto będzie na nim zarabiał?
Radio Wnet zwróciło się również do DIOZ z propozycją rozmowy. Jak poinformowała na antenie Hanna Tracz, zaproszenie zostało wysłane trzy dni przed audycją; do czasu jej zakończenia przedstawiciel organizacji nie wziął udziału w programie.
Autorzy:

