Unia Europejska dokręca śrubę. Najpierw 3 euro, teraz 5 – tak wygląda łupienie własnych obywateli – "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii

Unia Europejska dokręca śrubę. Najpierw 3 euro, teraz 5 – tak wygląda łupienie własnych obywateli

Ten zdegenerowany twór, jakim jest Unia Europejska, ma osobliwy sposób prowadzenia polityki gospodarczej. Kiedy europejscy producenci nie są w stanie konkurować ceną, gdyż Bruksela nałożyła na nich podatek Zielony Ład, ta sięga po cła. Jeszcze ciekawiej jest, gdy unijny konsument, zamiast kupować drogie towary na europejskim rynku, zaczyna szukać tańszych zamienników za granicą, bo wtedy Bruksela również sięga po opłaty. A kiedy pierwsza opłata okazuje się niewystarczająca, pojawia się następna.

Powiedzmy to szczerze, to już nie jest polityka handlowa, a jest jawnym i systematycznym drenowaniem kieszeni własnych obywateli.

Do tej pory Unia Europejska chętnie uderzała cłami w państwa, których nie była w stanie pokonać konkurencyjnością. Zamiast więc odpowiedzieć na prostą potrzebę rynku, czyli produkować taniej, lepiej i sprawniej, wybierała znacznie łatwiejszą drogę – podnieść koszt dla konkurencji. Problem jednak w tym, że konkurencją dla europejskiego producenta stał się również europejski konsument. Ten sam człowiek, który kupować ma unijne produkty, a zaczął już jakiś czas temu zauważać, że za granicą może znaleźć podobny towar, ale zdecydowanie taniej. I wtedy wkroczył europejski celnik z piekła rodem.

3 euro to dopiero początek

Od lipca 2026 roku obowiązuje opłata celna w wysokości 3 euro dotycząca zakupów online spoza Unii Europejskiej, a o wartości poniżej 150 euro. Dotyczy to między innymi zakupów dokonywanych za pośrednictwem takich platform jak Temu, Shein czy AliExpress, a także przesyłek z Wielkiej Brytanii. Co ważne, opłata naliczana jest od każdego przedmiotu, a nie od każdej paczki. W praktyce oznacza to, że niewielkie, tanie zakupy mogą zostać obciążone opłatą, która w stosunku do wartości produktu jest wręcz absurdalnie wysoka, chociaż nie dzieje się tak w większości przypadków. Dlaczego? Zmienił się nieco wolumen zakupów, więc na platformach sprzedażowych kupowane są produkty nieco droższe, co nawiasem mówiąc, daje wyższe zyski zagranicznym sprzedawcom.

Jednak towar kosztujący kilka euro przestaje być więc tani, ponieważ dochodzi opłata celna, może dojść VAT, a wkrótce również kolejna opłata. I właśnie tutaj pojawia się następny rozdział tej historii.

Od listopada 2026 roku do obecnej opłaty celnej w wysokości 3 euro ma być doliczona opłata manipulacyjna w wysokości 2 euro za paczkę. W rezultacie kupujący może zostać obciążony łącznie kwotą 5 euro, zanim jeszcze doliczony zostanie VAT, jeśli jest należny. Brzmi niewinnie? Tylko do momentu, kiedy człowiek policzy, ile rzeczywiście kosztuje tani zakup.

Kij zamiast konkurencyjności

Zdegenerowana Bruksela przedstawia oczywiście te rozwiązania językiem, który ma brzmieć rozsądnie i szlachetnie. Powtarza więc banały o „uczciwszym handlu”, ochronie europejskich sprzedawców i problemie tanich produktów importowanych spoza UE. Tyle że istnieje pewna zasadnicza różnica pomiędzy konkurowaniem a administracyjnym podnoszeniem ceny konkurenta.

Jeżeli europejski produkt jest droższy, konsument ma prawo zapytać: dlaczego? Może europejska firma płaci więcej za energię. Może więcej kosztuje ją praca. Może obciążenia podatkowe są wyższe. Może regulacji jest tak wiele, że przedsiębiorca zamiast produkować, wypełnia dokumenty. Może europejska polityka klimatyczna podnosi koszty produkcji. Może wszystkie te elementy występują jednocześnie. Ale zamiast rozwiązywać te istniejące przecież problemy, można zrobić przecież coś prostszego.

Dopisać kolejną opłatę.

To właśnie jest najbardziej irytujące w unijnej polityce, że zamiast zastanowić się, dlaczego obywatel wybiera produkt zagraniczny, próbuje się sprawić, aby ten wybór stał się dla niego kosztowniejszy. W takim przypadku to nie jest marchewka, a kij, natomiast od listopada ten kij ma być większy i grubszy, żeby bardziej bolało.

Konsument już raz pokazał Brukseli, co o tym myśli

Najciekawsze jest jednak to, że pierwsza opłata najwyraźniej nie doprowadziła do oczekiwanego przez jej zwolenników załamania zakupów spoza UE. Sprzedaż spadła, ale, jak wynika z dostępnych informacji, nie na tyle, aby zjawisko zniknęło. Co więc robi regulator, który rozumu nie ma za grosz?

W normalnej gospodarce rynkowej można byłoby dojść do wniosku, że konsumenci mimo wszystko widzą wartość w tańszych produktach. Można byłoby nawet spróbować poprawić konkurencyjność własnych przedsiębiorstw, ale w gospodarce regulowanej przez Brukselę istnieje również inna metoda.

Skoro obywatel nadal kupuje, trzeba mu ten zakup jeszcze wyżej opodatkować.

3 euro nie wystarczy? Dajmy 2 euro, a jeśli 5 euro nie wystarczy? Można przecież zawsze powołać komisję, przygotować analizę i znaleźć kolejne „narzędzie”, czyli kolejne 3 €.

Unia doi, gdzie tylko może

I właśnie tutaj problem przestaje dotyczyć pojedynczej opłaty celnej, bo to część znacznie szerszego zjawiska. Europejczyk od lat słyszy, że musi płacić więcej. Więcej za energię. Więcej za paliwo. Więcej za ogrzewanie. Więcej za transport. Więcej za produkty spełniające kolejne normy. Więcej za rozwiązania zgodne z europejską polityką klimatyczną. Kiedy jednak obywatel próbuje znaleźć tańszą alternatywę, okazuje się, że również tutaj czeka na niego unijna opłata.

To jest właśnie drenaż kieszeni obywatela pod pozorem regulowania rynku!

Mechanizm jest banalnie prosty: najpierw tworzy się system, który podnosi koszty funkcjonowania europejskiej gospodarki, następnie obywatel szuka tańszych rozwiązań, a kiedy je znajduje, nakłada się opłatę, która ma sprawić, że tańsze rozwiązanie przestanie być tak tanie. Przypomina to sytuację człowieka, któremu najpierw podniesiono cenę chleba, a potem zabroniono mu kupować go u piekarza po drugiej stronie ulicy, bo tam jest taniej.

Rachunek zawsze trafia do zwykłego człowieka

Nie zapominajmy o jeszcze jednym składniku, więc o tym, że firmy potrafią przenosić koszty. Przedsiębiorca może zmienić dostawcę, renegocjować kontrakt, podnieść cenę produktu albo ograniczyć działalność. Zwykły człowiek kupujący buty, ubranie, części zamienne, telefon czy drobne wyposażenie domu, ma zdecydowanie mniejsze pole manewru. Jeżeli za tani produkt zapłaci dodatkowe 3 euro, kolejne 2 euro opłaty manipulacyjnej i jeszcze VAT, to nie jest abstrakcyjna polityka handlowa. To jest konkretny rachunek, który płaci konkretny człowiek.

Co więcej, opłata może zostać wliczana do podstawy naliczania VAT, co dodatkowo zwiększa koszt zakupów, by później politycy mogli z dumą powiedzieć, że chronią europejski rynek.

Tylko przed kim? Przed własnym obywatelem, który próbuje kupić coś taniej?

Świąteczny prezent od Brukseli

Termin nowych regulacji jest wręcz symboliczny.

Nowa opłata manipulacyjna ma wejść w życie najpóźniej 1 listopada 2026 roku, czyli dokładnie w okresie, kiedy konsumenci zaczną coraz intensywniej myśleć o świątecznych zakupach. Trudno o lepszy moment, prawda? Święta coraz bliżej, ceny rosną, gospodarstwa domowe liczą pieniądze, a Bruksela dorzuca kolejną opłatę. To niemal świąteczny prezent od europejskiej biurokracji. Tylko że za ten, zapłacimy sami.

Nawet zwrot może kosztować

Na tym unijny absurd się jednak nie kończy. Nowe koszty mogą również wpływać na zwroty zakupionych produktów. Opłata nie podlega bowiem zwrotowi, z wyjątkiem sytuacji, gdy towar okaże się wadliwy. Czyli obywatel może więc zapłacić za towar, wnieść złodziejskie opłaty, uregulować VAT, a następnie odkryć, że produkt nie spełnia jego oczekiwań i przy zwrocie nie odzyska wszystkich poniesionych kosztów. Tak właśnie wygląda europejska wersja „ochrony konsumenta”.

Niech Bruksela odpowie na jedno pytanie

Zamiast kolejnych opłat warto zadać Komisji Europejskiej bardzo proste pytanie: Dlaczego europejski konsument w ogóle chce kupować poza Unią? Bo może odpowiedź jest bardziej niewygodna niż wszystkie dokumenty Komisji razem wzięte. Może dlatego, że europejskie produkty są za drogie. Może dlatego, że europejska produkcja jest nadmiernie obciążona regulacjami. Może dlatego, że energia jest droga. Może dlatego, że podatki są wysokie. Może dlatego, że koszty pracy rosną, a może dlatego, że europejska polityka gospodarcza przez lata sama podcinała gałąź, na której siedzi europejski przemysł.

Jeżeli tak jest, nakładanie kolejnych opłat na konsumentów nie jest rozwiązaniem problemu, jest jego maskowaniem.

Europa potrzebuje konkurencji, nie fiskalnego bata

Nie jestem przeciwnikiem ochrony europejskiego rynku jako takiego. Każde państwo i każda wspólnota gospodarcza ma prawo przeciwdziałać dumpingowi, oszustwom czy nieuczciwym praktykom handlowym, nawet w przypadku, gdy robi to ktoś inny. Ale czym innym jest ochrona rynku przed nieuczciwą konkurencją, a czym innym karanie konsumenta za to, że znalazł produkt tańszy poza granicami zdewastowanej decyzjami polityków Unii Europejskiej.

Jeżeli europejski model gospodarczy jest naprawdę tak dobry, powinien wytrzymać konkurencję, ba powinien przyciągać zagraniczne firmy, które znalazłyby tutaj swoje eldorado. Jeżeli europejska firma jest przekonana, że produkuje lepiej, konsument ją wybierze. Jeżeli faktycznie produkuje taniej, wybierze ją tym chętniej. Jeżeli natomiast trzeba administracyjnie podnosić cenę konkurencyjnych produktów, żeby europejski konsument nie uciekł do zagranicznego sklepu, to jest to sygnał alarmowy. Bo wtedy problemem nie jest konsument.

Problemem jest brak konkurencyjności.

Jeżeli Bruksela tego nie rozumiem, powiem to językiem nader prostym – brak konkurencyjności nie zostanie rozwiązany 2 euro opłaty manipulacyjnej. Dojenie ma swoje granice i Europa nie może bez końca traktować własnych obywateli jak bankomatu. Nie można jednocześnie podnosić kosztów energii, transportu, ogrzewania, paliw i produktów, a następnie karać konsumenta za próbę znalezienia tańszej alternatywy.

Nie można budować gospodarki opartej na coraz większej liczbie opłat, a potem udawać, że wszystko odbywa się w imię dobra obywatela, bo on widzi rachunek. Widzi go przy dystrybutorze. Widzi go na fakturze za energię. Widzi go w sklepie i teraz jeszcze wyższy, zobaczy również przy zakupach online.

3 euro już obowiązuje, kolejne 2 euro jest na stole, a wszystko wskazuje na to, że europejska polityka gospodarcza coraz częściej sprowadza się do zasady: jeżeli obywatel znalazł sposób, żeby zapłacić mniej, trzeba znaleźć sposób, żeby zapłacił więcej. To nie jest droga do silnej Europy. To jest droga do Europy coraz droższej, coraz bardziej regulowanej, coraz mniej konkurencyjnej i coraz słabszej.

Dlatego Bruksela powinna się wreszcie zastanowić, czy naprawdę chce budować gospodarkę, w której obywatel będzie miał coraz więcej ograniczeń, formularzy, opłat i coraz mniej pieniędzy w portfelu? Nawet najbardziej cierpliwy podatnik ma swoją granicę, a europejskie dojarki pracują już zdecydowanie zbyt intensywnie.

*

Jak tak dalej pójdzie, trzeba będzie się zastanowić i znaleźć jakieś miejsce na świecie, które jest bardziej niż daleko od tego cyrku (czytaj burdelu), który w mojej opinii trzeba zburzyć i zbudować od nowa. A może lepiej nie budować jeszcze raz…

Bogdan Feręc

Źr. Independent

Photo by Christian Lue on Unsplash

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
ZNAJDŹ NAS:
Jesteśmy na począt
Społeczność LGBT
"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.