Bicz na darmozjadów. Czas założyć politykom „fiskalne kajdanki” i przywołać tę zgraję do porządku – "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii

Bicz na darmozjadów. Czas założyć politykom „fiskalne kajdanki” i przywołać tę zgraję do porządku

Za to te wszystkie polityczne oszołomy znienawidzą mnie do reszty i bardzo dobrze, niech nienawidzą. Nie przyszedłem tutaj przyprawiać gęby politycznym miernotom ani głaskać ich po głowach, gdy bezczelnie ciągną z naszych kieszeni garściami. Skoro media głównego nurtu potulnie milczą, a dziennikarskie cyngle włączają tryb ślepoty i niedosłuchu, ta ukrywana od jakiegoś czasu informacja po prostu musi przedostać się do opinii publicznej.

Dość już obłudnego teatrzyku. Kiedy normalne rozmowy z domniemaną klasą polityczną nie przynoszą żadnych rezultatów, kiedy prośby, apele i racjonalna dyskusja trafiają w próżnię, nie ma innej drogi. Trzeba wziąć ich za karki, przycisnąć do ziemi, nauczyć pokory i bezwzględnie wprowadzić na drogę sprawnego, a także uczciwego działania. Tym samym zwracam się również bezpośrednio do naszej opozycji, a mówiąc naszej, mam na myśli w równym stopniu opozycję irlandzką, jak i polską. Dlaczego? Już wyjaśniam.

Żeby zrozumieć, jak bardzo Europa zgnuśniała i jak bezczelni stali się nasi warszawscy oraz dublińscy „koryciarze”, musimy przenieść się na jakiś czas do Argentyny. To właśnie tam prezydent Javier Milei podjął decyzję, na którą żaden z naszych wypieszczonych gogusiów w garniturach nigdy by się nie odważył. Stwierdził w roku ubiegłym wprost, że argentyńscy politycy są leniwi, nie przejmują się publicznym groszem, a tamtejsze społeczeństwo mają za nic. I powiedzmy sobie szczerze, słowa te nie zostały wypowiedziane bezpodstawnie. Gdy Milei obejmował swój urząd, inflacja w Argentynie bezustannie szalała, a gospodarka staczała się na samo dno. Po trzech latach u władzy i po wprowadzeniu kilku bezkompromisowych, zdroworozsądkowych rozwiązań, argentyńskie finanse po trzech zaledwie latach zakończyły swój byt w deficycie, a budżet państwa zaczął wykręcać realne dochody. Udało się? Tak, i wystarczyło odciąć pijawki od skóry.

Wisienką na tym fiskalnym torcie stała się ustawa, która wzięła za twarze argentyńskich polityków, a chociaż sam pomysł nie okazał się autorski, zadziałał wręcz perfekcyjnie. Prezydent Javier Milei nie wymyślał koła na nowo, tylko odniósł się do znanej koncepcji Warrena Buffetta. Amerykański miliarder powiedział kiedyś ze słuszną zgryźliwością, że jeśli deficyt w kraju, a miał wówczas na myśli Stany Zjednoczone, przekroczy 3% PKB, wszyscy politycy powinni automatycznie i bezdyskusyjnie tracić prawo do reelekcji. Prezydentowi Milei ten pomysł na tyle przypadł do gustu, że lekko go zmodyfikował, przystosował do argentyńskich realiów, a co najważniejsze i najbardziej bolesne dla politycznej kasty – przeforsował go pod koniec ubiegłego roku przez tamtejszy parlament. Pomysł stał się obowiązującym prawem, a w głowach parlamentarnych nierobów wybuchła panika.

Co dokładnie zrobił Javier Milei? Otóż uznał, że w rządzonym przez niego kraju obowiązywać ma ustawa o jakże wymownej nazwie: „Fiskalne Kajdanki”. Cała konstrukcja składa się z dwóch prostych, niezwykle skutecznych części. Jeżeli kraj wpadnie w deficyt fiskalny, a Kongres Narodowy nie rozwiąże tego problemu w kilka tygodni, z automatu zawiesza się wszelkie nieistotne wydatki wskazane przez prezydenta. Koniec z dotacjami dla znajomków, koniec z kolesiostwem, promowaniem absurdalnych projektów i utylizowaniem publicznej kasy na głupoty. To jednak dopiero rozgrzewka, bo przecież chodzi o to, żeby pobudzić tych politycznych p-osłów do faktycznej pracy. O ile zatem Izba Deputowanych, czyli odpowiednik polskiego Sejmu i irlandzkiego Dáil Éireann – oraz Senat nie rozwiążą problemu w okresie kolejnych kilku tygodni, następuje uderzenie w czuły punkt. Automatycznie zamrażane i zawieszane są pensje całego aparatu władzy.

Wynagrodzenia po prostu przestają wpływać na konta. Pieniądze nie trafiają do prezydenta, posłów, senatorów, ministrów, wiceministrów, sekretarzy czy podsekretarzy stanu. Nagle okazuje się, że stołek nie gwarantuje bezkarnej głodówki dla narodu przy jednoczesnym tuczeniu własnej politycznej kieszeni. Żeby jednak było jasne – ustawa wyłącza inne grupy społeczno-zawodowe utrzymywane z budżetu państwa. Emerytury, zasiłki, pensje dla sektora budżetowego, w tym nauczycieli, policjantów, strażaków i pracowników służb, wypłacane są bez jakichkolwiek zakłóceń. Oni wykonują ciężką, pożyteczną pracę, a bicz spada wyłącznie na grzbiety tych, którzy doprowadzili do finansowego pogromu.

Cała sprawa mogłaby się w tym miejscu zakończyć, ale trzeba wyjaśnić jedną rzecz. Prezydent Milei wprowadził w życie ustawę, która wreszcie ustanawia realną odpowiedzialność polityczną. Jest to coś, czego w rozpasanej, zadufanej w sobie Europie absolutnie nie doświadczamy. Tutejsze parlamentarne oszołomy nie czują nad sobą żadnego bata, żadnej kontroli i nie ponoszą żadnej odpowiedzialności! Działają natomiast w poczuciu całkowitej bezkarności i mają prawie pewność, że wybrani zostaną na kolejną kadencję. Oni natomiast wciąż zadłużać będą kolejne pokolenia, a potem ewentualnie przejdą na tłuste emerytury albo przeskoczą do unijnych synekur, czyli zero konsekwencji za decyzje, które niszczą portfele zwykłych ludzi.

Jako podatnik, ale też człowiek, który odrzucił już dwie propozycje startu z list wyborczych niektórych ugrupowań politycznych, a dodam, że działają one ostatnio wyjątkowo prężnie, patrzę na to z pełną świadomością mechanizmów tej gry. I powiem krótko: pomysł prezydenta Milei nader chętnie widziałbym zarówno w Polsce, jak i w Irlandii. Odnoszę też wrażenie, że moi współobywatele zasługują na to, by przestać płacić na utrzymanie nierobów. O ile o taki odważny krok w przyszłości mógłbym posądzać prezydenta Karola Nawrockiego, a nawet z czystym sumieniem go do tego namawiać, o tyle bądźmy realistami. Nie sądzę, aby na tak brutalne dla polityków rozwiązanie zdecydowała się na przykład prezydent Republiki Irlandii Catherine Connolly czy inni przedstawiciele tutejszego, skostniałego układu.

Jednak żeby nie kopiować bezmyślnie jeden do jednego rozwiązań z Argentyny, proponuję pójść o krok dalej. Będę wznosił toasty i czuł się nad wyraz szczęśliwy, jeżeli w obu bliskich mi krajach zaczną obowiązywać przepisy hybrydowe, które połączą wszystkie wymienione wcześniej rozwiązania w jeden nieunikniony topór nad głowami władzy. Uznaję więc prosty i twardy rygor. Jeżeli w Polsce lub w Irlandii pojawi się deficyt lub politycy zaczną bezkarnie zwiększać wydatki budżetowe ponad kwoty uznane za bezpieczne, dostają dokładnie miesiąc na naprawę sytuacji. Jeden miesiąc – bez dyskusji, bez zasłaniania się procedurami i zwalania winy na poprzedników.

Jeżeli ta sztuka im się nie uda, wkraczamy w drugi etap. Po kolejnych czterech tygodniach, a więc po ostatecznym okresie wyznaczonym na wychodzenie kraju z deficytu, nakłada się na nich pełną blokadę. Zamraża się wypłatę ich wynagrodzeń do odwołania, a na dodatek – i to jest kluczowy bat na te polityczne miernoty, bezpowrotnie tracą prawo do startu w jakichkolwiek kolejnych wyborach. Ban, polityczny niebyt, wypad z szeregu na zawsze. Żadnego przeskakiwania z partii do partii, żadnych „drugich szans” na koszt podatnika. Dwa miesiące nieudolności i do widzenia, szukajcie uczciwej pracy.

Oczami wyobraźni widzę już to przeraźliwe wycie z rozpaczy na sejmowych korytarzach i w budynku Leinster House. Widzę ten blady strach w oczach ludzi, do których nagle dociera, że trzeba będzie zacząć naprawdę pracować, i to na dodatek na korzyść społeczeństwa, które obdarzyło ich zaufaniem, a nie będzie to praca na rzecz własnych partii i deweloperskich czy bankowych lobbystów. Skończyłoby się bezmyślne wciskanie ludziom kitu, skończyłyby się puste obietnice i przepalanie miliardów na ideologiczne fanaberie. A jak już powiedziałem i będę powtarzał do skutku: to rozwiązanie jest wręcz idealne. To jedyna metoda, by wreszcie przywołać tę zgraję darmozjadów do porządku i oddać władzę w ręce odpowiedzialności, nie zaś bezkarnej buty.

Bogdan Feręc

Photo by Benjamin R. on Unsplash

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
ZNAJDŹ NAS:
Granica godności. D
"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.