Czy pojawi się ulga na stacjach benzynowych? To kwestia sporna
Po miesiącach głębokiego niepokoju i drastycznych podwyżek cen na rynkach surowcowych, konsumenci w Irlandii oraz na całym świecie zaczynają wreszcie wypatrywać sygnałów stabilizacji.
Nadzieję na odczuwalne obniżki cen paliw przyniosły ostatnie doniesienia z Bliskiego Wschodu, gdzie zawarto, choć wciąż niepewne, porozumienie pokojowe. Rynki naftowe zareagowały natychmiastowo, a cena baryłki ropy, która po wybuchu konfliktu i spustoszeniu w Cieśninie Ormuz poszybowała z 60 dolarów na początku roku do rekordowych 180 dolarów pod koniec marca, spadła obecnie do poziomu około 80 dolarów. Ten wyraźny trend spadkowy to w dużej mierze efekt wielokrotnych obietnic przełomu dyplomatycznego składanych od połowy maja przez prezydenta USA Donalda Trumpa. Choć perspektywa tańszej benzyny i oleju napędowego wydaje się bliska, eksperci studzą optymizm, wskazując na szereg barier logistycznych i infrastrukturalnych, które opóźnią realną ulgę dla portfeli kierowców.
Sytuację konsumentów w Irlandii komplikują niestety uwarunkowania wewnętrzne i nadchodzące decyzje fiskalne rządu. Pod koniec marca gabinet zdecydował się na tymczasowe obniżenie akcyzy o 15 centów na litrze benzyny, 20 centów na oleju napędowym oraz o 3 centy na paliwie rolniczym. Te preferencyjne stawki wygasają jednak z końcem lipca, a minister finansów Simon Harris zasugerował już, że w obliczu spadających cen ropy oraz kosztów naprawy infrastruktury, dalsze subsydiowanie paliw może być trudne do obrony z ekonomicznego punktu widzenia.
Dlatego koalicja podjąć ma ostateczną decyzję w ciągu najbliższych dwóch tygodni, jednak powrót do pełnych stawek podatkowych w sierpniu może całkowicie zniwelować korzyści wynikające z globalnych spadków cen surowca.
Równolegle na horyzoncie pojawia się kolejny kryzys kosztów utrzymania, który dotknie gospodarstwa domowe jesienią. Najwięksi dostawcy energii, w tym Flogas, Electric Ireland, Pre-Pay Power oraz Yuno Energy, zapowiedzieli już drastyczne podwyżki cen energii elektrycznej oraz gazu ziemnego, sięgające nawet kilkunastu procent. Wywoła to potężną presję polityczną, gdy we wrześniu po przerwie wakacyjnej wznowi obrady parlament, a opozycja zacznie domagać się od rządu rozszerzenia programów osłonowych w nadchodzącym październikowym budżecie.
Dotychczasowe, powszechne dopłaty do energii elektrycznej w wysokości dwustu pięćdziesięciu euro okazały się niezwykle kosztowne dla budżetu państwa, pochłaniając ponad pięćset pięćdziesiąt milionów euro. Instytucje finansowe, takie jak Bank Centralny, apelują o kierowanie pomocy wyłącznie do najuboższych za pośrednictwem systemu opieki społecznej, jednak politycy obawiają się pominięcia tak zwanej klasy średniej, która nie kwalifikuje się do zasiłków. Sytuację pogarsza również odłożona do października podwyżka podatku węglowego, która wejdzie w życie w najmniej odpowiednim momencie, drastycznie podnosząc koszty ogrzewania.
Wszystkie te czynniki sprawiają, że wysoka inflacja wciąż brutalnie weryfikuje realną siłę nabywczą mieszkańców Irlandii. Choć nominalne wynagrodzenia w kraju rosną w tempie około czterech procent rocznie, to po uwzględnieniu drastycznych kosztów energii, żywności wyprodukowanej na bazie drogich nawozów oraz paliw, realny wzrost płac w tym roku wyniesie zaledwie pół procent. Bank Centralny podniósł prognozę inflacji na bieżący rok do poziomu trzech i pół procent, ostrzegając jednocześnie, że w przypadku ponownego tąpnięcia na rynku naftowym realne płace mogą zacząć spadać.
Bogdan Feręc
Źr. RTE
Photo by Documerica on Unsplash
