Koniec ery ultra-tanich lotów? Unijna rewolucja bagażowa – "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii

Koniec ery ultra-tanich lotów? Unijna rewolucja bagażowa

Przez ostatnie dwie dekady krajobraz europejskiego lotnictwa pasażerskiego został całkowicie zdominowany przez model biznesowy low-cost, którego niekwestionowanym liderem stał się irlandzki Ryanair. Strategia oparta na oferowaniu niezwykle tanich biletów bazowych i doliczaniu agresywnych opłat za wszelkie dodatkowe usługi – od wyboru miejsca, przez pierwszeństwo wejścia na pokład, aż po bagaż podręczny – zrewolucjonizowała sposób, w jaki podróżujemy.

Jednak nadchodzące zmiany w unijnych przepisach, które wejdą w życie w 2027 roku, mogą bezpowrotnie zburzyć ten porządek. Nowe regulacje zmuszą przewoźników do gruntownego zrewidowania swojej polityki cenowej, stawiając przed konsumentami ważne pytanie: czy to koniec taniego latania w Europie?

Istota nowych przepisów Unii Europejskiej uderza bezpośrednio w fundamenty finansowe tanich linii lotniczych. Od 2027 roku przewoźnicy działające w Europie będą prawnie zobowiązane do wliczania w cenę standardowego biletu kosztu 7-kilogramowego bagażu podręcznego oraz jednego małego przedmiotu osobistego. Dla pasażerów zmęczonych ciągłym stresem przy bramkach i skomplikowanymi cennikami może to brzmieć jak upragnione zwycięstwo i krok w stronę przejrzystości. Dla przewoźników budżetowych oznacza jednak konieczność rewolucji w systemach rezerwacyjnych i taryfowych.

Wprowadzenie odgórnego standardu rodzi naturalne obawy o to, że przewoźnicy po prostu podniosą ceny wyjściowe wszystkich biletów, aby zrekompensować sobie utracone przychody z dotychczasowych, wysoko marżowych opłat bagażowych. Unijny ustawodawca przewidział jednak pewien mechanizm elastyczności. Przepisy umożliwią pasażerom świadomą rezygnację z zabierania ze sobą 7-kilogramowego bagażu podręcznego i ubieganie się o tańszy lot. W teorii ma to zachować segmentację klientów, na której tak bardzo zależy tanim liniom.

W debacie publicznej głosy ekspertów i obserwatorów rynku są podzielone. Z jednej strony istnieje głęboki sceptycyzm wobec intencji przewoźników, z drugiej zaś wiara w nienaruszalność prawideł wolnego rynku. W programie stacji radiowej News Talk blogerka podróżnicza Tara Povey zwróciła uwagę na psychologiczny aspekt tej zmiany dla przeciętnego konsumenta: „Myślę, że ludzie prawdopodobnie początkowo będą się obawiać wzrostu cen”. Jednocześnie Tara Povey wskazuje na wspomniane unijne zastrzeżenie jako potencjalną furtkę dla pasażerów szukających oszczędności. Linie lotnicze będą mogły zaproponować rezygnację z małej walizki w zamian za niższą taryfę: „W związku z tym pasażerowie nadal będą mogli liczyć na zniżkę, a nawet mogą ją otrzymać, jeśli zdecydują się umieścić 7-kilogramową walizkę w luku bagażowym zamiast zabrać ją ze sobą na pokład”.

Taki ruch pozwoliłby liniom lotniczym na lepsze zarządzanie ograniczoną przestrzenią w kabinie pasażerskiej, co od lat stanowi ogromny problem logistyczny podczas rotacji samolotów na lotniskach. Mniej bagażu podręcznego na pokładzie to szybszy boarding i mniejsze ryzyko opóźnień.

Mimo optymistycznych założeń, pasażerowie powinni zachować szczególną czujność. Wiemy przecież, że linie lotnicze potrafią niezwykle sprawnie omijać intencje ustawodawców, zamieniając przepisy mające chronić konsumentów w nowe źródła dochodu. Nowy limit 7 kilogramów stanie się prawdopodobnie nową, rygorystycznie przestrzeganą granicą. Tara Povey ostrzega przed nadmiernym optymizmem i prognozuje zaostrzenie kontroli na lotniskach: „Szczerze mówiąc, nie zdziwiłabym się, gdyby niektóre linie lotnicze w ogóle je rozważały, bo i tak pobierają opłaty. To po prostu kolejna rzecz, za którą prawdopodobnie będą chcieli pobrać dodatkową opłatę, jeśli przy odprawie przekroczysz wagę 7 kg”.

Można się także spodziewać, że weryfikacja wagi i wymiarów bagażu przy użyciu nowoczesnych, automatycznych skanerów stanie się bezwzględna, a „kary” za przekroczenie restrykcyjnych 7 kilogramów będą drastyczne. Przewoźnicy będą chcieli za wszelką cenę powetować sobie straty na innych polach.

W kontekście nadchodzących zmian uwaga całej branży skupia się na Ryanairze i jego charyzmatycznym szefie. Przewoźnik ten wielokrotnie udowadniał, że potrafi przekuć kryzysy legislacyjne i rynkowe we własny sukces. Tara Povey podkreśla, że specyfika zarządzania tą linią nie pozwoli na utratę jej głównego atutu, jakim jest niska cena: „Michael O’Leary jest bardzo sprytnym biznesmenem. Zamierza zaoferować to, czego jego zdaniem chcą klienci, i będzie miał mnóstwo różnych opcji, bo musi zadbać o to, żeby wszystko było przyjazne dla budżetu, bo inaczej jaki sens miałby Ryanair”?

Dla Ryanaira utrata wizerunku najtańszego przewoźnika na rynku byłaby katastrofą wizerunkową i biznesową. Dlatego też można zakładać, że algorytmy cenowe zostaną zmodyfikowane w taki sposób, aby podstawowe bilety „bez bagażu” nadal kusiły symbolicznymi kwotami, podczas gdy taryfy standardowe z wliczonym 7-kilogramowym bagażem zostaną precyzyjnie skalkulowane w oparciu o bieżący popyt.

Rok 2027 przyniesie więc rewolucję, która wymusi większą przejrzystość, ale nie zatrzyma machiny zysków tanich linii. Ceny biletów w ujęciu globalnym mogą sprawiać wrażenie wyższych, jednak rynek szybko wypracuje nowe mechanizmy dopłat i zniżek. Pasażerowie będą musieli nauczyć się nowych reguł gry, w której precyzyjne pakowanie do 7 kilogramów stanie się kluczem do taniego podróżowania.

*

Tak sobie niejednokrotnie obserwuję pasażerów linii lotniczych, którzy tłoczą się przed klatkami do pomiaru wielkości walizek, próbują dopchnąć je kolanem, co akurat mnie bawi. Dlaczego? Sprawa jest banalna, a chodzi o to, że od lat latam z wolną ręką. Bagaże, wszystkie moje bagaże, zawsze oddaję liniom, aby tymi się zajęli, więc na pokład wchodzę zwyczajowo z telefonem, książką i butelką wody w ręku. Wygodne to, bo nie muszę szukać miejsca nad głową, żeby upchać jakąś, nawet niewielką torbę. Oczywiście rozumiem rodziny z dziećmi, bo te muszą mieć pod ręką jakiś zapas ubrań lub jedzenia dla maluchów, ale rozumiem tylko te przypadki, nie zaś wypchane do granic wytrzymałości walizeczki, które jakoby mają stać się bagażem podręcznym. Znam kilka takich osób, bo to moi znajomi, a ci swobodnie mogliby otworzyć mały sklep z ciuchami, jeżeli wyjmą z niewielkiego bagażu podręcznego wszystko, co tam z pomocą prasy hydraulicznej wepchnęli.

Bogdan Feręc

Źr. News Talk

Photo by Al Soot on Unsplash

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
ZNAJDŹ NAS:
ICE zatrzymało tysi
Prawie każde dzieck