Wielka przeprowadzka, czyli jak odkryłem, że żyję w magazynie kabli – "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii

Wielka przeprowadzka, czyli jak odkryłem, że żyję w magazynie kabli

Są w życiu człowieka momenty, które brutalnie odbierają złudzenia. Niektórym wystarczy spojrzenie w lustro po czterdziestce, a inni przeżywają to przy pierwszej racie kredytu hipotecznego. Ja natomiast doznałem egzystencjalnego olśnienia podczas przeprowadzki redakcji Studio Galway i portalu Polska-IE. Człowiek myśli, że prowadzi skromne medium, kilka komputerów, radiowa konsoleta, dwa mikrofony, jakiś stolik i może trzy kable. Tymczasem okazuje się, że od lat mieszka właściwie w centrum logistycznym NASA połączonym z lombardem elektroniki użytkowej.

Ależ się narobiło, bo przecież wciąż mieliśmy się przeprowadzać i pojawić się dopiero w poniedziałek, ale cała sprawa załatwiona została wręcz błyskawicznie, czego w ogóle się nie spodziewałem. Jak zapowiadałem, Studio Galway ma nową, większą siedzibę, bo przecież redakcja rośnie, sprzętu przybywa, więc studyjną ciasnotę trzeba było zmienić na warunki, które dadzą możliwość wygody pracy. Nawet nie przypuszczałem, jak dużo sprzętu, ale nie tylko jego, zebrało się na niewielkiej przestrzeni naszej starej redakcji, a z każdym pudłem i każdym workiem kabli, popadałem w coraz większe przygnębienie, bo kto to wszystko później podłączy?

I właśnie wtedy człowiek zaczyna zadawać sobie trudne pytania. Po co nam było tyle kabli? Dlaczego każdy kabel wygląda identycznie? I kto wymyślił, że urządzenie za dwa tysiące euro musi być podłączone przewodem przypominającym sznur od starego żelazka?

Przysięgam, w pewnym momencie miałem wrażenie, że te kable się rozmnażają. Odkładałem jeden do pudła, a obok pojawiały się trzy następne. Jakby nocami odbywały się tam jakieś tajne konferencje elektroniki. Człowiek bierze do ręki przewód i nawet nie wie, do czego służy, ale wyrzucić strach, bo może właśnie od niego zależy działanie całej elektronicznej maszynerii i po jego utracie portal będzie nadawał wyłącznie sygnał alarmowy albo rosyjskie radio z lat osiemdziesiątych.

Ja się nie znam na kabelkach, technologia już dawno mnie wyprzedziła, więc musiałem wezwać na ratunek specjalistów z najwyższej półki. Samą przeprowadzką zajął się mój dobry kolega Łukasz, który na co dzień pracuje w AA, ale na szczęście AA Ireland Car Insurance, więc rozwiał również moje obawy, że jeden dzień na całość to zbyt mało. Łukasz załatwił to w niecałe trzy godziny i cała ta graciarnia była na nowym miejscu.

Tutaj należy się chwila poważnej refleksji nad naturą ludzką, bo są ludzie, którzy podczas przeprowadzki wyglądają jak zagubione dzieci we mgle. Stoją nad kartonem i zastanawiają się, czy najpierw spakować kubek, czy może jednak ładowarkę do telefonu. Są też ludzie pokroju Łukasza. Tacy, którzy wchodzą do pomieszczenia, patrzą raz, kiwają głową i po pięciu minutach mają już mentalny plan operacji wojskowej o kryptonimie „Ewakuacja gratów”. Ja oczywiście pełniłem niezwykle odpowiedzialną funkcję człowieka, który przebywał w stanie szoku i, co chwilę pytałem, czy na pewno damy radę, czy czegoś nie zgubiliśmy i czy przypadkiem ten karton z napisem „bardzo ważne” nie zawiera mojego obiadu sprzed tygodnia. Łukasz jednak zachowywał stoicki spokój. Człowiek przenosił pudła i worki z taką prędkością, jakby trenował do mistrzostw świata w przeprowadzkach ekstremalnych.

Najbardziej fascynujące jest to, że osoby kompetentne nigdy nie wyglądają na zmęczone. Ja po przeniesieniu jednego monitora zacząłem oddychać jak lokomotywa z epoki pary, a Łukasz w tym czasie wnosił kolejne elementy wyposażenia i jeszcze znajdował energię, żeby żartować – ze mnie. Podejrzewam, że istnieje jakaś tajna szkoła dla takich ludzi. Może gdzieś w piwnicy pod Dublinem. Wchodzisz tam jako zwykły obywatel, a wychodzisz z umiejętnością przewiezienia całego mieszkania w hatchbacku i przywiązania lodówki jednym paskiem.

Oczywiście był jeszcze jeden specjalista, bo bez niego, nikt niczego by dzisiaj nie przeczytał na portalu Polska-IE, więc plątaninom przewodów do komputera, radiowej konsoli sterowania, mikrofonów, a wszystko podłączone jest przecież także do laptopa, telefonu i innych dziwacznych urządzeń, zajął się…

Aż trudno to wypowiedzieć, bo student jednego z uniwersytetów w Galway, który jakoby uczy się informatyki oraz programowania, więc Marcin. Ten podle młody człowiek, zawsze, ale to zawsze wyśmiewa się ze mnie, że nie umiem zrobić najprostszej rzeczy, z którą poradzi sobie sześciolatek. Może sześciolatek tak, ale ja nie i dlatego nasza znajomość z Marcinem jest tak cenna, przynajmniej dla mnie. Marcin reprezentuje bowiem to pokolenie ludzi, które rodzi się już prawdopodobnie z hasłem do Wi-Fi w głowie. Oni nie uczą się technologii, oni z nią rozmawiają. Człowiek jeszcze dobrze nie zdąży powiedzieć: „chyba coś nie działa”, a on już siedzi pod biurkiem, podłącza przewody, klika trzy razy i odpowiada tonem lekarza po rutynowym badaniu: – Już działa.

Skąd wiedział? Nie mam pojęcia, bo gdy ja widzę komputerowy komunikat „error”, od razu zakładam najgorsze, że wszystko przepadło, ze internet się skończył, że trzeba będzie wysłać list polecony do Microsoftu. Tymczasem Marcin patrzy na ekran z pobłażaniem człowieka, który właśnie obserwuje starszego pana próbującego otworzyć drzwi pilotem od telewizora. Najbardziej upokarzające są jednak sytuacje codzienne. Człowiek chce coś zrobić samodzielnie, żeby zachować resztki godności, klikam więc ostrożnie, kombinuję, marszczę czoło, próbuję wyglądać profesjonalnie, a po pięciu minutach Marcin podchodzi i mówi: – A próbowałeś włączyć?

I niestety zwykle nie próbowałem.

Muszę jednak uczciwie przyznać, że bez niego nowa redakcja przypominałaby dziś nowoczesne muzeum ciszy. Mikrofony milczałyby dumnie, monitory świeciłyby pustką, a ja siedziałbym pośrodku tego technologicznego chaosu, próbując ustalić, który kabel odpowiada za internet, a który prawdopodobnie steruje elektrownią w Cork.

W całej tej historii jest jednak coś naprawdę pięknego, bo człowiek często myśli, że wszystko musi zrobić sam, szczególnie kiedy prowadzi własną redakcję, radio czy portal. Tymczasem życie co jakiś czas przypomina, że bez dobrych ludzi wokół, nawet najlepszy pomysł pozostaje tylko stertą pudeł i splątanych przewodów. W każdym razie obaj panowie zaskoczyli mnie przeogromnie, za co jestem im bardziej niż wdzięczny, czyli w przyszłym tygodniu „idziemy w miasto”, żebym mógł się im odwdzięczyć.

I uczciwie uprzedzam, jeśli rachunek będzie odpowiednio wysoki, to być może następną przeprowadzkę zrobię już własnoręcznie. O ile oczywiście do tego czasu nauczę się odróżniać kabel HDMI od kabla „tego ważnego, którego absolutnie nie wolno zgubić”.

Tak na marginesie, cała przeprowadzka z podłączeniem trwała nieco ponad sześć godzin.

Chłopaki, jesteście niesamowici. Dzięki.

A nowa redakcja? Pachnie jeszcze świeżością, kartonami i lekkim stresem, że czegoś nadal nie podłączyliśmy, ale jest większa, spokojniejsza i daje poczucie, że Studio Galway naprawdę idzie do przodu. Człowiek patrzy na to wszystko i nagle uświadamia sobie, że te pudła, kable, monitory i mikrofony to nie tylko sprzęt. To kawał historii budowanej dzień po dniu od 13 lat. Czasem chaotycznie, czasem na ostatnią chwilę, ale zawsze z sercem i tylko jedna rzecz pozostaje niezmienna. Ja nadal nie mam pojęcia, do czego służy połowa tych kabli.

Bogdan Feręc

Photo by Jan Antonin Kolar on Unsplash

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE – chronione są prawem autorskim.
ZNAJDŹ NAS:
"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.