Europa otworzyła bramy dla żywności, której sama zakazała – "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii

Europa otworzyła bramy dla żywności, której sama zakazała

W europejskiej polityce od dawna istnieje pewna stara, ale dobrze znana zasada, że jeśli czegoś nie wolno produkować u siebie, można to sprowadzić z zewnątrz i udawać, że problem nie istnieje. Tak właśnie coraz częściej wygląda dyskusja wokół umowy zawartej pomiędzy Unią Europejską a krajami z grupy Mercosur. Oficjalnie chodzi o wolny handel, partnerstwo strategiczne i rozwój gospodarczy. W praktyce coraz więcej Europejczyków zadaje sobie pytanie, czy pod hasłem „integracji rynków” nie otwarto właśnie szeroko drzwi dla żywności, której europejskie normy nigdy nie powinny dopuścić do stołu obywateli Starego Kontynentu.

Czy więc umowa z krajami Mercosur była po to, żeby ściągać do Europy truciznę ukrytą w żywności? Komisja Europejska, która zapewniała (czytaj: mijała się z prawdą), że wszelkie artykuły spożywcze trafiające na europejski rynek będą miały certyfikat bezpieczeństwa i nie będą groźne dla człowieka, dziś coraz częściej musi odpowiadać na niewygodne pytania. Z jakiego powodu?  Cóż, rzeczywistość zaczęła skrzypieć i to głośno. Nie chodzi już wyłącznie o emocjonalne protesty rolników, którzy od miesięcy alarmują, że europejska produkcja żywności jest dławiona przez własne przepisy, podczas gdy towary spoza Europy korzystają z taryfy ulgowej. Problem jest znacznie poważniejszy, bo chodzi o zdrowie ludzi. Chodzi o chemikalia, hormony, pestycydy i substancje weterynaryjne, których stosowania zakazano na terenie Unii Europejskiej właśnie dlatego, że uznano je za potencjalnie niebezpieczne dla zdrowia i życia człowieka.

Skoro już powiedzieliśmy, choć w łagodny sposób, że była to daleko idąca nadinterpretacja tego, z czym mamy do czynienia obecnie, można się zastanowić, czy trucizna znajduje się wyłącznie w zakwestionowanych po badaniach partiach żywności, czy też może problem ma charakter znacznie szerszy? Oczywiście chodzi o różnego typu składniki poprawiające wydajność produkcyjną, ale też używane do ochrony roślin. Problem polega na tym, że znaczna część tych substancji została w Europie dawno zakazana.

Tu właśnie pojawia się pytanie fundamentalne. Dlaczego Unia Europejska ich zakazała? Odpowiedź jest niezwykle prosta, ponieważ uznano, że są zagrożeniem dla zdrowia człowieka, a w niektórych przypadkach nawet dla jego życia. Właśnie dlatego europejskie rolnictwo objęte zostało restrykcyjnymi normami dotyczącymi pestycydów, hormonów wzrostu czy farmaceutyków stosowanych w hodowli zwierząt. Europejskim rolnikom tłumaczono, że to cena bezpieczeństwa konsumentów, jednak dziś ci sami konsumenci patrzą z niedowierzaniem, gdy okazuje się, że produkty spoza UE bywają produkowane inaczej niż rodzime warzywa, owoce i mięso.

Według licznych analiz oraz debat prowadzonych wokół umowy UE–Mercosur, w krajach Ameryki Południowej stosuje się, a niektórzy mówią, że setki substancji ochrony roślin, które nie są dopuszczone w Europie. W debacie publicznej pojawiają się natomiast szacunki mówiące nawet o ponad tysiącu różnych pestycydów zakazanych na rynku unijnym, lecz nadal wykorzystywanych w państwach Mercosur. Nie oznacza to automatycznie, że każda partia żywności jest skażona, ale rodzi prawdziwy problem zaufania do systemu kontroli. Jeśli bowiem dane środki zostały w Europie uznane za niebezpieczne, to dlaczego produkty wytworzone przy ich użyciu mają trafiać do europejskich sklepów?

Komisja Europejska zapewnia, że towary importowane muszą spełniać takie same normy jak żywność produkowana na terenie Unii. Problem w tym, że kolejne doniesienia z różnych państw UE pokazują coś zupełnie innego. W ostatnich miesiącach wielokrotnie pojawiały się alarmy dotyczące brazylijskiej wołowiny zawierającej niedozwolone substancje hormonalne, a wolny od tego nie jest też drób. W ostatnich tygodniach wykryto nawet, że jedna z partii porcji kurczaków, skażona była salmonellą. Co interesujące, europejski system szybkiego ostrzegania o niebezpiecznej żywności RASFF regularnie publikuje informacje o wykrytych nieprawidłowościach

Szczególnie głośna była sprawa wykrycia estradiolu 17β, czyli hormonu całkowicie zakazanego w europejskiej produkcji zwierzęcej. W dokumentach Parlamentu Europejskiego wskazywano, że skażone partie brazylijskiej wołowiny trafiły na teren Unii Europejskiej, a część tego mięsa została nawet rozprowadzona w kilku państwach członkowskich. Mowa była o dziesiątkach ton mięsa oraz o kolejnych transportach zatrzymanych na granicach.

To właśnie w takich momentach europejski konsument zaczyna rozumieć, że „certyfikat bezpieczeństwa” nie jest magiczną tarczą, a kontrole są wyrywkowe. System działa głównie reaktywnie, więc wykrywa problem dopiero wtedy, gdy skażona partia została już wyprodukowana, wysłana, a czasem nawet sprzedana. W teorii unijne procedury wyglądają imponująco, ale praktyce okazuje się, że nie są szczelne. Niektóre kraje UE zaczęły dostrzegać ten problem znacznie wcześniej niż brukselscy urzędnicy i coraz częściej pojawiają się decyzje o dodatkowych krajowych ograniczeniach dotyczących importu produktów zawierających ślady pestycydów, hormonów lub substancji weterynaryjnych niedozwolonych w Europie. To już nie jest jedynie gospodarcza rywalizacja między europejskim rolnikiem a południowoamerykańskim eksporterem, bo to kwestia elementarnego bezpieczeństwa żywnościowego.

W Europie, ale nawet w Parlamencie Europejskim pojawiają się alarmujące doniesienia mówiące, że nawet 92 procent niektórych kontrolowanych partii mięsa mogło budzić zastrzeżenia związane z obecnością niedozwolonych substancji. Dane te nie zostały jednak oficjalnie potwierdzone przez unijne instytucje, jednak sama skala kontrowersji pokazuje, jak głęboki jest kryzys zaufania wobec systemu kontroli importu. Tym bardziej że równolegle europejskie audyty wskazywały problemy z brazylijskim systemem nadzoru nad eksportem mięsa.

Właśnie tutaj dochodzimy do sedna problemu, którego europejskie tzw. elity polityczne zdają się nie dostrzegać albo nie chcą dostrzec. Europejski rolnik funkcjonuje dziś w rzeczywistości pełnej zakazów i dostosowania się do norm. Zabrania mu się stosowania kolejnych środków ochrony roślin, nakłada obowiązki klimatyczne, ogranicza produkcję, a w tym samym czasie rynek otwierany jest dla towarów z regionów świata, gdzie standardy bywają nieporównywalnie niższe. To z wielu powodów absurd i moralna hipokryzja w jednym. Oczywiście nawet w felietonie trzeba zachować uczciwość, więc europejskie instytucje podkreślają, że zdecydowana większość importowanej żywności spełnia normy bezpieczeństwa. Według danych Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności, większość badanych próbek mieści się w dopuszczalnych limitach. Jednocześnie raporty pokazują, że właśnie żywność trafiająca na Stary Kontynent, częściej przekracza normy niż produkty pochodzące z samej UE.

To różnica niby statystyczna, ale dla konsumenta niezwykle konkretna, bo człowiek nie je statystyki. Człowiek je mięso, owoce, warzywa i produkty trafiające na jego stół każdego dnia.

Pomimo tego że Komisja Europejska, która bez zgody Parlamentu Europejskiego podpisała umowę z krajami Mercosur, ma obowiązek reagować w takich przypadkach, ale wielu obywateli odnosi wrażenie, że działania Brukseli są bardziej niż niewidoczne albo spóźnione. Gdy wykrywane są kolejne nieprawidłowości, słyszymy słowa o „monitorowaniu sytuacji”, „dodatkowych audytach” i „procedurach kontrolnych”.

Tymczasem, a niezależnie od opinii Komisji Europejskiej, pytania mnożą się szybciej niż odpowiedzi. Czy więc samo niszczenie europejskiego sektora rolnego już nie wystarcza? Czy Europa rzeczywiście zamierza uzależnić swoje bezpieczeństwo żywnościowe od importu z regionów, gdzie dopuszczane są substancje zakazane na naszym kontynencie? A może, jak pytają najbardziej radykalni internetowi krytycy obecnej polityki, mamy do czynienia z eksperymentem społecznym prowadzonym kosztem zdrowia obywateli? Takie pytania pojawiają się coraz częściej nie dlatego, że Europejczycy oszaleli, lecz dlatego, że przestali wierzyć w oficjalne zapewnienia i trudno się temu dziwić. Kiedy kolejne raporty pokazują wykrywanie zakazanych hormonówm, bakterii i pestycydów w importowanym mięsie, a politycy nadal opowiadają o „najwyższych standardach bezpieczeństwa”, zaufanie społeczne zaczęło się rozsypywać jak stary mur.

Na koniec można powiedzieć chyba tylko tyle, że Europa znalazła się dziś w miejscu symbolicznego rozdarcia. Z jednej strony deklaruje walkę o zdrowie obywateli, ochronę środowiska i wysoką jakość żywności, natomiast z drugiej, otwiera rynek dla produktów, które często powstają według standardów zakazanych na jej własnym terytorium. To trochę tak, jakby ktoś zamknął wszystkie kominy we własnym domu, a następnie poprosił sąsiada, by wpuszczał dym przez okno. Pytania z każdym kolejnym transportem żywności z krajów Mercosur wyłącznie się mnożą. Odpowiedzi nadal brakuje, a kiedy ich brakuje, w ludziach mnożą się obawy. Nie dlatego, że są naiwni, bo dlatego, że instytucje, które miały ich chronić, coraz częściej sprawiają wrażenie bardziej zainteresowanych handlem niż zdrowiem własnych obywateli.

Bogdan Feręc

Photo by Cindie Hansen on Unsplash

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE – chronione są prawem autorskim.
ZNAJDŹ NAS:
Paliwowy oddech dla
"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.