Prawica na rozdrożu. Czy ruch Morawieckiego przyspieszy polityczny kryzys PiS? – "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii

Prawica na rozdrożu. Czy ruch Morawieckiego przyspieszy polityczny kryzys PiS?

Mateusz Morawiecki kończy pewną epokę, a właściwie wykonał pierwszy krok w stronę jej zakończenia. Nie sposób jednak ocenić tego ruchu inaczej niż krytycznie, nawet jeśli dla części obserwatorów może on wyglądać jak naturalny etap politycznej sukcesji. Powód tej krytycznej oceny jest prosty, bo wydarzenia ostatnich dni po raz kolejny potwierdziły głęboki problem polskiej prawicy, jakim pozostaje jej strukturalna niespójność.

Od dawna można było dostrzec, że obóz prawicowy w Polsce funkcjonuje bardziej dzięki dominacji jednego środowiska i jednego politycznego przywództwa niż dzięki rzeczywistej jedności programowej. To oznacza, że stabilność tej formacji była pozorna, oparta na centralnej kontroli, a nie na harmonii interesów, ambicji i wizji przyszłości. Każdy poważniejszy ruch personalny musiał więc uruchomić napięcia, które istniały od dawna, ale pozostawały ukryte pod ciężarem politycznej dyscypliny.

Właśnie dlatego obecny krok Mateusza Morawieckiego należy ocenić jako moment przełomowy, ale zarazem ryzykowny dla całego obozu Prawa i Sprawiedliwości.

Nie chodzi jedynie o sam fakt politycznego pozycjonowania się byłego premiera, lecz o moment i sposób, w jaki ten proces został uruchomiony. Oba te elementy mają znaczenie strategiczne i oba mogą przyczynić się do osłabienia pozycji PiS. Moment jest zły, a nawet bardzo zły, ponieważ prawica znajduje się dziś w szczególnie trudnym położeniu. Z jednej strony pozostaje największą siłą opozycyjną, ale z drugiej – nie odzyskała jeszcze pełnej zdolności mobilizacji politycznej po utracie władzy. Jej elektorat oczekuje odbudowy, konsolidacji i jasnego planu powrotu do rządzenia. Tymczasem otrzymuje sygnał wewnętrznego podziału, więc to właśnie ten jest najbardziej niebezpieczny.

Każde ugrupowanie polityczne, które chce odzyskać władzę, a wydaje się, że PiS chciał, choć teraz szansę stracił, musi przekonać wyborców, że jest zdolne do sprawnego działania i wewnętrznej jedności. Gdy zamiast tego pojawiają się oznaki rywalizacji frakcyjnej, wyborcy zaczynają postrzegać partię jako zajętą własnymi sporami, a nie realnym rozwiązywaniem problemów państwa. W praktyce oznacza to utratę wiarygodności – koniec i kropka.

Nie tak dawno wskazywałem, że polska prawica potrzebuje konsolidacji, jeśli chce realnie myśleć o odsunięciu Koalicji Obywatelskiej i środowisk lewicowych od władzy. Tylko zwarty blok polityczny mógłby stworzyć wiarygodną alternatywę wobec obecnego rządu. Wszystko wskazuje jednak na to, że taki scenariusz oddala się zamiast przybliżać. Ruch Mateusza Morawieckiego nie prowadzi bowiem do konsolidacji, lecz do otwarcia procesu wewnętrznej rywalizacji. To z kolei rywalizacja szczególnie niebezpieczna, bo dotyczy partii zbudowanej w dużej mierze wokół jednego ośrodka przywództwa. Wiadomo od dawna, że Prawo i Sprawiedliwość bez Jarosława Kaczyńskiego nie byłoby ugrupowaniem o obecnym kształcie. Można krytykować jego styl zarządzania partią, można odrzucać jego wizję polityki, ale trudno odmówić mu jednej rzeczy, iż przez lata pozostawał spoiwem całej formacji, a nawet więcej, całej prawej strony układu politycznego w Polsce.

To właśnie jego polityczna dominacja pozwalała utrzymać jedność w środowisku, w którym ścierały się różne ambicje i różne nurty. Problem polega jednak na tym, że ten model nie może trwać bez końca.

Każda partia polityczna, która uzależnia swoją trwałość od jednego lidera, w pewnym momencie staje przed kryzysem sukcesji. Nie da się budować nowoczesnego zaplecza politycznego na zasadzie niekończącej się dominacji jednego przywódcy. To rozwiązanie może być skuteczne krótkoterminowo, ale w dłuższej perspektywie staje się źródłem destabilizacji. Dlatego oczywiste było, że Jarosław Kaczyński nie może pozostać centralnym ośrodkiem decyzyjnym w nieskończoność. Przekazanie wpływów było nieuniknione, co nawiasem mówiąc, stało się nieco wcześniej, a tym było namaszczenie na premiera Przemysława Czarnka. Problem polega na tym, że nie przygotowano warunków dla uporządkowanej sukcesji i nie zabezpieczono tyłów.

W efekcie dziś obserwujemy wyłanianie się konkurencyjnych obozów wewnętrznych i z jednej strony to środowisko związane z Mateuszem Morawieckim, z drugiej grupa skupiona wokół Przemysława Czarnka i polityków reprezentujących twardszy nurt partyjny. Oba środowiska posiadają własne zaplecze, własne ambicje i własne wyobrażenie przyszłości prawicy.

To w sumie naturalne zjawisko w każdej dużej partii, ale w obecnej sytuacji może mieć wyjątkowo destrukcyjne skutki. Zamiast kontrolowanego procesu przejęcia schedy po Jarosławie Kaczyńskim pojawia się rywalizacja o wpływy. Zamiast uporządkowanego przekazania przywództwa, walka o dominację. Zamiast odbudowy siły politycznej, narastający ferment i właśnie ten może okazać się największym zagrożeniem dla przyszłości PiS.

Każdy konflikt frakcyjny osłabia zdolność partii do działania na zewnątrz. Energia polityczna, która powinna być skierowana na budowanie alternatywy wobec rządu, zostaje skierowana do wewnątrz. Uwaga liderów przesuwa się z problemów państwa na walkę o wpływy i w takich warunkach nawet największe ugrupowanie traci dynamikę.

Mateusz Morawiecki swoim ruchem przyspiesza koniec dominacji Jarosława Kaczyńskiego. To prawdopodobnie najważniejsza konsekwencja obecnej sytuacji. Sam fakt uruchomienia procesu sukcesyjnego rozłamu, oznacza zakwestionowanie dotychczasowego modelu przywództwa. Nietrudno przewidzieć, że Jarosław Kaczyński nie pozostawi i nie pozostawił tego bez reakcji, natomiast scenariuszy jest w tym przypadku kilka. Najważniejsze jest jednak to, że Morawiecki może zostać zmarginalizowany, może otrzymać ultimatum, może zostać wypchnięty poza główny nurt decyzyjny. Każdy z tych wariantów oznacza jednocześnie pogłębienie napięć.

Jeżeli zostanie wypchnięty, część jego środowiska uzna to za polityczną czystkę. Jeżeli zostanie podporządkowany, napięcia pozostaną ukryte, ale nie znikną. W obu przypadkach wewnętrzna sprzeczność zostanie zachowana, co wpłynie na długofalowe osłabienie partii.

W tej sytuacji pojawia się zasadnicze pytanie: czy w kolejnych wyborach możliwa będzie realna zmiana układu sił? Na dziś trudno w to wierzyć. Społeczeństwo oczekuje realnej i silnej alternatywy, ale alternatywa musi być wiarygodna. Jeżeli największa partia opozycyjna pogrąża się w sporze o przywództwo, wyborcy zaczynają szukać stabilności gdzie indziej. W praktyce może to prowadzić do paradoksalnego wzmocnienia Koalicji Obywatelskiej, a przynajmniej przejęcia części wyborców przez inne ugrupowania o rodowodzie wywodzącym się z prawicy. Co ciekawe, nie stanie się tak dlatego, że obie Konfederacje i obecna władza budzą powszechny entuzjazm, ale dlatego, że chaos po stronie największej partii opozycyjnej zawsze zwiększa atrakcyjność obozu rządzącego oraz naśladowców. Przy takim rozwoju sytuacji, nawet wyborcy krytyczni wobec rządu mogą uznać, że utrzymanie obecnego układu jest bezpieczniejsze niż powrót ugrupowania pogrążonego w konflikcie.

To mechanizm znany w polityce, więc słabość opozycji stabilizuje władzę.

Czy jednak Koalicja Obywatelska rzeczywiście jest najlepszą odpowiedzią na obecne wyzwania państwa? Patrząc na wskaźniki gospodarcze, decyzje ekonomiczne i rosnące napięcia w obszarze finansów publicznych, trudno uznać, że sytuacja zmierza w kierunku trwałej stabilizacji. Coraz wyraźniej widać problemy rozwojowe, rosnące obciążenia fiskalne, niepewność inwestycyjną i narastające koszty funkcjonowania państwa. To nie jest obraz kraju znajdującego się na ścieżce bezpiecznego rozwoju. Problem polega więc na tym, że słabość opozycji nie wzmacnia jakości rządzenia, a cementuje jedynie polityczną trwałość obecnej większości.

To natomiast prowadzi nas do wniosku, że kryzys wewnętrzny PiS może mieć konsekwencje wykraczające daleko poza samą partię. Może wpłynąć na cały układ polityczny w Polsce, ograniczając realną konkurencję i utrwalając dominację obecnego obozu władzy. Właśnie dlatego ruch Mateusza Morawieckiego należy oceniać nie jako zwykły etap politycznych przetasowań, lecz jako wydarzenie mogące przesądzić o najbliższych latach polskiej polityki.

Jeżeli prawica nie przeprowadzi uporządkowanej konsolidacji, nie stworzy jasnego modelu przywództwa i nie zakończy wewnętrznych sporów, utraci zdolność odzyskania władzy. Wtedy obecny kryzys w Prawie i Sprawiedliwości, okaże się nie przejściowym konfliktem personalnym, lecz początkiem głębszego procesu politycznej marginalizacji. A to byłaby zmiana o znaczeniu znacznie większym niż kariera jednego polityka czy układ sił w jednej partii. Byłaby to zmiana, która mogłaby przesądzić o kierunku polskiej polityki na wiele kolejnych lat – dla jednych godna pochwały, a dla innych nie do przyjęcia.

Bogdan Feręc

Fot. Public domain Kancelaria Premiera

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
ZNAJDŹ NAS:
Szańce neutralnośc
"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.